| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SEAMOUNT

"Earthmother"

Church Within Records (CD 2012) 

SEAMOUNT można zaliczyć do projektów muzycznych o charakterze międzynarodowym, albowiem jednym filarem, na którym się opiera, jest niemiecki gitarzysta Tim Schmidt, drugim - amerykański wokalista Phil Swanson. Ten drugi, podczas debat poświęconych kierunkowi stylistycznego rozwoju kapeli, miał stwierdzić w wolnym tłumaczeniu, że "SEAMOUNT oświetla doom rockowi zupełnie nową drogę" i tak, określenie 'new torch of doom rock music' ciałem się stało. Słuchając najnowszej ich płyty ciężko zadać mu bowiem kłam czy naiwność. Otrzymawszy stosowną szansę "Earthmother" przemówi bez żadnego większego problemu do fanów dobrego rocka, rasowego heavy metalu, ciężkiego, acz klimatycznego, czy nawet progresywnego grania. Taki oto wachlarz stylów gitarowej sztuki dzierży w przypadku tej płyty wielka łapa doomu. Rozmyślałem sobie ostatnio nad filogenezą wspomnianego podgatunku, dochodząc do wniosku, że jest to najstarszy, obok heavy metalu rzecz jasna, sposób kucia dźwiękowej stali. Każdy wtajemniczony wie, że doom metalowe riffy stworzyli tacy gitarzyści jak Jimmy Page czy Tony Iommi w czasach, gdy o matczyną pierś również upomniała się 'heavy music'. Wczesny BLACK SABBATH jest więc najprawdopodobniej jedną z największych muz lejących natchnienie w czary twórczych serc Tima i Phila. Barwa i maniera samego wokalu to niemal replika gardłowych poczynań 'Księcia Ciemności', z miejsca można polecić więc SEAMOUNT fanom COUNT RAVEN czy PENTAGRAM. Ale SEAMOUNT nie powstał kilka dekad, a co najwyżej lat, wstecz, więc i w samej jego muzyce odczuć to można wyraźnie. Niby rasowe hard rockowo-heavymetalowe riffy, a jednak czuć tu lekką, acz niezaprzeczalną nutkę sludge'u czy klimatu grania młodszych adeptów doomowego kunsztu z przykładowych YEAR OF THE GOAT, BARONESS czy ANCIIENTS. Ja się chyba jednak uprę na użycie przymiotnika 'progresywny', bo już w pierwszym, rozkręcającym się 'maidenowskim' przekładańcem, kawałku natknąłem się na delikatniejsze leady a la Robert Fripp, a gitarowe harmonie w wielu innych przypominają o analogicznych strukturach utworów RUSH czy genialnego GREEN CARNATION z płyt "Blessings In Disguise" czy "The Quiet Offspring". "Surrender" to jak się okazuje jednak tylko przedsmak, bo najmocniej na "Earthmother" poruszyły mnie późniejsze utwory. W balladowym "Echoes" Phil śpiewa z takim przejęciem, jakby miała to być ostatnia rzecz w jego życiu. Doskonale symbiontuje to z konceptem tekstowym, w którym słuchacz otrzymuje swoisty 'rebus' polegający na możliwości zastąpienia istoty wyższej miłością. Spora część metalowej braci może mieć z tym niemały problem, ale nie ja. By nie zrobiło się zbyt melancholijnie, zaraz po "Echoes" czeka nas "Just For Fantasy" z rytmicznie zaaranżowanymi klawiszami, świetnym riffem i bujnięciem na miarę niejednego klasycznego, hard rockowego hymnu. Energiczny i mroczny zarazem jest post punkowy "Aphrodites Child", prezentuje on jakby bardziej 'rockową' stronę natury SEAMOUNT. Nie zabrakło tu luźniejszego akcentu w postaci ostatniego "Music", którego do utworów wybitnych raczej nie zaliczę, choć zrelaksować się przy nim niewątpliwie można. Bilans jest taki, że "Earthmother" to smakowity kąsek dla fanów wyrafinowanego, rockowego grania i od kilku dni żywię podskórną nadzieję, że ten muzyczny związek na odległość przetrwa próbę czasu.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/seamountdoom


www.facebook.com/pages/Seamount/144409725631012?sk=info


www.doom-dealer.com


autor: Kępol



<<<---powrót