| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HELLLIGHT

?Funeral Doom?

Solitude Productions & DarkZone Productions (2 CD 2012) 

Brazylijski HELLLIGHT jest właściwie takim ?rodzynkiem? w swoim kraju. Są oczywiście jeszcze MYTHOLOGICAL COLD TOWERS, ABSKE FIDES i pewnie niepoliczalna ilość innych podziemnych zespołów oferujących muzycznie coś na pograniczu doom i death metalu czy wręcz czysty doom, a nawet funeral doom, ale to właśnie HELLLIGHT wyróżnia się wśród nich i to ich wypatrzyła rosyjska Solitude Productions. Najpierw pojawił się premierowy materiał - album ??and Then, the Light of Consciousness Became Hell?? (2010), a po jakimś czasie re-edycja praktycznie niedostępnego krążka ?Funeral Doom? z 2008 roku, który został wzbogacony o drugi dysk, lecz o tym napiszę później. Pierwszy dysk to pełny - i to bardzo dosłownie, bowiem trwa około 76 minut - album, który jednoznacznie określa jego zawartość, tak samo jak i okładka z cmentarną figurą anioła na tle dzwonu. ?Funeral doom? nie jest jednak w wykonaniu Brazylijczyków jednowymiarową płaszczyzną, ale epicką, monumentalną opowieścią namalowaną brzmieniami potężnych klawiszy, masywnych riffów, zdecydowanych bić perkusji, pasażami pianina i niedźwiedzim growlem wokalisty, czasem wzbogaconym również czystymi zaśpiewami. Dużo na tej płycie niebanalnej melodyki, świetnych i często długich gitarowych solówek o proweniencji wręcz heavy metalowej i klasycznie doom metalowej, akustycznych fragmentów, melancholijno - majestatycznych pasaży i takiego kreowania atmosfery, jakiego nie powstydziłyby się MY DYING BRIDE, NOVEMBERS DOOM, UNHOLY czy SATURNUS. Na ?Funeral Doom? mamy do czynienia z naprawdę świetnie brzmiącym graniem (produkcja, jak na podziemne w sumie wydawnictwo, jest po prostu genialna), intrygującymi rozwiązaniami i bogatymi aranżami, które nie powtarzają w kółko tego samego motywu, ale nabudowują nowe rzeczy, akcentując różne stany ducha, bowiem nie ma tutaj wyłącznie nacisku na smutek, żal, cierpienie czy desperację (żałobne motywy w tytułowym numerze o tym doskonale świadczą), lecz także na swoistą radość, spokój, wyciszenie, odprężenie czy obcowanie z pięknem. Bo to materiał ze wszech miar godny określenia go mianem swoiście pięknego i przywołującego ducha najlepszych produkcji z kręgu doom i doom/death metalu z lat 90-ych. A jednocześnie to preludium do tego, co zdarzyło się na kolejnej płycie HELLLIGHT i uzupełnienie kolekcji każdego fana klimatycznego, ciężkiego i potężnego grania w takiej stylistyce. Drugi dysk z tej re-edycji to odświeżony mini-album, który jest jednocześnie ostatnim jak na razie wydawnictwem z logo brazylijskiego zespołu. ?The Light That Brought Darkness? nagrano w 2011 roku i wypełniają go: jeden premierowy kawałek (tytułowy) oraz covery. Ale jeśli ktoś spodziewał się tutaj przeróbek numerów np. MY DYING BRIDE, ANATHEMY czy ich podobnych, to jest w błędzie. HELLLIGHT pokusiło się o kawałki zaskakujące i określone szerszą cezurą czasową. ?Najmłodsze? w tym zestawie są ?How the Gods Kill? DANZIG i ?Man of Iron? BATHORY, a pozostałe są nieco starsze i sięgają lat 80-ych. Zacznę jednak od utworu tytułowego, który pokazuje po raz kolejny Brazylijczyków jako formację umiejętnie budującą klimat ciężkimi gitarami, majestatycznymi klawiszami, potężnym growlem, czystymi wokalami i długimi, heavy metalowymi solówkami. A propos tych ostatnich, to pojawiają się one oczywiście w ?Heaven And Hell? z repertuaru BLACK SABBATH z nieodżałowanym Ronnie James?em Dio i chociaż daleko HELLLIGHT do mistrzostwa oryginału, ale nieświadomie oddali hołd Wielkiemu Małemu Wokaliście w sposób co najmniej poprawny. Dalej mamy ?How the Gods Kill? DANZIG w nieco spokojniejszej, kładącej nacisk na klawiszowe tło wersji, co nie oznacza, że w refrenach Fabio de Paula nie pozwala sobie na potężniejszy ryk niż Glen Danzig. W sumie nie jest źle. Bardziej ciężka jest za to wersja ?Hey Hey My My? rockowego pieśniarza NEILA YOUNG?a, a złowrogi początek ?Confortably Numb? klasyka PINK FLOYD zaskakuje, choć później wszystko wraca na właściwe tory i poza lekkimi fałszami w liniach wokalnych jest odegrany przez doom?owców dość wiernie. Taki sobie jest natomiast i przede wszystkim spaprany właśnie przez wokale ?Man of Iron? BATHORY. Quorthon nie był wybitnym śpiewakiem, ale zrobił to znacznie lepiej ;). Na koniec mamy jeszcze ?Show Must Go On? QUEEN i w tym przypadku obawiałem się niewypału, jednak nie jest najgorzej, choć cóż można przerabiać, gdy chodzi o utwory idealne i ponadczasowe już a priori? Brazylijczycy pokusili się o trochę wygrowlowanych fragmentów w refrenie i tyle.

ocena:  8/ 10

www.helllight-doom.com


www.myspace.com/helllight


solitude-prod.com


autor: Diovis



<<<---powrót