| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

IN SOLITUDE

?In Solitude?

Season Of Mist Records (CD 2008 - 2013) 

Wciąż zaskakuje mnie to, że tyle jest nie odkrytej muzy wokół nas. Można śledzić na bieżąco to, co w trawie piszczy, można słuchać tyle rzeczy, ile jest na to czasu, a i tak co rusz łapię się na tym, że czegoś nie zdołałem poznać, bo o istnieniu tego zwyczajnie nie wiedziałem. Na przykład takie IN SOLITUDE. Znałem istniejącą lat temu -naście kapelę o tej nazwie, ale pochodziła z Portugalii, grała mieszankę doom, gothic i heavy metalu i z tego co mi wiadomo, już nie funkcjonuje. A tu się okazuje, że od 2002 roku działa zespół o tej nazwie także w Szwecji. Młode i bardzo młode chłopaki, które wydawały kolejne demówki, a w 2008 roku wypuścili pierwszego długograja, po czym przechwyciło ich Metal Blade Records i pod auspicjami tej firmy ukazał się w 2011 roku album ?The World. The Flesh. The Devil?. To tyle w dość telegraficznym skrócie. Season Of Mist zdecydowało się na początku tego roku wznowić ich debiut i wcale mnie to nie dziwi, bowiem ?In Solitude? to kawał mocnego, rasowego i stareńkiego brzmieniowo heavy metalu, który ci kolesie grali przed okresem trendu na tego typu granie. Od razu da się wyczuć, że ich to rajcuje i są w tym wiarygodni. Hejwimetalowa energia w czystej postaci, bez udziwniania i zbędnego kombinowania z lekko diabolicznym posmakiem witają nas już w otwierającym płytę ?In the Darkness?. IN SOLITUDE wskrzesza tutaj klimat wczesnych nagrań MERCYFUL FATE, ale cały szkielet utworu to czyste heavy z pierwszych lat ósmej dekady zeszłego stulecia. Echa pierwszych płyt IRON MAIDEN są słyszalne w praktycznie każdym z utworów - czy to w charakterystycznych riffach, czy to w melodyce, czy gitarowych solówkach granych tak zwanymi dwudźwiękami. Wokalista Pelle ?Hornper? Ahman (w chwili nagrywania tego albumu miał dopiero 16 lat!) nie ma może nadzwyczajnego, charyzmatycznego wokalu jak King Diamond, Bruce Dickinson czy Biff Byford z SAXON, ale swoje partie ciągnie z niezwykłą swobodą, dużo lepiej niż poprawnie. Oczywiście jego wokalizy, jak również grę gitarzystów czy sekcji można by poprawić tu i tam, jednak mimo to słucha się tego materiału z przyjemnością, bo jest zagrany prosto, skutecznie, z polotem i pomimo czerpania garściami z takich, a nie innych wzorców, wykonany bardzo dobrze. Ja wolę takie podejście niż to, co oferuje na przykład okrzyknięty gwiazdą heavy metalu SABATON czy dziesiątki kapel z niemieckich landów. Jeśli już miałbym IN SOLITUDE wrzucać do jakiejś konkretnej szufladki, to określiłbym ich jako następnego wczesnego HAMMERFALL, który też prezentował się tak ciekawie na swoich pierwszych płytach. No cóż, i jedni i drudzy są ze Szwecji? Oprócz ośmiu numerów zawartych na oryginalnej wersji tego krążka dodano jeszcze dwa rary w postaci numerów o tytułach ?Hidden Dangers (In the Night)? i ?Faceless Mistress?. Brzmią nieco bardziej surowo niż te z debiutanckiego albumu, ale nie jest to wcale ich minusem.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/InSolitudeHeavyMetal


www.facebook.com/insolitudeofficial


www.season-of-mist.com


autor: Diovis



<<<---powrót