| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ROYAL THUNDER

"CVI"

Relapse Records (CD 2012) 

Rockmanki coraz śmielej upominają się o miejsce za statywem mikrofonu i nikogo zorientowanego nie dziwi już obecnie fakt, że osobnik płci żeńskiej może zabrzmieć jak Steve Tucker. Syndrom równouprawnienia w powyższej dziedzinie rzuca się w oczy szczególnie wtedy, gdy mowa o bardzo szeroko pojętym retro rocku i za takimi nazwami jak BLOOD CEREMONY, CHRISTIAN MISTRESS czy CASTLE długo ciągnąć by dalej listę, w której amerykański ROYAL THUNDER najprawdopodobniej również mógłby się pojawić. Wydawca promuje ich jak może. A to koncerty z BLACK TUSK, a to sfilmowali się w studio wykonując "Sleeping Witch", a to, wreszcie, najnowszy ich album pt. "CVI" zebrał w mediach żniwo obfitych w superlatywy recenzji. Jakaś zasadność może i w tym jest, bo owijająca palce wokół mikrofonu Mlny Parsonz brzmi jak prawdziwa, rasowa, rockowa twardzielka, robiąc to nie dość że czysto, to jeszcze jak najbardziej kobieco. Reszta zespołu - czyli jego założyciel Josh Weaver (gitara), Lee Smith (perkusja) oraz Josh Coleman (gitara) również nie brzmi jak pop-rockowy finalista pierwszej z brzegu telewizyjnej szopki i mimo iż nie podpatrywałem tego co działo się na zapleczu całego przedsięwzięcia jestem wręcz pewien, że ROYAL THUNDER jest jedną z tych kapel, które mimo obecnych standardów realizacji nagrań chcą by cały ten 'vintage' było w ich muzyce słychać. Tak się dzieje już w rozpoczynającym płytę "Parsonz Curse". Gitary jadą do przodu zadziornie i organicznie, ale bez niepotrzebnego wrażenia 'nagrywania w garażu'. Mimo wybitnie rock'n'rollowego zacięcia nie są to również proste pioseneczki, co sami z pewnością zauważycie słuchając takich numerów jak niczego sobie "Snake and Shift" z rozbudowanym, środkowym wątkiem czy zaaranżowany z prawdziwie zeppeliniarskim rozmachem "Drown". Czego chcieć więcej? Wciągających za uszy, przykuwających uwagę i kopiących co trzeba kompozycji. Gdy jakieś dwa, trzy lata temu pisałem recenzję ich eponimicznej epki myślałem sobie: 'szkoda byłoby, by tak cudownie rasowo brzmiący zespół nie nauczył się na własnych błędach'. Ostał się wtedy w mojej głowie obraz formacji, która potencjałem dysponuje sporym i której muzyka może przemówić nie tylko do fanów stoneru jako takiego, ale i starego hard, surf czy occult rocka, klasycznego doomu czy heavy metalu, nosząc jednak wyraźnie wypalone piętno nieudolności w zakresie pisania naprawdę dobrych kawałków. Zestawiwszy ogólny bilans tamtego wydawnictwa z generalnym podsumowaniem "CVI" dochodzę do wniosku, że zespół nie zrobił widocznego kroku ani do tyłu ani też do przodu. Od strony produkcyjnej album brzmi świetnie i nie jest też bynajmniej pozbawiony dobrze poprowadzonych riffów, ale cóż z tego, skoro przeokropnie się dłuży i zanim dobrnę do połowy swej przygody z "CVI" w głowie pobrzmiewają mi słowa: 'fajne granie z klimatem, ale? dopiero czwarty numer?!'

ocena:  6/ 10

www.relapse.com


www.facebook.com/royalthundermusic


autor: Kępol



<<<---powrót