| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

STERBHAUS

"Angels For Breakfast?And God For Lunch"

Killhead Productions (CD 2012) 

Szwedzki STERBHAUS to 'zespół cicha woda'. Patrząc z zewnątrz - tj. słuchając muzyki bez podglądu tekstów - nie zauważamy większych, czy to pozytywnie czy też negatywnie pojmowanych, odstępstw od przysłowiowej reguły. Po wspomnianym zabiegu wyłania się natomiast troszkę inny obraz formacji, choć same tytuły utworów czy płyty podpowiadają w tej kwestii co nieco. Można stwierdzić, że połączenie gotenburgu, thrashu, metal core'u czy nawet klasyki progresywnego death metalu rodem ze Stanów ze szczyptą gitarowej maniery Jeffa Loomisa i humorystycznie zaaranżowanych partii - jak choćby dosłowny cytat country we "Frogboiler" - zawsze na jakimś pomyśle się opiera, tym bardziej, że na najnowszej swej płycie zespół wyraźnie rozwinął wykorzystanie wpływów CRADLE OF FILTH. Być może robią to świadomie, może wyśmiewają ogólną tendencję do mieszania tychże z fekaliami i uryną, może kpią w ten sposób z samego zespołu - nie wiem. Efekt jest natomiast taki, że jak irytowały one - tak w muzyce kwartetu irytować nie przestają ("Ripping the Pope"). Na najnowszym albumie zespołu dostajemy jednak wiele naprawdę udanych momentów, czy nawet ogólnie - utworów. Takim rodzynkiem jest "Tell Them I Hate Them" - kolejny niepisany hołd dla AT THE GATES. Bo tak na dobrą sprawę kapel potrafiących podrabiać szlachetny styl gry, znany ze "Slaughter of the Soul" czy poprzedzającej go epki "Terminal Spirit Disease" nie jest wbrew pozorom za wiele, a wygląda na to, że muzycy STERBHAUS, jak tylko chcą, potrafią robić to należycie. Świetny refren, odpowiednia gitarowo-rytmiczna faktura i przekonujący wokal sprawiają, że utworu słucha się naprawdę płynnie, a to na albumach STERBHAUS pewną rzadkością jednak jest. Zespół tak naprawdę gra ciekawie, robiąc to zwłaszcza na "Angels for Breakfast?And God for Lunch", gdzie upchnięto zdumiewającą wręcz ilość aranżacyjnych smaczków i formalnych zabiegów. Analizując album od strony 'technicznej' nie można ziewać, brakuje mi tu jednak pewnej szczerości, wiele rozwiązań wciąż jeszcze sprawia wrażenie doklejanych metodą 'młotka' i mimo pozornego zróżnicowania stylistycznego, takie posunięcia jawią się jako pastiszowe, by nie powiedzieć - sztampowe i przewidywalne. Weźmy końcówkę "Ministry", która zamyka również całą płytę. Wygasający dźwięk sekcji rytmicznej dopuszcza do głosu gitarowe leady, które w podobny sposób ustępują miejsca akustycznemu przekładańcowi. Ileż można? Czy ludzie naprawdę są aż tak bezkrytyczni w stosunku do 'poszukujących' kapel, że łykną każdy banał? A może tak jak napisałem w recenzji ich poprzedniej płyty - nie warto się napinać i z uwagi na komediowy charakter ich twórczości, zamiast obok np. Chucka Schuldinera, późnego VILE czy kapel z Bay Area ("Deathwizz"), wartałoby postawić ich obok np. CREMASTER, ZIMMERS HOLE czy NANOWAR OF STEEL? Tę drugą opcję sugerowałby charakter tekstów, tym bardziej tych z najnowszej płyty, których autor jest prawdziwym wynalazcą. W jego pracowni pojawiają się takie cuda jak 'owadobójczy środek na metalcore'ową zarazę', 'winda do piekła' czy 'kocioł na żaby'. Zmiana perspektywy patrzenia nie zmienia natomiast konstatacji, że STERBHAUS nie do końca radzi sobie w obranej przez siebie stylistyce, co udowadnia 'cyrkowy' "Retardival", daleki od kunsztu podobnych eksperymentów w wydaniu mistrza Snowy'ego Showa czy na przykład Daniela Gildenlowa.

ocena:  6/ 10

sterbhaus.bandcamp.com/


www.facebook.com/sterbhaus


www.myspace.com/sterbhaus


www.sterbhaus.com/


autor: Kępol



<<<---powrót