| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

TRIPTYKON

"Eparistera Daimones"

Prowling Death Records & Century Media Records (CD 2010) 

Już pierwszy w zestawie - "Goetia" daje bardzo wyraźnie do zrozumienia, że wszelkie łzy ronione nad grobem CELTIC FROST zostały przelane bezzasadnie. Jeśli istnieją jakiekolwiek zrozumiałe powody, dla których Thomas Gabriel Fischer posługuje się obecnie zupełnie innym szyldem, to z całą pewnością nie są to uwarunkowania natury czysto muzycznej. Kilka pojedynczych akordów delikatnej, rozpędzającej się z czasem introdukcji i możemy odetchnąć z ulgą. To są TE riffy, TEN specyficzny drive i TEN opętańczy wokal, który niegdyś prawił o "Zdetronizowanym Cesarzu" i chociaż umniejszać roli takich delikwentów, jak Martin Eric Ain nie sposób, na "Eparistera Daimones" słychać bardzo wyraźnie czyje dłuto ciosało klasyki Celtyków przez te wszystkie lata. Utwór następny, "Abyss Within My Soul", tylko potwierdza powyższe, z miejsca przywołując skojarzenia z mocarnym "Synagoga Satanae". Słychać tu bardzo wyraźnie, że pogłoski o tym, iż Warrior ma pod szyldem TRIPTYKON zamieścić materiał napisany na kolejny album CELTIC FROST nie są pustymi pomówieniami. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że "Eparistera Daimones" zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu, w którym skończył się "Monotheist". Że to taka logiczna kontynuacja oraz ciąg dalszy rozwoju wyprowadzonego z miejsca, w którym grupa znalazła się w czasach wielkiego powrotu. Szkoda, że Reed St. Mark ostatecznie nie zasilił składu. Obecność perkusisty, który wybijał rytm na tak fundamentalnych płytach jak "To Mega Therion", czy "Into The Pandemonium" nie pozostawiłaby żadnych niedomówień. Z drugiej strony jednak, Norman Lonhard radzi sobie "za zestawem" całkiem nieźle i dość umiejętnie wyłapał o co w tym "Celtyckim Mrozie" kaman. Wybór gitarzysty również nie był przypadkowy. Santura to koleś, który co prawda nie odcisnął piętna na żadnym studyjnym krążku Szwajcarów, ale praktykę koncertową ma w CF jak najbardziej zaliczoną i charakterystyczny styl grania pionierów nie jest dla niego przecież niczym nowym. Line up uzupełnia grająca na basie Vanja Slajh i stadko biesów mamy w komplecie. Myślę jednak, że to nie kwestie personalne, a twórcze odgrywają tu najważniejszą rolę. Nikt rozsądny nie będzie się bowiem oglądał na to jaki napis widnieje u niego na półce z płytami gdy słyszy brzmienie, które po prostu nie ma sobie równych. Gdy czujemy na swej skórze ten kompozycyjny chłód, agresję, polegającą na budowaniu napięcia, miast bezmyślnego młócenia byle szybciej i głośniej. Kiedy zanurzamy się w klimacie tej płyty przestają mieć znaczenie fakty, na które zwróciliśmy uwagę przed wciśnięciem "play". Sporo się zmieniło. Czymś, co od razu rzuca się w oczy podczas odsłuchu "Eparistera Daimones" jest tempo utworów. Nie brakuje tu charakterystycznych dla "Monotheist" wałków. Są odpowiednie zwolnienia, wyjące, doomowe gitary, te wszystkie sprzężenia i inne brudy, jakie cechowały tamten materiał... Otwierający całość "Goetia" szepce nam jednak do ucha, że będzie zdecydowanie szybciej niż na ostatnim albumie ozdobionym kultowym logo. Jest również momentami ciut bardziej chwytliwie, choć w sposób zupełnie inny niż na "Monotheist". Tam, odnosiło się to do utworów takich jak "Obscured", czy "A Dying God Coming Into Human Flesh", czyli kompozycji zdecydowanie wolniejszych i bardziej nastrojowych. Tutaj jest przebojowo w szybkich, "złowieszczych" fragmentach. Refren takiego "A Thousand Lies" zapada w pamięć już przy pierwszych odpaleniach. Nie znaczy to absolutnie, że pobrzmiewają tu echa "Cold Lake"... bez przesady. Po prostu ożyły czasy takich klasyków, jak "Nocturnal Fear" czy "Jewel Throne" gdy konwencja zwana black metalem nie otrząsnęła się jeszcze do końca z naleciałości thrashu starej szkoły, z tym że tutaj, nośna "łupanka" koegzystuje z trafną melodyką. Jest również dużo subtelniej w spokojniejszych momentach. Środkowa, utrzymana w stylu retro część "Myopic Empire", czy "My Pain" to chwile, gdy możemy się przyjemnie wyciszyć. Choć nie na długo, bo tuż za nimi czai się niespełna dwudziestominutowy kolos "The Prolonging", w którym mamy do czynienia z prawdziwym opus magnum tej płyty i powiadam szczerze: poziom emocjonalny tego numeru jest wręcz nieludzki. Wątpię, by ktokolwiek wysiedział w miejscu, gdy z głośników napierdala ten kawałek. Coś mi się zdaje, że z TRIPTYKON będzie podobnie jak z HEAVEN AND HELL. Ci, którzy zorientowani są w temacie, odpalają taki "The Devil You Know" i zamiast płakać nad tym, że szyld BLACK SABBATH jest w twórczym uśpieniu, delektują się wspaniałą muzyką, nie zważając na kwestie zdecydowanie drugorzędne. Myślę, że podobnie będzie i tym razem, choć niezmiernie martwi fakt, że CELTIC FROST to grupa wciąż niedoceniona. To zespół, o którym pamiętają już chyba tylko najstarsi wyjadacze i muzyczni dziennikarze, a przecież ciężko o ważniejszą dla świata metalu formację. Złośliwi mawiali, że zespół reaktywował się po szesnastu latach w celach wyłącznie zarobkowych, że chłopcy przypomnieli sobie o nieopłaconych rachunkach i stwierdzili, że dobrze by było pograć na kilku festiwalach. Cóż... jeżeli albumy takie jak "Monotheist" komponuje się dla pieniędzy, to ja w takim razie jestem zagorzałym fanem komerchy! "Eparistera Daimones" to kolejne potwierdzenie świetnej formy Thomasa Gabriela Fischera i ludzi, jakich udało mu się zgromadzić. Kolejna w tym roku doskonała płyta, co niezmiernie cieszy.

ocena:  10/ 10

www.triptykon.net


www.myspace.com/triptykonofficial


autor: Kępol



<<<---powrót