| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AZURE EMOTE

?The Gravity of Impermanence?

Selfmadegod Records (CD 2013) 

Słyszałem któryś z wczesnych materiałów AZURE EMOTE (z tego co kojarzę, było to promo zawierające nie zmiksowany materiał na debiutanckiego pełnograja) i nie sądziłem, że ten zespół jeszcze działa. Tymczasem bez wielkich zapowiedzi zespół dowodzony przez Mike?a Hrubovcaka (m.in. VILE, MONSTROSITY) przygotował drugi album, który nakładem polskiej Selfmadegod Records ujawnił się wiosną tego roku. Już pierwsze dźwięki ?Epoch of De-Evolution? pokazują, że z prostą, death metalową muzą tutaj nie będziemy mieli do czynienia. Fundament prawie że VADER?owskich riffów i growl oczywiście są, lecz to, co się dzieje oprócz tego, to już wyraźny ?kosmos? - w przenośni i dosłownie. Samplowane i klawiszowe wstawki oraz rwanie rytmu są jednak tylko wprowadzeniem do dziwaczności tego materiału, który odpływa coraz bardziej już w drugim numerze ?Carpe Diem?. Opętane, sopranowe (oczywiście żeńskie) wokalizy, klawiszowe ozdobniki i gdyby nie pewne, już typowe dla death?u akcenty, to można by powiedzieć, że obcujemy z rzeczą z awangardowego świata, który rozprzestrzenia się między innymi dzięki produkcjom z francuskiej Apathia Records. Mnie osobiście takie zabawy formą i dodawanie coraz to nowych pomysłów nasunęło skojarzenia z dokonaniami PIN-UP WENT DOWN czy ABSTRUSA UNDE. Gdy do tego wszystkiego pojawia się skrzypcowe solo związanego z wieloma norweskimi formacjami spod znaku gothic metalu Pete?a Johansena (m.in. TRISTANIA, THE SINS OF THY BELOVED, SIRENIA), to już wiadomo, że przeciętny fan IMMOLATION czy DEICIDE z odrazą wciśnie ?stop? w swoim odtwarzaczu, bo czystego death metalu tutaj praktycznie nie ma. Kontynuacja takiego zamysłu, by uprzyjemniać lub obrzydzać mocne granie gothic metalowymi elementami, zawodzeniem skrzypiec i kompletnie nie oczywistych zagrywek pojawia się w skręcającym z czasem w mroczne, horrorystyczne klimaty ?Marching Forth?. Kiedyś coś takiego, z nieco mniejszą pompą próbował wprowadzać Erik Rutan w ubocznym zespole ALAS, ale Mike Hrubovcak z kolegami poszedł kilka dużych kroków dalej. W jednominutowym przerywniku ?Sunrise Slaughter? wprowadza na plac gry harmonijkę ustną. Brzmi dziwacznie? Tak, a to dopiero jedna trzecia materiału. Zanim jednak napomknę tu o kilku innych ciekawostkach, wspomnę, że w stałym składzie AZURE EMOTE obok obsługującego wokal, klawisze na gitarze i basie gra Ryan Moll z RUMPELSTILTSKIN GRINDER i TOTAL FUCKING DESTRUCTION, na bębnach obecny muzyk FEAR FACTORY, ale też brutal death?owego MALIGNANCY Mike Heller, a na basie, bardziej w charakterze gościa, Kelly Conlon (ex-DEATH, MONSTROSITY) i można by zapytać gdzie owi kolesie mogą się wykazać w tej zwariowanej całości? Bo tu faktycznie na konkretną jazdę jest mało miejsca. Mam jednak wrażenie, że taka ucieczka w bardziej pojechane klimaty im pasuje, a podział ich partii z równorzędnie traktowanymi klawiszami czy skrzypcami jest swoistym znakiem rozpoznawczym AZURE EMOTE. Nieco ostrzej i bez nadmiaru dodatków jest w ?Conduit of Atrophy?, ale to tylko chwilowo, bowiem muzycy odjeżdżają znowu w ?Veils of Looming Despair?, a ?Dissent? przynosi sporą dawkę powykręcanego grania spod znaku progresywno-symfonicznego black metalu. W końcu więc pojawiło się określenie ?prog?, gdyż tak na dobrą sprawę amerykański band często idzie w tę stronę. Nie odkrywa jednak kart w tak oczywisty i łatwy do zaszufladkowania sposób, bo wystarczy jeszcze tylko napomknąć, że w ?The Living Spiral? na przykład idzie w kierunku, w który obawiało się pójść wielu innych, bo użycie silnie zaakcentowanego saksofonu (sam Bruce Lamont z YAKUZY) i organów przywodzi na myśl PAN.THY.MONIUM. A to jeszcze nie koniec niespodzianek i zaskoczeń, ale gdybym miał tak się rozpisywać o każdym kolejnym kawałku, to tekst byłby zbyt długi, zbyt nudny i nie pozwoliłby do końca na odkrywanie ?The Gravity of Impermanence? samemu. A pozwala na to swoją nieprzewidywalnością, ale i konsekwentnym rozwijaniem pewnej koncepcji. To nie album na jedno, dwa czy trzy przesłuchania i dopiero po czasie nabiera odpowiedniej mocy, a o to z pewnością chodziło w tym przypadku autorom. Nie mam pojęcia, czy po latach będę sięgał po ten materiał, ale na chwilę obecną wyróżnia się dość mocno i trudno mi go odpędzić od siebie.

ocena:  9/ 10

www.azureemote.com


www.facebook.com/azureemote


www.reverbnation.com/azureemote


azureemote.bandcamp.com


www.myspace.com/azureemote


selfmadegod.com


autor: Diovis



<<<---powrót