| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DIVIDED MULTITUDE

"Feed On Your Misery"

Fireball Records & Nightmare Records (CD 2013) 

Czy wzorem die hard fanów tej grupy klęczeć będziemy przed każdym pierdnięciem tworzących ją muzyków, czy też spoglądamy na kwestię ciut bardziej krytycznie, przyznać należy, że DREAM THEATER na muzyce ciężkiej odcisnął piętno niebanalne. To oni wywołali całą tę lawinę, jaka zabrała już po drodze choćby EVERGREY, TERMINAL, ANIMATIONS (przynajmniej na etapie "Reset Your Soul"), INDOMITE, PERIHELLIUM, STAR ONE czy MYRATH i osobiście byłbym ostrożny z konstatacją, że połączenie maniery stylistycznej autorów "Six Degrees of Inner Turbulance" z power metalem było kiedykolwiek mega odkrywcze, bo powermetalowych wątków mamy w ich muzyce przecież co niemiara. Połowa "Images And Words" z "Surrounded" na czele nie odstaje w jakiś przerażający sposób od tego co robi obecnie np. AVANTASIA, nie wspominając już o "Another Day" - najbardziej podręcznikowej balladzie tego typu, jaką można sobie tylko wyobrazić, czy "Lost Not Forgotten" z ostatniej ich płyty studyjnej, w którym rasowy power przelewa się całymi wiadrami. 'Baśniowy' (choć chyba nie do końca w odniesieniu do łebskich tekstów) metal w progresywnym wydaniu jest więc dokładnie tym, co znajdziecie na "Feed On Your Misery" - najnowszej płycie Norwegów, wraz z którą DIVIDED MULTITUDE wstępuje na kolejny poziom muzycznego wtajemniczenia. Już na poprzedniej "Guardian Angel" było czego posłuchać, ale to naprawdę niewiele w porównaniu z tym, czego możecie doszukać się na wydawnictwie ich najnowszym. Flamencowe intro "Esperanto" rozrusza Wasze uszy na tyle, by to co najważniejsze nie umknęło uwadze, choć, mimo przebojowego charakteru większości kawałków, dobrze posłuchać płyty kilkakrotnie, gdyż pod przykrywką piosenkowych struktur kryje się wielowątkowość o całkiem pokaźnych gabarytach. Odczuć to można już w nieco thrashującym utworze tytułowym, ale według mnie to następny pokazuje na co ekipę naprawdę dziś stać. "What I See" to najprawdziwsze mistrzostwo świata w kwestii konstrukcji riffu, niebanalnego tekstu czy znakomitego refrenu. W siermiężnie postępującym do przodu "Scars" dosłuchać się można zahaczających o growling wokali, doskonałe są też "2 4 7" i kończący "Reborn". Gdyby cała płyta utrzymała wspomniany poziom, zrobiłoby się naprawdę srogo. Z drugiej jednak strony po cóż stękać, mlaskać i wąsem kręcić, skoro te relatywnie słabsze numery i tak nadrabiają, jeśli nie ujmującymi, akustycznymi wstawkami, udanymi pasażami i rytmicznymi smaczkami ("Transparent") czy riffem ("Crimson Sunset") to na przykład tym, co dzieje się w zwrotkach ("Seconds"). A te 'lepsze', jak już napisałem - wyrywają z trzewików. Niby to dokładnie ten sam styl, co na poprzednim wydawnictwie, niby podobnie brzmiące, instrumentalne popisy, niby ten sam rodzaj gitarowo-sekcyjnej współpracy co na dziesiątkach poprzednich, podobnych pozycji, a jednak jakoś tak zmyślnie DIVIDED MULTITUDE posklejali to wszystko w jedną całość, że słuchać "Feed On Your Misery" można nie tylko z przyjemnością, ale i zaciekawieniem.

ocena:  8,5/ 10

www.facebook.com/DividedMultitude


www.myspace.com/dividedmultitude


autor: Kępol



<<<---powrót