| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

GRIMUS

?Omnicide?

własna produkcja zespołu (CD 2013) 

Krytykowany przez wielu mieszkańców ze względu na prowincjonalny i mentalnie buracki stan New Jersey (nie dziwota, skoro jest położony w pobliżu takich molochów, jak Nowy Jork czy Filadelfia i ludzie stamtąd mają w sobie coś w rodzaju kompleksu wielkich miast) przysypał mnie w ciągu ostatnich miesięcy całym mnóstwem wydawnictw, które powstały właśnie w NJ. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale coś w tym jest, że tak mocno zakotwiczyło się tam granie spod znaku metalu czy ogólnie hałaśliwej muzy. Następni w tej wyliczance są kolesie z GRIMUS, którzy podobnie do wielu młodych kapel zaczynali od wypuszczania własnym sumptem epek i dopiero sześć lat po rozpoczęciu działalności odważyli się na krok w postaci wydania pełnego albumu, a ten, choć nie grzeszy oryginalnością, to daje na pewno pojęcie o możliwościach tych pięciu muzyków, którzy ulubili sobie połączenie rasowego, amerykańskiego death metalu z deathcore?m z nie tak znowu odległej Kanady. Słowem, nie dają się do końca podłączyć pod europejski gust tego typu słuchacza i wydalają z siebie 9 konkretnych wyrzygów, które w dużym stopniu są hybrydą rzeźnictwa i wyrachowanego mordu w stylu CANNIBAL CORPSE, SUFFOCATION czy DYING FETUS oraz bardziej rytmicznie pokombinowanego grania w tradycji DESPISED ICON czy ION DISSONANCE na przykład. Nie ma jednak co oczekiwać rewelacji i nowatorskich rozwiązań, bowiem GRIMUS raczej stara się łączyć pewne elementy niż iść w stronę zdecydowanie wynalazczej strony brutalistycznego grzańska. Niestety, nawet silnie pulsujące motywy skondensowanego i czystego DM czasem zostają wykorzystane głównie w celu podgrzania atmosfery i ukrycia własnego pomysłu na cokolwiek. Szczęśliwie dla nich wykonanie całości ?Omnicide? nie daje wielu przyczynków malkontentom, bo wszystko tu gra i buczy konkretnie, a niedostatki i niedoróbki bardzo trudno wyłapać. Mój podziw budzi, że poza typowo nakierowanym na GRIMUS towarzystwem w postaci gitarzystów Mike?a Munoza i Marco Bobadilli oraz wokalisty Bryana Martineza sekcję rytmiczną współtworzą muzycy na co dzień grający w bardziej folk metalowym WINDFAERER (recenzję ich nowego albumu zapewni Wam w Mrocznej Strefie Ziutek), czyli basista Michael Gonçalves i bębniarz John Paul Andrade. To może nie żaden atut dla samego zespołu, ale bez wątpienia przejaw ich wszechstronności, bowiem w obu przypadkach sprawdzają się przynajmniej nienajgorzej. A że to jeszcze nie czas na obie kapele, by uważać je za w jakikolwiek sposób wyjątkowe, to fakt, który ich nie wystraszy, choć to już zależy głównie od nich samych.

ocena:  6/ 10

www.facebook.com/jerseygrimus


grimus666.bandcamp.com


autor: Diovis



<<<---powrót