| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ICHABOD

?Dreamscapes From Dead Space?

Rootsucker Records (CD 2012) 

Pamiętacie Maxa Kolonko relacjonującego dla polskiej telewizji często z miejsca, które z rozbrajająco amerykańskim akcentem przedstawiał jako ?Boston, Massachusetts?? Z tego właśnie miasta pochodzi ICHABOD, który to zespół dorobił się już czwartego pełnego albumu, pojawił się też na tribute-albumach dla FAITH NO MORE i EYEHATEGOD. Ta amerykańskość tego bandu jest dostrzegalna już w pierwszym utworze, który - a jakże! - jest oznaczony tytułem przywołującym jednego z tamtejszych bohaterów - psa Huckleberry, ale jego przesłanie muzycznie, jak i tekstowe jest dalekie od radosnego. Krótko mówiąc - ICHABOD to kolejna grupa otoczona oparami dymu i brudnym, ale nie do przesady brzmieniem gdzieś z pogranicza stoner rocka, sludge-core?a i ?weed rocka?. Znak to, że kolesie przeszli przez edukację wspomnianym EYEHATEGOD, KYUSS, QUEENS OF THE STONE AGE, MONSTER MAGNET, CLUTCH i PANTERĄ, a potem jeszcze zaczęli poznawać klasykę lat 70-ych, a wszystko to osadzili w realiach życia w kraju przemocy, różnic kulturowych i ekonomicznych oraz rządzących wszystkim korporacji. Oddają to w gorzkich tekstach, w których humor polega na tym, że nadali im takie tytuły, jak rzeczony ?Huckleberry? czy ?Baba Yaga?, a także w dosadnych, choć nie uciekających od improwizowania numerach z pogranicza ciężkiego rocka, grunge?u, southern rocka i hard-core?a, bo gdzieś pomiędzy można umieścić stylistykę mocarnie ciągnących temat kawałków ?Huckleberry?, ?Looking Glass? i ?Baba Yaga?. Czwarty, zatytułowany ?Epiphany?, jest bardziej refleksyjny, zabarwiony kojącymi dźwiękami gitary, spokojnym wokalem i dopiero w końcówce z ust wokalisty Johna Faddena wychodzi parę bardziej wściekłych wrzasków. Przez cały czas trwania ?Dreamscape From Dead Space? mam wrażenie, jakby ten materiał powstawał ?na setkę?, bez zbędnych ubarwień studyjnych, dzięki czemu brzmi naturalnie, organicznie i bez zbytniego spinania się muzyków. Na przykład taki ?Hollow God? z ?piątką? na płycie operuje gitarowymi mykami bez przesteru w początkowej fazie i razem z wokalem a la skrzyżowanie Glena Danziga, Keitha Caputo (LIFE OF AGONY) i Layne?a Stayleya robi większe wrażenie niż wtedy, gdy wszystko zaczyna podrywać się do mocniejszej jazdy, a w następującym po nim ?All Your Love? odzywa się przekorność znana z albumów FAITH NO MORE, bo do wydawać by się mogło przewidywalnego grania dołącza chórek soulowo pokrzykujących niewiast, co pogłębia się jeszcze bardziej w ozdobionym rzewnymi smykami ?108?, który z czasem zmienia się w lekko opętany, zaprawiony sporą dozą psychodelii numer. Końcówkę w postaci ?Return of the Hag? można by zakwalifikować jako połączenie Jimmy?ego Hendrixa i JETHRO TULL z lat 70-ych (użyte brzmienia fletu, ale nie tylko), chociaż punkt słyszenia będzie zależeć od stopnia osłuchania muzyką danego odbiorcy. Pozostawiam to już tym, co sięgną po ten album. Zresztą całość nie stawia na - używając bokserskiej terminologii - szybkie ciosy, a na systematyczne punktowanie przeciwnika, co faktycznie działa, bo to mieszanie bardziej agresywnych momentów z leniwie snującymi się uderzeniami w struny gitar i basu skutecznie wkrada się pod czaszkę i mimo pierwszego, niezbyt powalającego wrażenia w efekcie pozostawia ślad, który skłania do ponownego odsłuchu, a to już sukces piątki z ICHABOD.

ocena:  8/ 10

ichabod2012.bandcamp.com


www.facebook.com/ichabod108


www.rootsuckerrecords.com


www.facebook.com/pages/Rootsucker-Records/156373694496330


autor: Diovis



<<<---powrót