| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

M:PIRE OF EVIL

?Crucified?

Mausoleum Records (CD 2013) 

Muzycy VENOM mają niewątpliwie świadomość, że czasy świetności tego zespołu opierają się na tym, iż na samym początku lat 80-ych zaskoczyli chyba wszystkim świeżą dawką dość prymitywistycznego, ale skutecznie wpływającego na zmysły i przy tym odmiennego spojrzenia na ciężki rock. W efekcie ich pierwsze albumy w rodzaju ?Welcome To Hell? i ?Black Metal?, z czasem odmieniły wiele w muzyce heavy metalowej, stając się kamieniami milowymi ekstremalnego grania. Pamiętać też przy tym trzeba, że legenda nie zadziała się z dnia na dzień, bo sięgnąłem po latach po kilka recenzji tych albumów z tamtych czasów i nie należały one do pozytywnych. Cóż, ja dinozaur już jestem hehe, ale pamiętam po dziś dzień, jak odmienne i fascynujące były nagrania VENOM, gdy w polskim radiu (tak, tak!) odtworzono z lekkim opóźnieniem, ale w całości (wtedy to była norma) album ?At War With Satan?, jak bardzo zszokowała i wciągnęła mnie energia ?Kill ?em All? METALLIKI i ?Show No Mercy? SLAYER?a i jak wiele znaczyły dla mnie wczesne nagrania MERCYFUL FATE, a to wszystko działo się trzy dekady temu! A VENOM jak to VENOM - czasy ich burzliwej kariery, ekstremalnych szaleństw (jak będziecie mieli okazję, to zdobądźcie video z ich trasy koncertowej razem ze SLAYER?em i EXODUS - tam się działo!) i ostatecznie też silnych tarć w ekipie Cronos, Mantas i Abaddon kiedyś dobiegły końca, a potem muzycy tego legendarnego trio próbowali na różne sposoby zaistnieć i trwać w swojej pasji. VENOM funkcjonował jeszcze czas jakiś bez Cronosa, z Demoliton Man?em na wokalu (1989-1992), potem kilkukrotnie powracał i do teraz jeszcze pojawia się mniej lub więcej okazjonalnie (w tym roku zagra np. jako co-headliner na Party Sun Open Air w Niemczech) i nawet coś nagrywa, ale z oryginalnego składu pozostał już tylko? Cronos. A poza tym, Cronos działał solowo, Mantas stworzył zespół o iście oryginalnej nazwie MANTAS, zaś Abaddon też coś tam dłubał na boku. Po latach około trzydziestu od powstania ?Jadu? Jeff ?Mantas? Dunn wraz z historycznie drugim, a właściwie to trzecim wokalem VENOM, Tony ?Demolition Man? Dolan?em postanowili pomuzykować razem pod szyldem PRIME EVIL (swoisty trybut dla tak samo zatytułowanego albumu VENOM z 1989 roku), ale z czasem zmienili nazwę na M:PIRE OF EVIL. Nagrali razem (sic!) demo ?Creatures of the Evil?, album ?Hell To the Holy? (2012), a w roku bieżącym atakują pozycją pod wyrazistym, choć wtórnym tytułem ?Crucified?. To, co można wyczuć słuchając tego materiału, to fakt, że Mantas i Demoliton Man chcą usilnie zatrzymać czas i rzeźbić thrash metal typowy dla lat 80-ych, ozdabiać to charakterystycznymi, nieco wściekłymi wokalami z albumów VENOM w rodzaju ?Prime Evil? i może szczęśliwie dla nich, nie sięgają za bardzo do nowinek z lat 90-ych (modernistyczne zagrywki gitarowe i ?mroczne?, klawiszowe tła pojawiają się tylko z rzadka?), bo chyba w takiej estetyce najlepiej i najbezpieczniej się czują. Przez to jednak wchodzą jednak mocno w nurt retro i może nie tyczy się to samego brzmienia, bo odpowiada tak zwanym nowoczesnym standardom, ale samego budowania utworów, linii melodycznych i klimatu. Styl Mantasa ze starego VENOM można tu odnaleźć bez większego problemu, ale gorzej, że posiłkuje się on Slayerowskimi riffami, czego przykładem jest motyw już na samym początku albumu - w ?Temples of Ice?, ale takie zagrywki przydarzają się i później. Nie twierdzę, że ludzie, którzy jednak współtworzyli ekstremalną scenę w latach 80-ych nie mają pojęcia co i jak grać, bo zjedli na tym już prawie wszystkie zęby, jednak mam wrażenie, że chwilami przynajmniej stają się własnym krzywym zwierciadłem, choć ?Crucified? jest albumem solidnym, kopiącym po żebrach (w ?Need To Kill? jest tak punkowo wściekły fragment, że gacie spadają z dupska!) i na wskroś oldskulowym. Kto jednak siedzi w metalowej muzie choć te kilkanaście lat, ten wie, że wiele się zmieniło i że tak jak wszędzie - na swoich dokonaniach sprzed lat nie da się ujechać za daleko i naród zawsze będzie wołał o stare, klasyczne numery. Na tym albumie M:PIRE OF EVIL nie brakuje dobrych motywów, dobrych kawałków, ale szczerze wątpię, czy publika będzie skandować te tytuły w najbliższym czasie na koncertach tych dwóch Venom?owskich mocarzy. Posłuchać jednak nie zaszkodzi, bo to muza wychodząca spod palców starych wyżeraczy.

ocena:  7/ 10

www.mpireofevil.com


www.facebook.com/mpireofevil


www.music-avenue.net/mausoleum


autor: Diovis



<<<---powrót