| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SANDNESS

?Like an Addiction?

Sleaszy Rider Records (CD 2013) 

Przeglądając internetową prasę rockowo-metalową podatną na wszelkie oznaki pojawiania się czy panowania takich lub innych trendów nie zauważyłem jakiegoś szczególnie wzmożonego zainteresowania nową falą glam metalu. Na całe szczęście, bo do dziś nie mogę się do końca pozbierać z traumy przełomu lat 80-ych i 90-ych, gdy poświęcony metalowi program w MTV ?Headbangers? Ball? był w trzech czwartych poświęcony wszystkim tym wyfryzowanym, zniewieściałym i grającym bzdurne dźwięki zespołom ze Stanów i nie tylko. Zresztą powroty po latach tych wątpliwej jakości kapelek okazały się w wielu przypadkach niewypałami, bo i kolesie je tworzący już nie mieli atutu w postaci swojej ?pięknej młodości?, a od jakiegoś czasu dostrzegam, że w rockowym świecie bardziej liczy się jednak muzyka, a nie image, co mnie osobiście cieszy, bo chyba o to chodzi w tym wszystkim. Niestety, tu i ówdzie próbuje się przemycać kolorowych chłopców z gitarami i tutaj mamy taki przykład. SANDNESS utworzyli w 2008 roku dwaj szesnastolatkowie Mark Denkley i Metyou ToMetyou, do których wkrótce dołączył jeszcze Robby Luckets, a pozostali zmieniali się niczym dziwki w burdelu ;) I ci właśnie trzej kolesie odpowiedzialni są za muzyczny koszmarek pod tytułem ?Like an Addiction?, który chce za wszelką cenę odświeżyć brzmienia tych wszystkich badziewiastych grup robiących karierę przed ponad 20 laty w rodzaju POISON, CINDARELLA i L.A.GUNS. Z tymi ostatnimi, zajechanymi przez życie muzykami grali zresztą koncerty w 2011 roku i pewnie jeszcze bardziej nakręcili się na pseudo-metalowe granie, które jest groteskowym obrazem heavy metalowego rock ?n rolla. Tak słucham kolejnych utworów z tego albumu i gdyby pozbawić je tych wszystkich wokalno - tekstowo - popowych atrybutów, to dałoby się z tego wyłuskać przynajmniej jako tako zagrane riffy nawiązujące do faktycznie heavy metalowego dziedzictwa JUDAS PRIEST, SAXON czy IRON MAIDEN, ale jako że te wszystkie melodyjno-nijakie motywy wokalno-muzyczne wysuwają się na pierwszy plan, to nie da się w jakikolwiek sposób potraktować tego albumu poważnie. Tutaj każdy dźwięk jest tak cholernie sztampowy i robiony pod jakąś nie znaną mi publiczkę (ona sama nie ma świadomości, że nią jest hehe), że nie znajduję żadnych jaśniejszych punktów, aby dać choćby ze dwa punkciki za całokształt. A jeden to niech sobie mają, bo mam taki kaprys ;).

ocena:  1/ 10

www.facebook.com/sandnessband


www.sleaszyrider.com


autor: Diovis



<<<---powrót