| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AMILY

"To All In Graves"

Solitude Productions (CD 2012) 

Z faktem, że Solitude Productions mają niebywałego nosa do debiutantów nie polemizowałem nigdy, bo choć z wydawnictwami głównej kwatery tej firmy miałem do czynienia w stopniu raczej umiarkowanym, jej pododdziały (BadMoodMan Music, Slow Burn Records) zafundowały mi już niejedną przygodę z metalową sztuką wyższą. "To All In Graves", za sprawą którego ukraiński AMILY przebija błonę dziewiczą swoich fonograficznych dokonań, nie grzeszy może na lewo i prawo przesadną oryginalnością, ale w ramach sprawdzonych już standardów porusza się sprawnie, płynnie i szalenie kreatywnie. No jasne, że największą inspiracją jest tu MY DYING BRIDE z okresu pierwszych krążków, aczkolwiek AMILY zalicza się do tej grupy piewców funeral doom metalu, która doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Stainthorpe, Craighan i ich świta lubili sobie od czasu do czasu nieco przyspieszyć i pazurki pokazać. Growling jest tu wszechobecny, ale w takim "Renaissance Day", gdy już wybrzmią masywnie brzmiące, mocno gotyckie klawisze dwustopowe otłukiwanie perkusyjnych central staje się normą, a przecież w drugiej połowie kompozycji mamy bardzo wyraźne jak na konwencję przyspieszenie z wokalem podchodzącym pod blackowy. "Rejected Cells" to kolejny 'gagatek' w zestawie. Są tu 'kredkowe orkiestracje klawiszowe' (że tak umownie napiszę), podniosłe, niemal symfoniczne akcenty perkusyjne, czyste, epickie wokale a la THE VISION BLEAK, ale i dość solidna dawka metalowego natłukiwania. Są i utwory o nieporównywalnie bardziej stonowanym kolorycie, jak choćby zamykający, niemal instrumentalny "Funeral of Love", gdzie metalowe instrumentarium nanosi co najwyżej kolejną warstwę na płaszczyznę pętlących się kobiecych chórków, keyboardów, flecików czy skrzypiec i nawet jeśli mamy tu do czynienia z czystym programmingiem - a należy tak założyć zważywszy na nieobecność choćby wzmianki o użyciu żywych instrumentów tego typu - to i tak wypada on bardzo przekonująco. To samo można powiedzieć o otwierającym cmentarne wrota "Endless Exequies" świetnie wprowadzającym w obowiązkowo smutny, melancholijny nastrój tak całej płyty, jak i kolejnego na trakcliście "Fading Image of My Own". Jest to utwór, który jako jedyny został skomponowany przez nie zasilającego składu formacji Andreya 'Metal Papę' Femyaka. AMILY w podstawowej fakturze personalnej to natomiast duet śpiewającego i teksty piszącego Growllemin Amora i niejakiego DeMorta, który na gitarze rzeźbi zrąb każdego utworu, biorąc również na siebie obowiązki czysto realizatorskie jakich dopełnia we własnym studiu nagrań. Projekt powstał w 2006 roku, dostarczając rok później swoje pierwsze demo i umacniając swoje kompetencje w koncertowych bojach. W rezultacie dostarczyli debiut, który nie brzmi może w pełni poprawnie pod każdym jednym względem, ale który oddycha witalną piersią świeżych pomysłów, nawet jeśli ich realizacja osadzona jest w dawno temu sprecyzowanym układzie odniesienia. Klawisze kapią z ciężkogitarowego nieboskłonu niczym rzęsisty deszcz, zaśpiewy wyją w niebogłosy, growle pokutują w mentalnych katuszach, a wszystko to wtłoczone jest w naprawdę niebylejakie kawałki. Posłuchajcie do jak przepięknie dramatycznego finału zmierza na przykład "Winds of Culmination". Gdyby Hollywood otworzył się na konstruktywne rozwiązania i wrzucił ten kawałek jako soundtrack do którejś z tych modnych ostatnimi laty, postapokaliptycznych szopek s-f, automatycznie wywindowałby ją o jeden poziom w górę!

ocena:  8/ 10

www.facebook.com/Amilyband/info


www.alley-band.ru


solitude-prod.com/


myspace.com/amilygothicdoommetal


www.youtube.com/user/amilydoommusic


autor: Kępol



<<<---powrót