| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLACK OATH

?Ov Qliphoth And Darkness?

I Hate Records (CD 2013) 

To nie jest tak, że zespoły pokroju BLACK OATH wyskoczyły znienacka rok czy dwa lata temu, bo zapanowała moda na granie doom metalu. Tak dla przykładu ten włoski band działa już od 2006 roku i w przeciągu kilku lat, gdy ten styl był słuchany wyłącznie przez maniaków ciężkiego i mrocznego grania, wypuścił parę materiałów, w tym debiutancki album ?The Third Aeon? w 2011 roku. No może już wtedy już ruszyła nowa fala posępnego metalu, ale tak czy siak, nie uważam, by wiele kapel wpasowało się w trend, a raczej odwrotnie - trend porwał za sobą wszystkich tych dotąd niedocenionych wykonawców, a wynikło to w zdecydowanie naturalny sposób. Nie dziwi mnie więc, że tak jak tamten krążek był znany jedynie nielicznym, tak ten nowy pewnie już narobi większego szumu. W końcu i takim, tak zwanym ?niszowym? zespołom należy się coś od życia, prawda? ;) Inna rzecz, że ?Ov Qliphoth And Darkness? to naprawdę solidny materiał, który momentami porywa swoim uwielbieniem do klasycznej formuły occult doom metalu. Nieprzypadkowo w materiałach prasowych pojawiają się nazwy nieco zapomnianych włoskich kapel z tego kręgu, jak DEATH SS, PAUL CHAIN, ZESS czy JACULA. Ale płyta ta to w dużej mierze mocne nawiązanie do tego post-sabbathowskiego nurtu, który uderzał w latach 80-ych i 90-ych nie tak znowu licznymi, ale ciekawymi nazwami jak CANDLEMASS, SOLSTICE, COUNT RAVEN, SOLITUDE AETERNUS i paroma innymi. Oczywiście do tego zestawu przywoływanych bandów należy też dorzucić MY DYING BRIDE oraz klasyków w rodzaju BLACK SABBATH i PENTAGRAM, a wszystko to zostało umiejętnie zmiksowane przez trzech mistyków z Włoch, czyli Paula V., Chrisa Z. i A.th?a. Wydawać by się mogło, że ?Ov Qliphoth And Darkness? to taki standard i całość oparta jest na pewnych sprawdzonych szablonach, a tak przecież nie jest, czego dowodzi już pierwszy po opartej na brajdowskich riffach introdukcji numer ??For His Coming?, który żyje nie tylko dzięki sabbathowskim riffom, bo jest też miejsce na ciekawe motywy akustycznych gitar, a w paru innych numerach pojawiają się zdawkowe, acz efektywne partie klawiszy czy skrzypiec (w ?Scent of a Burning Witch? robi się dzięki temu z lekka ?brajdowsko?). Jeśli ktoś słyszał inną wydaną w podobnym czasie płytę naszego krajowego EVANGELIST, to tutaj też nie liczą się jedynie mocarne riffy i tradycyjnie zapodane solówki gitarowe, ale także specyficzny, nieco smutny, lecz przy tym z deka epicki klimat, w którym jest magia i prostota hard rocka lat 70-ych i wszystko to, co melancholijno-melodyczne przyniosły w rockowej i metalowej muzie kolejne dekady. Tego elementu ?occult? czy ?psychedelic? też oczywiście nie brakuje, a najwięcej jest obecne w będącym jednocześnie jednym z najbardziej melodyjnych na płycie numerze tytułowym. Wokalista A.th nie stara się być kolejnym Ozzym, Messiah?em czy Aaronem Stainthorpem, śpiewa w swojej manierze i chociaż śpiewakiem nie jest wybitnym, to wpasowuje się w przekaz całości tego albumu. I jeśli nawet chwilami wiadomo, że podobnych albumów ostatnio wychodzi znacznie więcej niż przez poprzednie -naście lat, to BLACK OATH faktycznie stworzyło coś, czego słucha się przez większy czas z zapartym tchem i z czystą przyjemnością, choć oczywiście nie uciekli od pewnych klisz, o które nie trudno przy trzymaniu się pewnej konwencji.

ocena:  7,5/ 10

www.myspace.com/blackoath666


www.facebook.com/blackoath666


www.reverbnation.com/blackoath666


www.ihate.se


autor: Diovis



<<<---powrót