| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ILDJARN

?Ildjarn?

Season Of Mist Records (CD 1995 - 2013) 

Coś natchnęło włodarzy francuskiej Season Of Mist Records do tego, by odświeżyć dyskografię norweskiego, jednoosobowego bandu ILDJARN i kierując się chronologią rozpoczęli od albumu nr 1, czyli ?Ildjarn? z 1995 roku oraz następujących po nim dwóch kolejnych, o których napiszę w oddzielnych recenzjach. W tej samej kolejności zacząłem odsłuch tych materiałów, znając oczywiście dość pobieżnie twórczość Vidara ?Ildjarna? Vaaer?a i to przede wszystkim tą bardziej ambientową, leśno-plumkającą. Właściwa historia tego projektu sięga magicznego roku 1992, w którym zaczął eksplodować norweski black metal, ale dopiero w trzy lata później, po wypuszczeniu kilku demówek, pojawia się debiutancki album norweskiego mizantropa, który można rozpatrywać w dwóch kategoriach. Pierwsza to naturalistyczne, nadzwyczaj ubogie, wręcz prymitywistyczne i barbarzyńskie brzmienie tego materiału, który został nagrany na czterościeżkowym magnetofonie używanym podobno wcześniej przez THOU SHALT SUFFER (pre-EMPEROR). Sound jest chwilami taki, jaki uzyskiwało się w domowym zaciszu lub na sali prób lat temu wiele. Do tego dochodzi pełny minimalizm samych dźwięków, które wkraczają chwilami dosłownie na terytoria czystego punk rocka w półamatorskim wydaniu, a to za sprawą monotonnie wystukującego swoje ?umpa-umpa? automatu perkusyjnego, ale bzyczące gitary, skrzekliwe wokale i plugawo katowany bas robią też swoje. Same utwory rzadko wykraczają poza długość dwóch-trzech minut, a niektóre gwałtownie się urywają (widocznie Ildjarn nie do końca opanował umiejętności ich wyciszania lub ozdabiania dźwiękowymi dodatkami?). Czysto amatorskie podejście, ale jest w tym dużo naturalizmu i jeśli ktoś kiedykolwiek dotarł do nagrań demo nawet tych bardziej uznanych norweskich hord BM, to wie, że tak to się właśnie prezentowało w tamtych czasach. Druga kategoria to samo podejście muzyka, który za bardzo nie potrafił grać, ale za wszelką cenę chciał być częścią rodzącego się i rozwijającego z roku na rok coraz bardziej ruchu black metalowego. Egzystował gdzieś obok tych wielkich nazw, ale za to z chęcią przekazania ?leśno-zimowej? ideologii, stąd w tytułach i norweskojęzycznych tekstach najczęściej pojawiają się słowa takie, jak ?chłód?, ?mrok?, ?śnieg?, ?mgła?, ?las?, ?góry? itd. itp. Gdyby traktować ten materiał jako demo, to jest OK, bo takie brzmienie było w pewien sposób normą na początku lat 90-ych, ale, do cholery, ?Ildjarn? trwa siedemdziesiąt kilka minut! I gdyby nie to, że dźwięki czasem zwalniają i nawiązują do HELLHAMMER?owskich walców (np. ?Krigere?, ?Draumeheim?) lub wnoszą coś z szamańskich brzmień wokalno-instrumentalnych (?Nordiske Morke?, ?Son en Ensom Borg?), to nie dałbym rady wytrzymać do końca, a nawet do połowy tego wydawnictwa. Dobra, niektórzy uważali ten krążek za kultowy i pewnie teraz parę osób też ?łyknie? hasło w rodzaju ?jeden z kluczowych black metalowych zespołów tamtej epoki?, ale nie oszukujmy się - debiutancki album jest po prostu słaby, zbyt długi, zbyt monotonny i zbyt prostacki, choć gdyby z niego wykroić z 60% bełkotu, to nie byłoby aż tak źle. Fani wczesnego BURZUM, ANCIENT czy im podobnych mogą jednak po niego sięgnąć.

ocena:  4/ 10

ildjarn.bandcamp.com


www.season-of-mist.com


autor: Diovis



<<<---powrót