| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

VOTUM

"Harvest Moon"

Mystic Production (CD 2013) 

Przykro mi to pisać, ale tak bezpłciowej progresywnej płyty nie słyszałem chyba od czasów "Black Clouds And Silver Linings" nowojorskich herosów z DREAM THEATER. W pełni podpisuję się pod stwierdzeniem, że ukłon w stronę atmosferycznego rocka nie wyniesie formacji VOTUM na szczyty muzycznej kreacji. A pisać mi to przykro, bo przecież jeszcze na poprzednim "Metafiction" dobrego grania było co niemiara. Tu niby też jest, bo "Harvest Moon" pozornie ma wszystko to, czego współczesnemu, prog rockowemu materiałowi nie powinno brakować. Fusionowe konstrukcje rytmiczne są na tym krążku motorem gitar, odsłaniających od strony formalnej całą gamę technik gry: od metalowych powerchordów po wyrafinowane leady, takowoż zróżnicowanych, dodających mistycyzmu klawiszy i czystego wokalu. Nie mogę powiedzieć złego słowa o umiejętnościach samych muzyków, czy oprawie produkcyjnej, bo to akurat poziom utrzymuje przyzwoity. Problem zaczyna być jednak widoczny dość wyraźnie, gdy rzucimy okiem na całość utworów, które wręcz buzują od kalkowania linii melodycznych i patentów aranżacyjnych PORCUPINE TREE / STEVEN WILSON ("Vicious Circle", "Steps In the Gloom"), późnej ANATHEMY czy chyba przede wszystkim RIVERSIDE / LUNATIC SOUL ("Numb"). Wierzcie mi, że doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że obecność zapożyczeń nie jest sama w sobie najmniejszym powodem do hańby, bo przecież wiele z nich powstaje na drodze zupełnie nieświadomej, więc nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że album brzmi w mocno asekuracyjny sposób. Słychać, że VOTUM opiera dziś to co robi na wypróbowanych i wyeksploatowanych patentach, jakich pełno na większości wydawnictw z etykietką 'prog rock/metal'. Takie niekoniecznie kreatywne kombinowanie rzuca mi się ostatnio w oczy coraz częściej gdy wykładam na stół kolejne wydawnictwa Mystic Production, co znowu - ciśnie mi się na ekran monitora z niemałym żalem, czego uzasadniać chyba nie muszę, a wystarczy tu tylko rzucić okiem na to, co po dołączeniu do wiadomego lejbelu dzieje się z COMĄ i porównać z tym co zespół robił uprzednio. Może to tylko przypadek, a może pozycja i kabonza dopingują do kalkulacji? Tak czy inaczej oprócz fragmentów "Bruises", początku "First Felt Pain" czy "New Made Man" nie znajduję na "Harvest Moon" niczego co w minimalnym stopniu mogłoby mi się choćby spodobać. Do tego jeszcze promocyjne nadmuchiwanie sprzedaży banałami o koncepcie tekstowym? Czy nagi fakt, że jakiś zespół nagrał koncept-album naprawdę kogokolwiek jeszcze podnieca? Co to - lata 70. czy co? Chyba (a może wręcz tym bardziej) nawet wówczas taki album jak "Harvest Moon" przepadłby bez śladu, zapadając w pamięć co najwyżej producentom i instrumentalistom. Jeśli nowy BLACK SABBATH jest dla kogoś ostoją wtórności - co oczywiście bzdurą jest wierutną - polecam "Harvest Moon".

ocena:  3/ 10

www.metal-archives.com/bands/Votum/48201


www.votumband.pl


www.myspace.com/votumband


www.facebook.com/Votumpage?ref=ts


www.mystic.pl


autor: Kępol



<<<---powrót