| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AKRIS

"Akris"

Domestic Genocide Records (CD 2013) 

Nie bardzo wierzę w powodzenie projektów, które bazują wyłącznie na instrumentarium złożonym z basu, perkusji i wokalu. Do tego jeszcze niespecjalnie skłaniam się, by słuchać stworzonego przez taki skład albumu, który trwa ponad godzinę. Bo co można przekazać w takim minimalistycznym zestawieniu w tak długim czasie? Co prawda za AKRIS stoi bardzo doświadczona zawodniczka Helena Goldberg, która od jakiegoś casu działa w stonerowo-sludge'owym LORD, zaś AKRIS powołała do życia wraz ze swoim kolegą z LORD, perkusistą Andy Murray'em, zastąpionym wkrótce potem przez bardzo doświadczonego Sama Lohmana, a gitary obsługiwał (bo już go nie ma w składzie) Scott Nussman. Nie wiem zresztą co skłoniło ową panią, by pozbyć się sześciostrunowego instrumentu i wysunąć się na czoło ze swoim basem wspieranym przez bazowe brzmienia bębnów na debiutanckim albumie zatytułowanym po prostu "Akris". Parę numerów zbudowanych na tej zasadzie mogłoby zabrzmieć ciekawie i intrygująco, ale jeśli tak jest przez ponad godzinę, to z czasem robi się nudno, przewidywalnie i ubogo pod względem dźwięków. Helena próbuje tu nadrabiać swoimi wokalami, które kiedy trzeba są śpiewne i melodyjne, a kiedy trzeba wydziera się wpiekłogłosy, ale do posłuchania jest tu na dobrą sprawę dość mało, gdyż sam bas nie potrafi z siebie wykrzesać tylu dźwięków, by zastąpić gitarę 'szóstkę'. Do tego materiał na "Akris" to czysty stoner sludge z psychodeliczną otoczką i nawet jeśli opiera się na improwizacjach, w pewnym momencie jego schematyczność i tak nuży i wręcz drażni. Ja zasadniczo lubię wolne granie i w przypadku zespołów wzorujących się na przykład na HELLHAMMER czy funeral doom'owych zespołów często wychodzi to co najmniej nieźle, ale tutaj nie sprawdza się to, a jeśli nawet, to na bardzo krótką metę. Można oczywiście posłuchać tego albumu we fragmentach, lecz jaki to ma sens, skoro generalnie pełne wydawnictwa słucha się w całości? A już przegięciem jest maltretowanie takim graniem w kompozycjach trwających ponad 10 minut, a takie są tutaj dwie: ponad 12-minutowa "Vomit Within" i ponad 14-minutowa "Part of Me". Po prostu bezbrzeżna nuda i nie polecam nikomu. A dwa punkty daję tylko za to, że z ponad godziny z kilkanaście minut da się jakoś zdzierżyć?

ocena:  2/ 10

akrisband.net


akrisband.bandcamp.com


www.myspace.com/akrisband


domesticgenocide.com


autor: Diovis



<<<---powrót