| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLACKOUT

"We Are Here"

własna produkcja zespołu (LP 2013 ) 

Jeśli ktoś czepiał się okładki ostatniego albumu DEEP DESOLATION "Rites of Blasphemy", że ręcznie rysowana, nie do końca dopracowana pod względem detali lub rażąca swoją 'kreską', to niech przyjrzy się frontowi pierwszej pełnej, winylowej produkcji nowojorskiego tria BLACKOUT. Czy to właśnie tutaj nie mamy do czynienia z prostotą i prymitywizmem? Ale niechże im tak będzie, bo choć 'diabeł tkwi w szczegółach', to ten Diabeł najwidoczniej o to nie dba, gdyż przywołany przez muzykę piekielnego tercetu pojawił się już wcześniej? ;) W dodatku gitarzysta i wokalista Christian Gordy, perkusistka Taryn Walkman oraz basista Justin Sherrel obwieszczają tytułem swojego pełnego debiutu 'Oto jesteśmy' i są. Razem są na wskroś amerykańscy i nie kryją się ze swoim patriotyzmem (vide zdjęcia zespołu), ale przy okazji mówią zdecydowane 'nie' 'politycznej poprawności' i łupią doom w tej najbardziej pierwotnej postaci, skażony oczywiście Wielkimi Sabbathami, ale po drodze też SLEEP, ELECTRIC WIZARD, MELVINS i innymi gwiazdami drugiego planu. Ale niech i tak będzie, że parę osób połamie palce zastanawiając się czy nazwać ich muzykę doom metalem, psychodelicznym stoner rockiem, sludge'm czy narkotycznym czymś tam. Od pierwszych dźwięków jakże adekwatnie zatytułowanego "Indian" z szamańskimi zaśpiewami, poprzez rwący do przodu numer "Amnesia", transowy i niedbały "Smoker" i równie niechlujny "Columbus", aż po potężne, walcowate "Anchored" oraz mocno improwizowane "Seven" obcujemy z nagranym jakby na 'setkę' i całkowicie analogowo materiałem zespołu, który ma w rzyci wszelkie mody, nie rywalizuje z nikim o miano najcięższej czy najwolniejszej kapeli świata, a po prostu pokazuje, że zebrały się trzy osoby, które myślą podobnie i chcą grać dla własnej radochy. Na pewno ucieszą się, gdy z dziesięciu fanów będą mieli, co kupią ich płyty i przyjadą z drugiego końca stanu lub kraju na ich koncert, może także po to, by przybić im piątkę lub napić się browara. Bo BLACKOUT gra takie dźwięki, jakie sprawdzają się w obskurnym barze, gdzie zbiera się ekipa chcąca mieć po którejś tam kolejce taki 'blackout', a rano zbudzić się gdzieś tam z wielkim kacem. Już nie dodam czym może być spowodowana część tego 'syndromu dnia poprzedniego'? Tak czy siak, "We Are Here" to siermiężne i z lekka toporne, ale do pewnego stopnia zdecydowanie dobre granie dla tych, co lubią jak jest dużo przesterów, sprzężeń, brudów, zgrzytów, opętanych wokali, basowych bulgotów i szumiących blach w zestawie perkusyjnym.

ocena:  7/ 10

www.facebook.com/blackoutnyc


blackout666.bandcamp.com


autor: Diovis



<<<---powrót