| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLACKSNAKE

"Lucifer's Bride"

Diabolizer Records & Defense Records (CD 2013) 

Powyższą pozycję przyjąłem do zrecenzowania niezwykle entuzjastycznie, gdyż będącego członkiem BLACKSNAKE Kamila 'Spidera' Rusieckiego kojarzyłem już wcześniej jako gitarzystę UNDERDARK - autorów "In the Name of Chaos" - jednego z najlepszych według mnie tytułów krajowej ekstremy w roku 2010. W BLACKSNAKE odpoczywa on od podstawowego dla siebie instrumentu wykrzykując do mikrofonu proste, aczkolwiek nakreślone z niemałym wyczuciem teksty, a rzeczona nazwa podpowiada jakże wiele w kwestii tego, co znajdziemy na drugim albumie tego przemyskiego zespołu. Ciężko nie połączyć jej w całość ze znanym szyldem Davida Coverdale'a, istotny jest tu jednak przymiotnik 'black'. "Lucifer's Bride" osadza się stylistycznie w hard rockowo-bluesowych wzorcach, blisko tej muzyce jednak również do punkowego luzu, przejawiającego się ogólnie w wokalach Kamila, choć wystarczy posłuchać smakowitego "Legacy of Rock" by przekonać się, że nie tylko w nich. Da się tu również wyczuć silną nutkę stonerowego feelingu. Grając od 2005 roku BLACKSNAKE uczestniczył w życiu lokalnej sceny dzieląc salę prób z takimi grupami jak choćby CRYPTIC TALES czy ROTENGEIST. Ci pierwsi przygarnęli ich w momencie, gdy autorzy "Lucifer's Bride" zmuszeni byli opuścić swoje wcześniejsze lokum, co spowodowane było 'interwencją' pewnej instytucji, której wszystko co kreatywne i intelektualnie niewykastrowane spędza z powiek sen. Na tym nie kończy się lista przeciwności, jakie przyszło im pokonać, bowiem BLACKSNAKE ma za sobą taką litanię personalnych roszad, jaka z powodzeniem mogłaby wykończyć niejedną grupę muzyczną. Zahartowani w bojach dostarczyli jednak album, na którym ich witalną siłę i upór jak najbardziej czuć. Utwory nie odznaczają się być może jakąś nieskazitelną warsztatową perfekcją. Wokal Spidera, zwłaszcza wtedy, gdy próbuje on śpiewać czysto zamiast posługiwać się screamingiem czy skandowaniem, ma niestety troszkę amatorski charakter. Nie zmienia to wszakże faktu, że wyrzucane z jego gardła wersy brzmią tak, jakby dobrze wiedział o czym śpiewa, co dla mnie akurat jest niezwykle istotne. Na zrealizowanym, przez Ziemowita Gawlika, w miejscowym Hell Hole Studio albumie uświadczyłem istny urodzaj udziałów gościnnych, których prawdziwą kumulację mamy w "Broken Heart Blues". Damsko-męskie odbijanie piłki między Kamilem a Gabrielą Domanasiewicz to tylko ich część, bo jest tu jeszcze saksofonowe solo Iwony Wątróbskiej, czy klawiszowe rock'n'rollowanie Maćka Gawlika. Zespół chętnie korzysta na tej płycie z elementów konwencji kina grozy, które do porządnego, mocnego w wymowie rocka pasują niczym cola do Jima Beama. Teksty do "Red Death" czy "Warning" to doskonały tego przykład, w sposób dużo bardziej wysublimowany rozwinięto jednak tę ideę w rozpoczynającym melanż utworze tytułowym. 'Hey, hey Lucifer, Give me pleasure, give me pain. Hey, hey Lucifer, will you take me far away' - gdy słyszę taki tekst śpiewany dziecięcym głosem od razu wyświetlają mi się w głowie tytuły horrorów Jamesa Wana, czy innych klasyków z "Omen" i "Lost Souls" na czele. Mniam! W bardzo dobrym "Pandemonium" natkniecie się na klawiszowe akcenty o ponurej manierze, podobnie jest w introdukcji do wspomnianego "Legacy of Rock" i w wielu innych momentach na krążku. Uchybienia tego materiału nie są na tyle poważne bym mógł komukolwiek go odradzić, a wręcz przeciwnie - charakter takiego nie napinającego się na większą poprawność Rock'n'Rolla z piekła rodem dopuszcza pewien margines luzu, a odpowiednio użyta bezpośredniość czyni zeń wyjątkowo lekkostrawne danie, jak ma to miejsce właśnie na "Lucifer's Bride".

ocena:  7,5/ 10

www.facebook.com/blacksnake.fb


www.blacksnakeband.pl


autor: Kępol



<<<---powrót