| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BURNING SHADOWS

"Gather, Darkness!"

własna produkcja zespołu (CD 2013) 

Na pierwszy rzut, sugerując się pochodzeniem agencji promującej ten album, myślałem, że mam do czynienia z kolejnym niemieckim zespołem. Tymczasem BURNING SHADOWS powstało ponad 10 lat temu w Waszyngtonie (USA) i chociaż ich korzenie są jak najbardziej europejskie, to pewna taka amerykańska specyfika decyduje o charakterze drugiego krążka w dyskografii tego bandu. "Gather, Darkness!" jest zbudowana na zasadzie kilkuczęściowego konceptu inspirowanego powieścią science fiction napisaną przez Fritza Leibera i zaczyna się symfoniczną uwerturą pt. "Hymn To Sathanas", chociaż klimat przypomina raczej sławetne fragmenty na produkcjach włoskiego RHAPSODY (później znanego pod nazwą RHAPSODY OF FIRE) niż coś, co miało by wychwalać Rogatego. Druga część płyty nosi tytuł "A Thousand of Lies" i trzy utwory składające się na tę krótką opowieść to mieszanina klasycznego heavy metalu lokującego się gdzieś między IRON MAIDEN a MANOWAR oraz epickiego power metalu znanego z płyt BLIND GUARDIAN, wspomnianego RHAPSODY OF FIRE czy nawet EDGUY i AVANTASII. Ten oldskulowy sznyt da się usłyszeć w dość tradycyjnych gitarowych riffach (czasami mogą się wydawać nieco toporne), klasycznych solówkach i patatajowym rytmie. Ciekawe jest jednak to, że "A New Dark Age", "Intra Vires" i "Onward" stanowią pewną całość również od strony muzycznej, dlatego od biedy można mówić w tym przypadku o czymś takim jak mini-suita, co nie jest ostatnimi czasy aż tak często spotykanym patentem, zwłaszcza u kapel spod znaku klasycznego heavy. Z tym wszystkim dobrze radzą sobie nie tylko gitarzyści i sekcja rytmiczna, ale i wokalista Tom Davy, który może nie jest obdarzony jakimś szczególnie charyzmatycznym i potężnym głosem, jednak radzi sobie na "Gather, Darkness" całkiem nieźle, oddając jednak od czasu do czasu inicjatywę instrumentalistom (jak np. w "Onward"). Trzecim składnikiem konceptu jest czteroutworowy "To Ruin & Divide", który przynajmniej momentami stawia bardziej na agresję, choć nadal wyzierają tutaj spod mocnych riffów bardzo melodyjne gitarowe leady i solówki. Zaskoczeniem może być druga część "Man From Myth", gdzie pojawiają się gitarowe myki bliższe szwedzkiej szkole death/black metalowej i mi na przykład przychodzi na myśl NECROPHOBIC czy LORD BELIAL. Z kolei dość śmiało w klimaty bardziej doom'owo Amerykanie wchodzą w "Kingdoms Fall". Z czasem wkrada się w to wszystko pewien schematyzm, który z jednej strony przywołuje klasycznie heavy metalowe lata 80-te, ale i to, co później przeniosło się głównie na grunt niemiecki, gdzie przerobiono to na wspomniany już power metalowe. Na całe szczęście ta germańska dosłowność nie jest tutaj jedyną zasadą i całkiem sprawnie BURNING SHADOWS łączy wszystkie te elementy w bardziej niż poprawną muzyczną ucztę, czego przykładem jest również ostatnia część płyty pod wspólnym tytułem "Breaking the Sanctuary". Nadzwyczaj delikatnie i balladowo brzmiący "Abandonment", początkowo prawie sabbathowski "To Assent the Fall" i bombastyczny "The Infamous Dawn" zamykają tę opowieść o strachu, desperacji, gniewie i zwycięstwie.

ocena:  7/ 10

burningshadows.com


www.facebook.com/bsmetal


www.myspace.com/burningshadows


autor:  Diovis



<<<---powrót