| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DIVINE WEEP

"Age of the Immortal"

własna produkcja zespołu (CD 2013) 

Co to u Diabła niby miało być? Zupełnie tego nie rozumiem. Białostocki DIVINE WEEP wydał własnym sumptem debiutancki album studyjny. Już podczas pobieżnego kontaktu z okładką można odczuć niesmak, bo niemal wszystko: począwszy na logotypie formacji, przez tytuł płyty, na trackliście kończąc - zostało wytłoczone czcionką legendarnego szyldu sensei tych muzyków, czyli IRON MAIDEN. Dobrze, że informacja o zastrzeżonych prawach wydrukowana została tradycyjnie. Ktoś mógł zapragnąć by okładka przykuła oko fanów brytyjskiej legendy, bo tak w Polsce, jak i w innych zakątkach świata nigdy ich przecież nie brakowało, aczkolwiek zamiast pachnąć taktownym ukłonem wspomniany zabieg zajeżdża bezczelnym żerowaniem na czyjejś otoczce. Cóż jednak zrobić? Trzeba powiedzieć 'trudno' i otworzyć tę istną puszkę Pandory wrzucając do odtwarzacza CD. Od pierwszych sekund słychać, że nie będzie łatwo przetrwać kilkudziesięciu minut z tym wydawnictwem i to bynajmniej nie dlatego, że rzuca ono odbiorcy jakąkolwiek rękawicę w postaci wymagających, trudnych do błyskawicznego ogarnięcia utworów. "Age of the Immortal" jest najzwyczajniej w świecie płytą słabiuteńką pod niemal każdym możliwym względem. Wcale nie uważam, że każdy zespół na świecie musi równać od linijki partie instrumentów, precyzyjnie rozmieszczając je w matematycznym układzie współrzędnych i posyłać swojego wokalistę na lekcje profesjonalnego śpiewu. Naprawdę cenię sobie w muzyce niezależność, piwniczną stęchliznę, garażową manierę i witalną surowość, ale gdyby na drodze DIVINE WEEP stanął jakimś cudem typowy, branżowy 'wujek dobra rada', który wymusiłby na tej kapeli twórczo-wykonawczą poprawność, krzywda tej grupie w żadnym wypadku by się nie stała. Ciężko mi uwierzyć, że zespół, który w nienaganny sposób koweruje repertuar ekipy Steve'a Harrisa może być na aż tak ostrym zakręcie z warsztatowo-aranżacyjnymi aspektami swojej muzy! Przecież Bartek Kosacki dość zręcznie podrabia manierę śpiewu Bruce'a Dickinsona w przeróbkach "Run To the Hills" i "The Trooper", jakie na płytę trafiły. Przecież mamy tutaj utwór tytułowy z naprawdę niezłym refrenem. Przecież DIVINE WEEP potrafi zagrać z należną dla NWOBHM dozą rasowości, o czym świadczą soczyste riffy i solówka w "The Mentor". Cudu jednak nie ma, bo całość tak albumu, jak i pojedynczych numerów kupy nie klei się ni w ząb. Darek Karpiesiuk za perkusją wychodzi chyba z założenia, że w każdej minucie kompozycji musi pojawić się jednakowa ilość uderzeń w centrale, werbel, talerze i przejściówki. Z gitarami jest trochę lepiej, ale co z tego, skoro obsługuje je wspomniany wokalista, który w autorskich utworach grupy - co naprawdę zaskakuje i co z drugiej strony o czymś jednak świadczy - nie potrafi porządnie zaśpiewać, a i same partie wioseł dalekie są od w pełni satysfakcjonujących. Splendoru nie dodaje im bynajmniej fakt, że istnieją na scenie od 1995 roku, ani to, że za nagraniami, miksem i masteringiem materiału na "Age of the Immortal" stoją sami Bracia Wiesławscy z Hertz. Jak brzmiałby ten album gdyby to nie oni dopełnili realizatorskich obowiązków? Brrr!

ocena:  2/ 10

www.facebook.com/divineweep


www.divineweep.pl/index.php/pl/


myspace.com/divine.weep


autor: Kępol



<<<---powrót