| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HOUSTON

"II"

Livewire & Cargo Records (CD 2013) 

Wiele wyjaśnia się po odczytaniu rzymskiej dwójki na okładce nowego albumu zespołu HOUSTON. To druga duża produkcja tego szwedzkiego zespołu, który obrał sobie nazwę 'amerykańską' i tak też brzmią. Swego czasu, czyli w latach 80-ych (a w niektórych przypadkach nawet szybciej) swoje tryumfy święciły grupy o nazwach BOSTON, KANSAS, CHICAGO i nieprzypadkowo tu o nich wspominam, bowiem podczas słuchania płyty HOUSTON można mieć skojarzenia z typowym melodic rockiem 'made in USA'. Pewnie fanom metalu niewiele powie wyliczanka FOREIGNER, SURVIVOR (ich "Eye of the Tiger" zna chyba każdy dzięki utworowi wypromowanemu w serii filmów o Rockym Balboa z Sylvestrem Stallone), BOSTON, JOURNEY i MR. MISTER, ale dodając do tego tę bardziej komercyjną stronę twórczości VAN HALEN czy DEF LEPPARD, klimat niektórych kawałków Bryana Adamsa czy starszego EUROPE, których to wykonawców gra się po dziś dzień w wielu mainstreamowych stacjach radiowych już powinno się wyjaśnić wiele nawet i tym, co uważają, że AC/DC gra miękko i za mało ciężko. Chcąc nie chcąc, wszystkie te powyższe skojarzenia odnoszą się do zawartości drugiego krążka z logo HOUSTON. To po prostu przebojowe, typowo 'radio friendly' i lajtowo-rockowe granie, któremu jednak do czystego popu nie zawsze po drodze (można do niego zaliczyć przesłodzony kawałek "Just Friends" z gościnnym udziałem Minny Karlsson), bo gdzieś tam zagarniają do siebie wpływy bardziej purplowskie, a nawet progresywno-rockowe (w latach 80-ych nawet giganci tego stylu, jak YES i GENESIS brzmieli trochę bardziej przystępnie), a wszystko to zakorzenione gdzieś w głębokich latach 80-ych, które były okresem rozkwitu może nieco zbyt syntetycznej i ugrzecznionej muzyki, ale nie da się ukryć, że wtedy na listach przebojów królowały (przynajmniej na początku tej dekady) rzeczy gdzieś tam ocierające się mniej lub bardziej silnie o rock. Ta 'amerykanizacja', jak widać, działa do teraz, bo HOUSTON mógłby tam zrobić karierę, ale pewnie z 30 lat temu, a teraz są jedynie ciekawostką i takim mocno vintage'owym powiewem na muzycznej scenie. Gro muzyki opiera się na dość archaicznie brzmiących klawiszach obsługiwanych przez Ricky'ego Delina, melodyjnym, ale nie nazbyt pretensjonalnym wokalu Hanka Erixa oraz solidnym bębnieniu Freddie'go Allena, którzy stanowią trzon zespołu, a do współpracy zaprosili całkiem nieźle wymiatającego (zwłaszcza w partiach solowych) gitarzystę Tommy'ego Menandera, basistę Soufiana Ma'Aoui oraz kilka wokalistek 'robiących chórki'. W efekcie ma się wrażenie, że gitary często służą tutaj pewnemu zapełnieniu przestrzeni i na pierwszy plan wchodzą tylko wtedy, gdy tego potrzeba. Jeśli jednak patrzeć na ten album jako na materiał soft-rockowy, bez oczekiwania, że muzycy przywalą mocniej, to można uznać, że w swojej klasie jadą - używając terminologii szkolnej - co najmniej na 'czwórkach'. Ja osobiście nie stanę się fanem Szwedów, bo takich dźwięków nie słucham na co dzień, ale doceniam to co zrobili i daję im taką, a nie inną ilość punktów.

ocena:  6,5/ 10

www.facebook.com/houstonsweden


autor: Diovis



<<<---powrót