| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

KING'S CALL

"Lion's Den"

Mausoleum Records (CD 2013) 

W tym całym wysypie różnych pozycji, które docierają do naszego serwisu do recenzji czasem dobrze jest posłuchać solidnego kawałka ciężkiego rocka, który obdarzono przebojowymi liniami melodycznymi, dobrym warsztatem i czymś takich nieokreślonym, oldskulowym. Takie rzeczy zapewnia drugi album międzynarodowej formacji KING'S CALL - "Lion's Den" i czyni to w taki sposób, że gdyby nie pewne uprzedzenia większości stacji radiowych do mniej znanych nazw oraz niektórych stylistyk, to byłby grany tu i tam. Może nie do znudzenia, bo póki co, ten band dowodzony przez gitarzystę Alexa Garoufalidisa ma jeszcze trochę braków i daleko mu do mistrzów melodic hard rocka, ale słucha się tego materiału z przyjemnością. Oczywiście pod warunkiem, że lubi się takie klasyczne, osadzone gdzieś w latach 80-ych granie z pogranicza mocnego rocka i heavy metalu. Pierwsze, co rzuca się w uszy, to konkretne prowadzenie linii gitar z klarownymi riffami i melodiami, z którymi musi sobie radzić wokalista, a w tej roli Mike Freeland z PRAYING MANTIS. Jego wokale nie mają może takiej mocy, jak to jest u wielu śpiewaków z takiego nurtu, ale jest coś w jego głosie, co przykuwa uwagę. Potrafi zaśpiewać wysoko, trochę korzysta z wzorców, jakimi są Robert Plant, David Coverdale czy nawet Rob Halford, potrafi też używać nieco bardziej matowych barw. 'Pierwsze skrzypce' grają jednak gitary Alexa G. z iskrzącymi i wirtuozerskimi, acz przy tym melodyjnymi solówkami na deser. Ten gość pracował już wcześniej z takimi ludźmi, jak Graham Bonnet z ALCATRAZZ czy Chuck Wright z HOUSE OF LORDS oraz QUIET RIOT i wie jak budować krótkie, ale przy tym zróżnicowane formy rockowe. Czerpie garściami z bogatej studni lat 70-ych (w "Dig It" 'pachnie' Zeppelinami, w "Get Up" starym JUDAS PRIEST, tu i ówdzie Purplami - głównie ze względu na użyte w paru miejscach Hammondy i konkretny, rockowy łomot), z hard rockowego okresu twórczości Gary Moore'a, WHITESNAKE, z solowej twórczości takich słynnych wioślarzy, jak Steve Vai, Joe Satriani czy Stevie Ray Vaughn, ociera się stylistyką o nieco bardziej wzmocnione w przekazie rzeczy z przełomu lat 80-ych i 90-ych, czyli amerykańsko brzmiący glam metal, ale bliżej temu wszystkiemu do DOKKEN na przykład niż na przykład BON JOVI i POISON. Właściwie każdy kawałek wnosi coś nowego do materiału, nie ograniczając się do przebojowości dla samej przebojowości, bo parę numerów jest zagranych z niezwykłym wigorem, a w kilku jest trochę spokojniej, lecz wszystko dąży do tego, by słuchało się tej muzy z przyjemnością, choć do czystej komerchy im daleko. Ważną informacją dla zainteresowanych będzie to, że za produkcję odpowiadał sam Chris Tsangarides, który pracował już między innymi z JUDAS PRIEST, THIN LIZZY, Yngwie Malmsteen'em i Gary Moore'm, ale zajmował się też przykładowo DEPECHE MODE. To dzięki niemu oraz masteringowi autorstwa Dennisa Warda z PINK CREAM 69 materiał nabrał odpowiedniej mocy i przestrzenności, a każdy instrument ma tu swoje miejsce. To kawał naprawdę niezłej muzy i jak to ktoś kiedyś powiedział - takie dźwięki trzeba brać do samochodu na długie trasy, bo wgniatanie pedału gazu staje się wręcz obowiązkowe. Ale przy takim "Red Lights", przynajmniej przez chwilę, faktycznie się zwalnia? A na płycie - co warto dodać - oprócz zestawu 10 zasadniczych utworów zawarto też dwa bonusowe, nieco dłuższe: "Waiting For You" z ogromem gitarowych solówek i stosunkowo spokojne, niestety przy tym dość banalne "Love Will Find a Way".

ocena:  7/ 10

www.kings-call.com


www.facebook.com/kingscallrocks


www.music-avenue.com/mausoleum


autor: Diovis



<<<---powrót