| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

KYLESA

"Ultraviolet"

Season Of Mist Records (CD 2013) 

KYLESA nie spuszcza z tonu. Jeden z najważniejszych i według mnie najlepszych sludge metalowych zespołów na tej planecie nadal jest w doskonałej formie, a że jego twórczość znacznie wykracza poza wspomnianą, ogólnikową kategoryzację nie przynosi im bynajmniej wstydu. Ten akt zawsze był po prostu inny i nie piszę tu wyłącznie o formule personalnej, nawiązującej do idei podwójnego trio, z jakiej w latach 90. zasłynął KING CRIMSON. Mniej popisowi niż MASTODON, mniej przebojowi od BARONESS, mniej kontrastowi od NEUROSIS, a jednak nie mniej wprawni w budowaniu doskonałych, progressive sludge'owych kompozycji! Może i KYLESA nie zagraża pozycji rzeczonych nazw na mojej muzycznej półce, lecz słowa zaczerpniętego z buddyjskiego terminu nie zawaham się wypowiedzieć zaraz za ich przytoczeniem. Tym bardziej, że nagrywając "Ultraviolet" pokazali taką klasę, że czapy do łapy! Co tam, że opuścił ich Corey Barhorst, robiący dotychczas za klawiszowca i basistę w jednej osobie? Phillip Cope poradził sobie z keyboardem wręcz śpiewająco, co można rozumieć dosłownie, gdyż wokalne dialogi między nim a Laurą Pleasants od zawsze tożsame były z logiem autorów "Spiral Shadow", nie mówiąc już nawet o robocie gitarowej. Najważniejsze jednak, że na swoim najnowszym albumie KYLESA nie odgrzewa starego kotleta. Ta płyta to całkiem inna bajka, co mnie bardzo cieszy, gdyż mając do czynienia z tak pomysłowo i wielowymiarowo grającą kapelą nie wymaga się raczej od niej powtórek z rozrywki. Na "Ultraviolet" dostajemy o wiele mniej 'prog sludge'owego shreddingu', jeśli mogę zaryzykować takie wygodne określenie. Jest to muzyka dużo bardziej stonowana pod względem gitarowych struktur, które tym razem wydają się wracać do psychodelicznych korzeni takiego grania. Słychać to od pierwszych sekund krążka, bo już "Exhale" pod numerem 1 ekspanduje za sprawą przepuszczonych przez efekty, powolnych, schizofrenicznych przekładańców i klawiszowo-elektronicznych ozdobników, które zamiast rozmiękczać materię tego utworu nadają mu jeszcze bardziej surowego i mrocznego charakteru. Dalej mamy "Unspoken" - kolejny przykład na to jak skutecznie wykreować taką atmosferę i połączyć ją z ociężałym, gitarowym riffem w taki sposób, by nie przeszkadzało to w poprowadzeniu kompozycji w całkiem melodyjne rejony. Opisując swoje wrażenia z przesłuchań "Ultraviolet" nie mógłbym nie wspomnieć o wpływach new wave'owych, bardzo szeroko pojętych zresztą, bo muzyka owego nurtu nie zalicza się bynajmniej do monolitycznych. "What Does it Take" nawiązuje do żywiołowości co szybszych kawałków SIOUXSIE AND THE BANSHEES, przy czym "Low Tide" to już dużo zimniejsza fala dźwiękowych doznań, zahaczająca wręcz o depresyjność wczesnego THE CURE. Mam nadzieję, że obecność w nocnym programie Carsona Daly i koncerty z CLUTCH rzeczywiście przysporzyły im tylu fanów o ilu się mówi, bo grupa niewątpliwie na to zasługuje. Jeśli mogę Wam coś zasugerować, to sięgnijcie po "Ultraviolet" bez względu na opinię o wcześniejszych krążkach KYLESY i posłuchajcie tej płyty dokładnie tak jak powinno się słuchać prawdziwego prog metalu, czyli bez oczekiwań.

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/KYLESAmusic


www.kylesa.com/


myspace.com/kylesa


www.season-of-mist.com


autor: Kępol



<<<---powrót