| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MONOLITHE

"Monolithe IV"

Debemur Morti Productions (CD 2013) 

"Myślę, że jest to prosta implikacja wolnego tempa naszych utworów, które potrzebują trochę czasu żeby się rozwinąć." W taki właśnie sposób Greg Chandler - mózg, gitarzysta, wokalista i klawiszowiec brytyjskiego ESOTERIC oraz producent muzyczny - odpowiedział na pytanie o długość utworów, tudzież płyt swojej kapeli. Choć za chwilę będzie mowa o zupełnie innym szyldzie, którego pełne albumy pewnie byłyby, pod względem czasu trwania, epkami w dyskografii ESOTERIC, cytat z wypowiedzi szefa Mistrzów nostalgicznego, epickiego funeral doom metalu dobrze do tej recenzji pasuje. Francuski MONOLITHE również nie szczypie się bowiem z metrażem pisanych przez siebie, death/doom metalowych numerów. Podobnie jak COHEED AND CAMBRIA uczynili oni ze swojego katalogu płytowego jedną, wielką sagę, mówiącą w tym przypadku o korzeniach ludzkiego gatunku. Każdy jeden wypuszczony przez nich krążek składa się z jednego utworu zatytułowanego od nazwy zespołu, ale z liczebnikiem w drugim członie tytułu informującym którą to już płytą długogrającą MONOLITHE słuchaczy poczęstował. Sylvain Begot, który po rozwiązaniu swojego poprzedniego zespołu o nazwie ANTHEMON, powołał ów projekt do życia stara się rozwijać w pewnym kierunku nie uchylając się, jak widać, przed podejmowaniem ambitniejszych wyzwań. Nie wiem jak "Monolithe IV" radzi sobie jako część konceptu, a jak w charakterze całości odrębnej, gdyż na to pytanie winni odpowiedzieć fani znający jak własną kieszeń każdy niuans aranżacyjny poszczególnych odsłon 'Monolitu', lub też każdy wers ich tekstów. Oceniając ten album w kategoriach gatunkowych mogę natomiast stwierdzić, że trzyma on poziom po prostu przyzwoity. Zgodnie z pewnymi niepisanymi wytycznymi Begot i jego ekipa rozkręcają całe przedstawienie bardzo powoli, stopniowo wzbogacając je o te elementy, bez których dobrego doom metalu peaceville'owskiej szkoły wyobrazić sobie nie sposób. Mimo, iż od pierwszych sekund mamy do czynienia z muzyką podniosłą, liryczną i na pewno potężną, growling, z wolna rozwijające się partie gitary solowej, bądź też klimatyczne leady, sample, chórki i inne tego typu efekty pojawiają się stopniowo, ciągnąc dalej ten niespełna godzinny kolos. Z jego litej, choć z drugiej strony zmieniającej się struktury wynurzają się niekiedy charakterystyczne tematy melodyczne czy aranżacyjne zagrywki, lecz wątpię by ktoś posądził MONOLITHE o granie w cukierkowej, podlizującej się masom manierze. Trochę takiej chwytliwości minimalnie tu brakuje, choć wytrwałych czeka w tej kwestii smakowity akcent pod koniec, a ci mniej cierpliwi i tak zaznają wielu przyjemnych chwil obcując z mrocznym, psychodelicznym i nieco progresywnym graniem. Album zmiksowany i zmasterowany w należącym do Andrew Guillotina Hybreed Studio reprezentuje tę uczesaną pod włos postać metalowego klimaciarstwa, czego można się domyślić już po okładce, wykonanej przez norweskiego artystę nazwiskiem Robert Hoyem.

ocena:  7/ 10

monolithe.bandcamp.com/


www.facebook.com/monolithedoom


monolithedoom.tumblr.com/


myspace.com/monolithedoom


autor: Kępol



<<<---powrót