| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

NECROPHOBIC

"Womb of Lilithu"

Season Of Mist Records (CD 2013) 

Niektóre zespoły z biegiem czasu wyczerpują swój kreatywny płomień. To, co było istnym gejzerem pomysłów i prawie niezgłębionym źródłem nowych form czy treści z biegiem czasu staje się statecznym dostawcą tego, co teoretycznie winno spełnić oczekiwania odbiorców, ale co nie ma prawa konkurować z perełkami sprzed wielu lat. Uroczym przywilejem zasłużonych kapel jest natomiast możliwość korzystania z tzw. doświadczenia. Grają od dwudziestu, trzydziestu, czy iluśtam lat, napisali niejeden kawałek, wiedzą co do czego i czasem, raz na jakiś czas pojawia się akt, który nie tylko potrafi tę wiedzę i umiejętności wykorzystać, ale i zaprząc je w służbie rozwoju. Są elementy, bez których muzyki NECROPHOBIC sobie nie wyobrażam. Są pewne ramy, poza które nigdy najprawdopodobniej nie wyjdą, gdyż wiele lat temu zdefiniowali - na swe własne potrzeby - pojęcie prawdziwego metalu i znając życie ukuli standardy pisania, aranżowania czy grania. W ramach tych wytycznych NECROPHOBIC zawsze potrafił jednak stworzyć coś niezwykłego, na swój sposób eklektycznego, niejednokrotnie świeżego, choć wydawałoby się, że tę wybornie podaną kwintesencję szwedzkiej ekstremy dostaliśmy do skosztowania nie raz i nie dwa. W moim odczuciu zawsze bliżsi UNLEASHED niż jakiejkolwiek innej deathmetalowej legendzie ze swojego podwórka, zawsze co najmniej tak surowi jak północnoeuropejska aura i tak diaboliczni jak okupanci skandynawskiego, blackmetalowego Olimpu, nigdy nie ujawnili wszakże tak przejmująco epickiej postaci swojej twórczości co teraz. Gdy NECROPHOBIC podpisuje kontrakt z Season Of Mist, wiedz, że coś się dzieje! Choć podobne kooperacje różnie się już kończyły, w chwili gdy wytwórnia Michaela S. Berberiana pochwaliła się z kim tańczy, przeczuwałem co się święci. No i dostaliśmy tekstowe wideo do black'n'rollowego tak właściwie, co nie znaczy, że w najmniejszym stopniu łagodniejszego od reszty "Furfur", dające do zrozumienia, że świta Joakima Sternera wciąż ma świetne pomysły na to jak w kilka minut muzyki zakląć cały ocean ciemności. Przyznam jednak szczerze - gdy po raz pierwszy włączyłem "Womb of Lilithu" nie wiedziałem co się dzieje. Oni upchali w tej jednej płycie taką ilość smaczków, tematów melodycznych, drobniejszych zagrywek i rozwiązań, że nie wiadomo czego słuchać. Potrzeba było czasu, który odkrył przede mną przewyborny zestaw mrocznych, blackened deathmetalowych hymnów, spiętych w jedną, koherentną całość za pomocą rozlicznych intr, outr i innych klawiszowo-ambientowych efektów specjalnych, którymi zespół sypnął nad wyraz hojnie. "Womb of Lilithu" to nie tytułowy, śpiewany kawałek, a raczej jedna, wielka, bombastyczna introdukcja, w której klawisze, podniosłe bębny, skromna elektronika, złowrogie pomruki i pradawne inkantacje obwieszczają nadejście przeszywającego mroku. Gdy wybrzmiewa "Splendour Nigri Solis" okazuje się, że NECROPHOBIC nie przestaje wprowadzać mnie głębiej, bo to wcale nie najszybszy, najbrutalniejszy, ani nie najcięższy kawałek, jaki nagrali, a raczej kompozycja pompująca emocje na skutek odpowiednio dobranej rytmiki i czystych partii wokalnych o ponurym, choć podniosłym tonie. "Astaroth" to już czysta dekapitacja i miazga. Nie ma tu miejsca na niedopowiedzenia. Fredrik Folkare piłuje swą gitarę ile się da, Sterner wali bez opamiętania w bębny, Tobias Sidegard ryczy, wyje, przyzywa tego Astarotha jak może. Nie brakuje tu jednak rozwagi przejawiającej się w umiejętnych zwolnieniach, witalnie brzmiącej sekcji, odpowiednio kostkowanych wiosłach. W "The Necromancer" wyśpiewują najprawdziwszą pieśń zaświatów w marszowym tempie, z chóralnymi wokalami w refrenie. Pod tytułem "Marchosias" kryje się z kolei nakreślona przewspaniałym tematem melodycznym, najwolniejsza chyba popełniona przez grupę sekwencja kontrastująca z agresywnymi przyspieszeniami, co na "Womb of Lilithu" jest tak właściwie normą i chyba też poniekąd znakiem całej płyty. "Opium Black" jest emanacją wampirycznej aury najczystszej maści, która nie spocznie póki nie wyssie ostatnich soków i resztek energii z wszystkiego co żyje, pełza i oddycha - że pozwolę sobie w ten sposób popuścić wodze wyobraźni, do czego zachęcam i Was, moi mili. Organiczna, zawodowa, lecz w pewnym sensie i duszna produkcja tych nagrań nie rozpina przed słuchaczem krystalicznie przejrzystych harmonii, a raczej zagęszcza to wszystko w czarny jak bezgwiezdna noc monolit. Możliwe, że jest to ostatni album tego zespołu z Sidegardem w składzie, ale to nie tym winien on zasłynąć! 'For Those Who Stayed Satanic' I'm rising my Chalice!

ocena:  10/ 10

www.season-of-mist.com/bands/necrophobic


necrophobic.bandcamp.com/


www.facebook.com/necrophobic.official


www.necrophobic.net/


myspace.com/necrophobic


autor: Kępol



<<<---powrót