| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

PRIMITIVE MAN

"Scorn"

Relapse Records (CD 2013) 

Ten album byłby doskonałym prezentem dla kogoś kto myśli, że tylko przy pomocy ultraszybkich blastów napędzających black, death metalową czy grindową, dźwiękową apokalipsę, można uprawiać muzyczną ekstremę. Zrębem utworów amerykańskiego PRIMITIVE MAN jest sunący zazwyczaj z wolna i ociekający gitarowymi sprzężeniami czy basowym brudem sludge metal grany na totalnie dysonansowych riffach. Pierwszy i jak na razie ostatni, długogrający krążek zespołu rozpoczyna niemal dwunastominutowy utwór tytułowy, który zamiast zdradzać przekrój rozwiązań na płycie zastosowanych, stanowi raczej świetną wizytówkę tak jej, jak i samego ansamblu. Wykute w ołowiu mega ciężkie szyny gitar wyznaczają tor, po którym w rytm oszczędnie użytej perkusji jadą zarówno wszystkie psychodeliczne, wiosłowe jazgoty, jak i nieokrzesany, bestialski ryk wokalisty. W okaleczaniu muzycznej formy są oni na tyle dobrzy, że chwilami zastanawiam się wręcz czy trio z Denver nie zapomina czasem nastroić swoich instrumentów i dla tych, którzy ciężką muzę kojarzą wyłącznie z wydawnictw typu "S & M" wiadomo kogo, automatycznie stanie się to wadą. Co innego gdy aktywnym, bądź też biernym odbiorcą jest osoba dobrze znająca i ceniąca takie pomioty światowej, metalowej estrady jak na przykład BUZZOV-EN, INDIAN, WHEN THE DEADBOLT BREAKS, ENCOFFINATION czy DRAGGED INTO SUNLIGHT. Ktoś, kto doskonale wie, że prymitywność czyjejś muzyki jest niekiedy wartością celową, a brak cukierkowych melodii niekoniecznie świadczy o tym, że ktoś nie umie, a raczej że nie che ich pisać. Może się wydawać, że materiał, jaki znalazł się na płycie "Scorn" jest ubogi w wyrafinowane rozwiązania, zapierające dech w piersi riffy czy cokolwiek czym cechuje się granie na tzw. wysokim poziomie. Troszkę uwiera mnie jednak, że utwory same w sobie nie odznaczają się jakimś większym talentem, zmysłem czy choćby sprytem kompozycyjnym. Na setkach wydawnictw, jakie wyrzuca z siebie amerykańskie, sludge'owe podziemie znajdziecie podobne rzeczy, choć już w pierwszym i wcześniej wspomnianym utworze tytułowym dobrze słychać wpływy mizantropijnego black metalu, raptowne, perkusyjno - gitarowe zrywy rytmiczne bądź ściągające słuchacza w dół zwolnienia w najwolniejszym chyba z możliwych tempie. "Black Smoke" można skojarzyć z którąś z psychodelicznych miniaturek wykorzystanych na albumach TOOL. "I Can't Forget" to praktycznie czysty noise, a "Stretched Thin" galopuje naprzód w iście klasycznej, punkowej manierze rytmicznej. Wszystko to w dziwny i zaskakujący sposób urozmaica przygodę z uwiecznionym we Flatline Audio, we współpracy z Dave'em Otero (CEPHALIC CARNAGE, CATHETER) materiałem. Na pewno nie poleciłbym tej płyty komuś, kto liczy na porywające kawałki, w jakiejkolwiek stylistyce nie byłyby one pisane. Jeśli jednak macie ochotę na niemal czterdzieści minut zimnej jak lód, surowej niczym syberyjska zima, brutalnej jak "Człowiek-stonoga 2" i przede wszystkim nieludzkiej celebracji muzycznego wynaturzenia, wtedy debiutancki album PRIMITIVE MAN ma ogromną szansę się spodobać.

ocena:  7/ 10

primitivemandoom.bandcamp.com/


www.facebook.com/primitivemandoom


primitivemandoom.com/


www.relapse.com


autor: Kępol



<<<---powrót