| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SAINT VITUS

"C.O.D."

Season Of Mist Records (CD 1992 - 2013) 

Nie mam pojęcia jak to się stało, ale w epoce największego rozkwitu rynku 'fonograficznego' (głównie pirackich kaset) w naszym kraju, czyli na przełomie lat 80-ych i 90-ych oraz w pierwszych latach tej ostatniej dekady, pomijano SAINT VITUS i jakoś nie przypominam sobie, aby pozycje tej grupy pojawiały się na stoiskach muzycznych. A przecież wydawało się i kupowało wtedy hurtowo wszystko jak leci. Przede wszystkim death metal, ale i thrash, heavy, dobre HC, doom? Pamiętam jak krążyły na przykład kasety z albumami COUNT RAVEN i podziwiałem, że ktoś tak ciekawie nawiązywał do już wtedy kultowego BLACK SABBATH. A jak to się ma do SAINT VITUS? Otóż na wydanej w 1992 roku płycie "C.O.D." wokalistą w tym bandzie był nie kto inny, a Christian "Chritus" Linderson, czyli wokal szwedzkiej ekipy COUNT RAVEN. Świadczyło to o tym, że grono doomowców w owym czasie było nieduże, ale za to wspierało się jak umiało i dlatego, gdy gitarzysta Vitusa, Dave Chandler, był w potrzebie, "Chritus" chętnie wskoczył na stanowisko frontmana i nagrał wokale na "Children of Doom" (to rozwinięcie tytułu). A jako że SAINT VITUS był mocno inspirowany Sabbathami (bardziej jeszcze niż nieco później), to układ personalny był idealny. Linderson co prawda nie miał wokalu jak Ozzy, ale dysponował właściwym dla doom'owej muzy głosem - kiedy trzeba, potrafił żonglować emocjami, a w innym miejscu snuł monotonnie mroczną opowieść. Z perspektywy czasu trochę dziwnie słucha się tego materiału, bowiem w SAINT VITUS pojawiał się nie jeden głos i ten "Chritusa" zdaje się być zanadto 'skandynawski' dla pierwotnej muzy konstruowanej przez Chandlera i sekcję rytmiczną, wówczas złożoną z basisty Marka Adamsa (do dziś w zespole) i nie żyjącego już niestety od trzech lat perkusisty Armando Acosty. Ale tak czy siak, wokal jest tu wyłącznie jednym z kilku elementów, bo przecież gitary wycinają klasycznie hard rockowe riffy, oczywiście przetworzone na potrzeby bardziej 'smutnej' estetyki, jest sporo przepuszczonych przez różne efekty motywów, detali i solówek, a i sekcja robi swoje. Może nie ma na tym albumie wybitnie ponadczasowych numerów, które po dziś dzień powodują ciary na plecach, jednak całość materiału jest równa i klasycznie saintvitusowska. Są tutaj przecież całkiem chwytliwe "Children of Doom" i "Hallow's Victim (Exhumed)", rock 'n rollowe "(I Am) The Screaming Banshee", przytłaczające ciężarem "Plague of Man" i "Bela", klasycznie sabbathowski "Fear", nieokiełznany i mocno improwizowany "Get Away" oraz diaboliczny "A Timeless Tale" z wokalami Dave'a Chandlera , a re-edycja zacnej firmy Season Of Mist Records przynosi dwa dodatkowe kawałki: "To Breed a Soldier" i "The Chameleon". "C.O.D." jest na pewno niezłą lekcją doomu i polecam ją tym wszystkim, co przegapili ten zespół lub odkryli go na nowo przy okazji tegorocznego "Lillie: F-65".

ocena:  7,5/ 10

www.saintvitusband.com


www.facebook.com/saintvitusofficial


www.season-of-mist.com


autor: Diovis



<<<---powrót