| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SECRETS OF THE SKY

"To Sail Black Waters"

Kolony Records (CD 2013) 

Okładka to element wydawniczy pierwszego kontaktu. Dla jednych uzupełnienie muzyki, dla innych zupełnie nieistotna część albumu, a według mnie na pewno nie zaszkodzi gdy jej autor potraktuje swoją pracę w kategoriach pełnoprawnej twórczości, oferując zachęcającą do kupna rzecz. Spójrzcie tylko na prawdziwy majstersztyk, jaki na potrzeby powyższego wydawnictwa ukończył Michael Reynolds z MRR Creative! Zero - naprawdę - zero procent branżowego banału czy też blichtru, 100% pobudzającej wyobraźnię symboliki i tyleż samo profesjonalizmu to najwłaściwsze proporcje z właściwych i z ogromną przyjemnością przyznaję, że w przypadku frontu i szaty graficznej "To Sail Black Waters" zostały one w pełni uzyskane. Zanim przejdę do spraw najważniejszych zarekomendują Wam jeszcze tę płytę pod względem produkcyjnym, co może mieć znaczenie zwłaszcza dla audiofilnej części potencjalnych fanów SECRETS OF THE SKY. Były wokalista amerykańskiego VILE, producent muzyczny i właściciel Trident Studios, Juan Urteaga, pomagał w ucieleśnianiu pomysłów takim tuzom jak EXODUS, TESTAMENT, MACHINE HEAD czy HEATHEN, doskonale radząc sobie również z ujawnieniem 'skrywanych przez niebiosa tajemnic'. Skatalogować to, co amerykański SECRETS OF THE SKY wtłoczył w swój debiutancki album o przytoczonym już wyżej tytule jest szalenie trudno. Na pewno jest to twórczość z przełomu post black metalu i tych bardziej klimatycznych odmian doom czy sludge metalu. Słychać na tym krążku echa zadziornej tajemniczości nagrań LUNA AD NOCTUM czy OPETH, słychać ołowianą atmosferyczność i rozmach BLINDEAD, jest też coś z klimatycznego blackowania DECLINE OF THE I czy doomowej złożoności albumów ESOTERIC. Szóstce miażdżycieli z Oakland nie uderza to wszakże do głowy i z należnym dla prawdziwych artystów umiarem kreują przy pomocy dźwięków świat będący ucieleśnieniem ich wizji. Świat, do którego nie wchodzi się na raty czy pospiesznie i z którego, prawdopodobnie, nie ma już wyjścia. Kilkusettonowe riffy o misternych wykończeniach (np. "Sunrise") kontrastują z tymi o nieporównywalnie delikatniejszej tak barwie jak i manierze, czy też z tymi o wiele bardziej szorstkimi, wynaturzonymi czy groteskowymi partiami gitar (celticfrostowy początek "Decline"). Wszystko to dostarcza trójka muzyków w składzie: Clayton Bartholomew, Chris Anderson (są oni założycielami kapeli, operując poza tym również klawiszami) i Andy Green. Inteligentnie prowadzone rozmowy progresywnie wykorzystanej przez Lance'a Lea perkusji i często nowocześnie klangującego basu Ryana Healy'ego napędzają silnik całej maszynerii, który zamiast wirować w zawrotnych tempach pracuje wolno, acz niestrudzenie i w sposób ponad wszelką wątpliwość niezawodny. Garett Gazay operuje takim wokalem, że kapcie spadają, odpowiednio modulując go gdy 'ryczy' na blackową czy też growlową modłę, zamiast, jak wielu wokalistów tego typu, po prostu drzeć japę. W "Decline" staje on nawet na wysokości zadania wypróbowania swoich sił w stylistyce samego Vortexa! Nawiązując do tego o czym pisałem przed chwilą mogę uogólnić, że SECRETS OF THE SKY jest jedną z najlepszych odpowiedzi na pytanie: 'Jak zdaniem Kępińskiego brzmieć powinien zespół odwołujący się do twórczości konkretnych, bardziej znanych nazw?' Weźmy choćby "Sunrise". Współbrzmienie delikatnych klawiszy, masywnych, doomowych riffów drugiej fali, gitarowych przekładańców, melodeklamacyjnych szeptów i growlu to przecież nieodłączne elementy stylu takiego MY DYING BRIDE, CATHEDRAL i miliona innych podobnych im nazw. Również pachnące diabolicznym folklorem liryki o budzącej się pod wpływem księżycowej pełni, bestialskiej naturze człowieka uświadczaliśmy już na niejednej płycie MOONSPELL czy THE VISION BLEAK, lecz SECRETS OF THE SKY wyciąga z tego esencję na potrzeby własnego opus z takim taktem i maestrią, że słuchając utworu nigdy nie zrodzi się w mej głowie konstatacja w rodzaju: 'eee, to już było?'. "To Sail Black Waters" jest zresztą płytą pozbawioną jakichkolwiek potknięć, zgrzytających rozwiązań, albo też fragmentów robiących wrażenie wypełniaczy. Kalifornijski sekstet postarał się o to bym, podobnie jak postać z okładki, w gęsty, nocny, oniryczny klimat krążka wsiąkał powoli, nie wyciągając na starcie wszystkich ukrytych asów i tak, pierwszy na liście "Winter" wyzuty jest z aż tak silnie zarysowanych jak te z kawałków późniejszych, ujmujących od pierwszych przesłuchań melodii czy czystego śpiewu. Powstały w 2010 roku zespół dostarczył przy współpracy z włoską Kolony Records dzieło, na którym wszystko się zgadza. Bezapelacyjnie instruktarzowa pozycja zarówno dla grafików, jak i producentów, bo o muzykach i słuchaczach, którzy klęczeć przed tym będą długimi latami chyba nie muszę wspominać? Podobnie jak black metal zyskał opinię gatunku nie funkcjonującego na pełnej mocy poza skandynawskimi regionami, tak coś podobnego usłyszałem kiedyś o doom metalu i Wielkiej Brytanii. Cóż? chyba najwyższy czas strącić stereotypy z subkulturowo-medialnych piedestałów. Muzyka jest w sercach, nie zaś za oknem!

ocena:  10/ 10

www.facebook.com/secretsofthesky


www.youtube.com/user/SecretsoftheSkyBand?feature=watch


www.metal-archives.com/bands/Secrets_of_the_Sky/3540370705


www.kolonyrecords.com


autor:  Kępol



<<<---powrót