| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WOLVSERPENT

"Perigaea Antahkarana"

Relapse Records (2 CD 2013) 

Całkiem niedawno zastanawiałem się nad zasadami panującymi w doborze zespołów dokonywanym przez dział A&R w Relapse Records. To, że muszą odpowiadać w pewien sposób stylistycznie linii programowej tej firmy, jest wiadome. Tak samo jak włączanie do 'wydawniczej rodzinki' wykonawców z polecenia innych grup, które już w tym labelu były. Znam już również trzeci z mechanizmów. Po prostu przechwytują tych, którzy nagrywali dla innych, pomniejszych wydawców, a którzy mają potencjał zainteresowania swoją muzą dotychczasowych klientów. Coś na zasadzie - 'skoro mamy u siebie na przykład LOCRIAN i TOMBS i jako tako to się sprzedaje, to możemy zaryzykować z WOLVSERPENT'. Ci ostatni też grają niełatwe, udziwnione i eksperymentalne dźwięki, które można zamknąć gdzieś w przegródce 'awangarda ekstremizmu'. Od biedy można ich określić jako piewców powolnego drone doom black metalu, ale to byłoby krzywdzące dla dwójki muzyków tworzących WOLVSERPENT, bo oprócz funeralności i rozmazanej formy swoich kompozycji wprowadzają tutaj elementy doom/death metalowe, rytualno - mistyczno - black metalowe i sporo przestrzenności tak typowej dla post-metalu. Z tej konfiguracji wyłania się z wolna pomysł na granie na drugim albumie duetu ze stanu Idaho w USA. Pierwszego krążka nie dane mi było poznać, ale za wydaniem stała dość ciekawa mała foremka 20 Buck Spin, która miała lub ma u siebie np. COFFINS, ECHTRA, SAMOTHRACE, MOURNFUL CONGREGATION, NADJA, FORGOTTEN WOODS, LYCUS czy MAMMOTH GRINDER, a więc mogła to być pozycja całkiem nurtująca. Bo jest coś w WOLVSERPENT, co stawia ich w kręgu tych zespołów, które tworzą mroczny, hipnotyczny i okultystyczny klimat przy użyciu skromnych w sumie środków. Wystarczy wsłuchać się w drugi na płycie numer 1 (to wydawnictwo dwupłytowe) utwór pt. "Within the Light of Fire". Transowa partia organów, monotonny, prawie że marszowy rytm perkusji, zapętlona linia gitary, dudniący w tle bas i rytualnie brzmiący, desperacki wokal. Na tej to kanwie powstała rzecz jednak wciągająca, intrygująca i stosunkowo oryginalna. A w składzie przecież jest tylko dwoje ludzi, którzy mimo to są aktywni również koncertowo. Blake Green zajmuje się wokalami, gitarami i klawiszami, a za perkusję, różne przeszkadzajki i skrzypce odpowiada Brittany McConnell. Wspomniałem o skrzypcach i faktycznie, w trzecim na płycie, rozbudowanym do prawie 22 minut "In Mirrors of Water" cały długi wstęp należy do tego instrumentu, który wraz z klawiszami i śpiewem ptaków buduje nostalgiczną, lekko oniryczną atmosferę. Po metalowym tak czy siak, poprzednim numerze jest to pewne zaskoczenie i chociaż z czasem smyczkowo-klawiszowe improwizowanie oddaje palmę pierwszeństwa post-metalowo nabudowywanym konstrukcjom gitarowo - perkusyjnym z wchodzącym w pewnym momencie demonicznym wokalem, to niewiele tak naprawdę, poza większą dynamiką się tutaj zmienia. Minimalistyczne, acz odpowiednio stopniowane dźwięki doprowadzają do apogeum wzmagającego się niepokoju i strachu. Następny kolos, prawie 23-minutowy "A Breath In the Shade of Time" to właściwie kontynuacja poprzedniego fragmentu, tyle że bardziej opętańcza, chwilami wręcz kakofoniczna, choć w pierwszej fazie wydawać by się mogło, że lekki snop światła został rzucony dzięki klawiszowo-orkiestralnym plamom, które jednak zostają później stłamszone rytualną i złowrogą powłoką 'ciemnej strony wszystkiego'. Z tego wyłania się pod koniec żeńska inkantacja, ale nie przynosi to żadnej ulgi w cierpieniu. Apokaliptyczno - męczeńska otoczka towarzyszy tej kompozycji do samego końca i nie dziwi mnie w tym kontekście powoływanie się WOLVSERPENT na cenione przez nich utwory Krzysztofa Pendereckiego. Następująca po niej "Concealed Among the Roots And Soil", choć utrzymana w konwencji ekstremalnego funeral doom metalu, wydaje się pobrzmiewać przyjemnie i można by przyrównać te dwa utwory jak by po NADJI włączyć na przykład TRIPTYKON czy wczesny SAMAEL. "Perigaea Antahkarana" nie jest pozycją łatwą w odbiorze, ale dla koneserów powolnego, dusznego i transowego grania może się okazać rzeczą obowiązkową na kilka kolejnych miesięcy.

ocena:  7,5/ 10

wolvserpent.com


www.myspace.com/wolvserpents


wolvserpent.bandcamp.com


www.facebook.com/wolvserpent


www.relapse.com


autor: Diovis



<<<---powrót