| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DIORAMIC

"Technicolor"

Lifeforce Records & Mystic Production (CD 2010) 

No proszę... Dopiero co przywitaliśmy nowy, ostatni w tej dekadzie rok, a już zostałem uraczonym świeżutkim debiutem naprawdę obiecującego zespołu. Zespół to nie byle jaki, bo pochodzące zza niemieckiej granicy trio oferuje kawał szalenie ekspresyjnego grania. Grupa DIORAMIC w składzie: Arkadi Zaslavski (gitara, wokal), Jochen Muller (bas, wokal), Anton Zaslavski (perkusja) przywitała nowy rok z albumem, który z powodzeniem może wywalczyć swoim autorom pierwsze miejsce w kategorii "debiut roku". Rzecz zwie się "Technicolor" i zamyka w sobie prawdziwy kosmos muzycznej przygody. Jak dowiadujemy się z oficjalnego profilu - muzycy nienawidzą być klasyfikowani i nie moja w tym rola, by do jakiejś ciasnej szufladki ich upychać. Wypadałoby jednak przybliżyć choć pobieżnie z jakim stylem grania w ich przypadku się spotkałem. Otóż, od pierwszych dźwięków wyraźnie słychać, że punktem wyjścia są dla grupy brzmienia metalcorowe. Już w otwierającym album "Ghost In the Machine" czuć nielichy ciężar, równoważony tu i ówdzie ujmującymi melodiami. Mogę się założyć, że przeczytawszy powyższe, wyobrażacie sobie muzykę DIORAMIC jako tyleż modne, co i nudne i bezpieczne, ciągnące się niczym mdły kisiel granie, które z czystym sercem można zobrazować schematem: brutal zwrotka + growling / soft melodic refren + czysty wokal. Wiadomo bowiem, że gdzie metalcore spotyka ładne melodie, tam zazwyczaj, choć oczywiście nie zawsze, robi się dość sztampowo. Jednak nie w tym wypadku. Tutaj mamy do czynienia z graniem na wskroś awangardowym, mocno połamanym rytmicznie, absolutnie wielopłaszczyznowym i niezwykle eklektycznym, co sprawia, że niewiele w nim banału. Widać, że twórczość realizowana pod szyldami takimi, jak THE DILLINGER ESCAPE PLAN, MASTODON, EPHEL DUATH czy THE MARS VOLTA nie jest chłopakom obca. Jeśli już spotykamy wyraźnie zarysowane linie melodyczne, to są to raczej rzeczy mocno melancholijne, jakie cechują twórczość choćby OPETH, jeśli miałbym koniecznie do czegoś porównać. Tak więc lukier z głośników się tu raczej nie sączy. We wspomnianym "Ghost In the Machine" witają nas tłuste riffy, a subtelne wyciszenie, które z nich wypływa przechodzi następnie w melo - blackmetalową zagrywkę. Podbitą dobrze osadzonym basem, spotęgowaną growlingiem. W kolejnym na płycie "Black Screen Goodbye" jest jeszcze bardziej intrygująco. Zapętlone partie wioseł idą tu łeb w łeb z połamanym rytmem. Z tego wszystkiego wynika rockowy, atmosferyczny wręcz fragment, który może podobać się zarówno fanom MUSE, jak i PLACEBO. Ale co to... kilka sekund później znów rozpierdalamy rytmikę i pętlimy ślady gitar... Jest nowatorsko, z pomysłem, a miejscami wręcz psychodelicznie, lecz słychać w tym wszystkim wyraźną metodę i to, że owy materiał nie jest w żadnym wypadku wynikiem chłodnej kalkulacji pod tytułem: "chłopaki, zagrajmy coś dziwnego". Wspomniany styl grania jest więc dla panów z DIORAMIC zaledwie pretekstem, sposobem na pokazanie swego potencjału. Punktem, z którego wyprowadzają oni dalsze muzyczne poszukiwania. Dość owocne z resztą, bo gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi, wydawałoby się, sprawdzonymi patentami możemy odnaleźć coś, co ze spokojem nazwać można tożsamością zespołu. Bo o ile u takiego DILLINGERA, na konkretną melodię musieliśmy czekać nierzadko kilkanaście, czasem nawet kilkadziesiąt minut, o tyle tutaj cieszymy się nią właściwie na każdym kroku. Nawet to, co z pozoru zadziorne i "nieładne", oswojone po kilku przesłuchaniach, odsłania zupełnie nowe oblicze i sprawia, że w hałaśliwych, wydawałoby się partiach, doszukujemy się prawdziwego piękna. Eksperymentowanie ze środkami muzycznego wyrazu wydaje się tu nie mieć końca. Interesujący jest sposób, w jaki w "Arms of Posejdon" wykorzystali pewne zapożyczenie. Numer ten otwiera bowiem motyw wyraźnie zaczerpnięty z chorusu "Kings of the Carnival Creation" z "Puritanical'a" DIMMU BORGIR. No, chyba, że ... nie, no bez jaj... Nie wierzę, że te dwa patenty mogły powstać niezależnie. A jeśli już, to chyba cudem. Nieco "zagięta" linia melodyczna i fragmentarne wykorzystanie tej partii w dalszej części utworu sprawia jednak, że zamiast ganić DIORAMIC za zżynanie od innych, chwalimy ich za pomysłowość. Czy jest coś, na co ci trzej artyści powinni w moim odczuciu poświęcić nieco więcej czasu? Cóż... może na nieco bardziej wytężone poszukiwanie swego własnego stylu, może na dokręcenie brzmienia... nie wiem, ciężko wysuwać poważne zarzuty. Głupio mi się również czepiać, lecz myślę, że jeśli dwa powyższe podpunkty zostaną odfajkowane (choć nic tu większej korekty nie wymaga), każdy kto usłyszy ich muzykę, z miejsca zacznie się z nimi całkiem poważnie liczyć. Korci mnie niezmiernie, by wystawić im wyższą notę, ale coś mi się zdaje, że warto odłożyć ją na następcę "Technicolor", albowiem słychać potencjał, który nie powinien pozwolić kapeli spocząć na laurach.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/dioramic


www.alternative2punk.net/2010/01/dioramic-technicolor-advance.html


www.lifeforcerecords.com


autor: Kępol



<<<---powrót