| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DEADLY CIRCUS FIRE

"The King And the Bishop"

własna produkcja zespołu (CD 2012) 

Jako miejsce pochodzenia kwartetu o nazwie DEADLY CIRCUS FIRE podaje się Londyn, choć założyli ją imigranci z Włoch (gitarzysta Save Addario) oraz z Irlandii (perkusista Paul Igoe), a miało to miejsce w roku 2009. Basista Mike Enort oraz wokalista Adam Grant uzupełnili skład, który najpierw zarejestrował tytułowe EP, a później poszedł na całość z pełnym metrażowo debiutem. "The King And the Bishop" promują na YouTubie wideoklipy nakręcone do powoli, nieco post rockowo rozkręcającego się, utworu "The Light Within" oraz zdecydowanie żywszego "Her Epitaph", dające pewne pojęcie o tym co i jak zespół gra, choć powyższego tematu na pewno nie wyczerpujące. DEADLY CIRCUS FIRE należy bowiem do tej grupy kapel, w których muzyce świetnie słychać czyje krążki obracają się w odtwarzaczach ich członków, ale których twórczość absolutnie nie trąci ani schematem, ani brakiem polotu, ani jakkolwiek pojętą nieudolnością. No, może tylko "In the Kingdom of Flies" jest tak chamsko skalkowany z opethowskiego "Patterns In the Ivy", że z czystym sumieniem można by go nazwać wariacją na temat tamtego gdyby tylko uzyskanie owej alternatywy nie sprowadzało się do aż nazbyt kosmetycznych zabiegów w obrębie wykonania czy aranżu. Nie wiem co im odbiło z tym bzdurnym instrumentalnym przekładańcem, skoro cała reszta materiału broni się jako rzecz na poziomie doprawdy niebagatelnym. Gdybym tak chciał porównać ich do jakiegoś jednego, konkretnego zespołu - co wcale nie jest takie proste - byłby to chyba raczej SPELLBOUND DAZZLE. Nie dlatego, że grają tak jak oni, ale raczej dlatego, że w kwestii łączenia melodyjnego metalcore'u z muzyką progresywną są podobnie nieobliczalni. "The King And the Bishop" to ciężkie, chwytliwe, acz na wskroś nowoczesne granie, bo nawet gdy skręcają w stronę tzw. ekstremy, czy ocierają się o nią, brzmią bardziej jak GOJIRA czy DEVIN TOWNSEND na najszybszych i najagresywniejszych sygnowanych swym rozpoznawalnym nazwiskiem płytach niż ktokolwiek inny. Takie rzeczy potrafią dziać się już w otwierającym "Through the Soil" czy też kolejnych numerach, w których grupa balansuje pomiędzy najróżniejszymi opcjami rytmicznymi, aranżacyjnymi czy emocjonalnymi. Szalenie podoba mi się rodzaj przebojowości, z jaką DEADLY CIRCUS FIRE gra. TOOL to nazwa, jakiej nie może wręcz zabraknąć gdy mowa o inspiracjach wcześniej wspomnianego aktu i to chyba właśnie takim krążkom jak genialny "Lateralus" zawdzięcza on tę charakterystyczną, nostalgiczną melodyjność. Czysta melancholia leje się z głośników całymi wiadrami zawsze wtedy gdy nie tryskają z nich kaskady perfekcyjnie dociętych, technical core'owych śrutów, a niekiedy, jak ma to miejsce w kapitalnym "Threnody" - również wtedy, gdy właśnie tak się dzieje. Tak samo jak wokal zręcznie przeskakuje między wkurzonym screamingiem a czystym, natchnionym śpiewem, tak i każdy inny instrument pięknie odnajduje się w kolejnych odcieniach palety uczuć, jakich jest mediatorem. Warto pochwalić ich również za to, że postawili na całkiem profesjonalną produkcję. Po odbyciu nagrań w londyńskim MTR Studios, pod nadzorem Phila Kinmana nagrania powędrowały do nowojorskiego Sterling Soumd, gdzie Ted Jensen (METALLICA, AC/DC, BEHEMOTH) pochylił swą doświadczoną głowę nad ich masteringiem, ale to naprawdę nie pikantne nazwiska świadczą o zawodowej robocie, jaką w tym zakresie odwalono. "The King and the Bishop" można spokojnie zarekomendować wszystkim fanom DEFTONES, KLONE, DEMIANS, LEPROUS, czy nawet naszej polskiej COMY.

ocena:  8,5/ 10

www.deadlycircusfire.com


en.wikipedia.org/wiki/Deadly_Circus_Fire


www.facebook.com/deadlycircusfire


autor: Kępol



<<<---powrót