| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

RED FANG

"Whales And Leeches"

Relapse Records (CD 2013) 

Rycerska zbroja z puszek po piwie ("Prehistoric Dog"), samochodowa demolka m.in. kartonów mleka ("Wires") czy zombie spijający ludziom wszystek złocisty trunek ("Blood Like Cream") w teledyskach z udziałem aktorów komediowych (choćby Fred Armisen w ostatnim wspomnianym)? Sygnowany logiem kapeli browar? Gra wideo polegająca na żłopaniu piwska? To musi być amerykański RED FANG! Współpraca z realizatorem teledysków Whiteyem McConnaughy'em, który sprawił, że podczas obcowania z ich soczystym czadem z pogranicza hard i stoner rocka można nacieszyć nie tylko ucho, z całą pewnością wiele im ułatwiła, choć nawet najlepszy i najlepiej dobrany teledysk nigdy wprawnym słuchaczom nie przesłoni muzycznej mizeroty, której nabywcy tak poprzednich krążków grupy jak i najnowszego "Whales And Leeches" obawiać się nie muszą. Inną sprawą jest przekaz podskórny utworów RED FANG, gdyż dobra zabawa podczas kręcenia teledysków wcale nie oznacza, że dany zespół nie ma nic ważnego do powiedzenia, o czym uważni Czytelnicy Mrocznej Strefy, a tym bardziej już fani formacji wiedzieć cokolwiek powinni. Nad "Whales And Leeches" zespół współpracował z duetem Chris Funk (produkcja) - Vance Powell (miks), czyli z tymi samymi ludźmi, którzy mając za sobą współpracę choćby z DECEMBERISTS, bądź też - jak w przypadku tego drugiego pana - THE WHITE STRIPES, KINGS OF LEON, zajmowali się realizacją nagrań poprzedniej dużej ich płyty pod tytułem "Murder the Mountains". Mimo silnie wyczuwalnej nutki psychodelicznej w niektórych swoich utworach (solówka w "1516", sunące w wolnych tempach "Dawn Rising" i "Failure"), muzycznymi wizjonerami RED FANG raczej nie byli i chyba już nie będą, stąd wszyscy ci, którzy znają ich z poprzednich płyt nie powinni spodziewać się większego zaskoczenia sięgając po "Whales And Leeches". Pomijając już fakt, że dla niektórych odbiorców będzie to bardziej zaletą niż wadą, mimo wszystko i koniec końców największe znaczenie ma to 'jak', a nie 'co' dany zespół gra. A musicie wiedzieć, że zdaniem niżej podpisanego RED FANG gra wręcz znakomicie! Ich pachnąca riffami Tony'ego Iommi'ego muzyka, oprócz oczywistego targetu nabywczego wśród fanów BLACK SABBATH może przecież z powodzeniem znaleźć entuzjastów wśród miłośników choćby ELECTRIC WIZARD bądź KYUSS, ale z drugiej strony i MASTODON, BARONESS czy RIVAL SONS. Zespół pnie się coraz wyżej w podsumowaniach sprzedaży płyt czy innych branżowych plebiscytach, a i na forach portali poświęconych muzyce szlachetnej trochę na ich temat zaczęło się już mówić. I jak tu się nie cieszyć, gdy prezentowane przez nich utwory to fantastyczne exemplum tego, jak zagrać rasowo, z przysłowiowym jajem, piachem i brudem tam gdzie trzeba, ale z drugiej strony w pełni klarownie, czytelnie i bez nieprzyjemnego wrażenia amatorki. ocena: 8/10

ocena:  8/ 10

www.relapse.com/label/artist/red-fang.html


www.metal-archives.com/bands/Red_Fang/96000


redfang.bandcamp.com/


www.facebook.com/redfangband


myspace.com/redfangpdx


www.reverbnation.com/redfang


autor: Kępol



<<<---powrót