| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SACRIFICIUM

"Prey For Your Gods"

Whirlwind Records (CD 2013) 

"Prey For Your Gods" - trzeci album studyjny w ponad dwudziestoletniej karierze niemieckiego SACRIFICIUM zalicza kolejną już rundę pod moim czytnikiem. Miotające się między stylistyką brutalnego a tego bardziej szwedzko-melodyjnego death metalu (choćby "Shallow Beauty") utwory mijają jeden po drugim. W głowie zostaje bardzo niewiele poza nasilającym się z każdą chwilą poczuciem bezpowrotnie zmarnowanego czasu. Jest w niej jednak coś jeszcze. Pojawia się w niej ostatnio coraz wyraźniejsza myśl o roli, jaką w szeroko pojętym świecie muzyki powinien spełnić recenzent. Jak minimalnego zasięgu czy znaczenia nie miałaby ta moja, utwierdzam się ostatnio w przekonaniu, że stwierdzenie jakoby litość była domeną słabych, świetnie sprawdzić się może na gruncie krytyki muzycznej. Cóż dobrego przyjdzie komukolwiek z tego, że wystawię nowej płycie SACRIFICIUM pozytywną ocenę? Zespół utwardzi się w przekonaniu, że wszystko jest w porządku i niczego nie należy zmieniać. Członkowie kapel, które rzeczywiście na taką notę zasłużyły pomyślą zapewne, że coś jest z nimi nie tak, a słuchacz, który przeglądając webziny stara się wyłowić coś ciekawego spoza nuclearblastowo-roadrunnerowych standardów, nabierze przekonania, że warto włączyć tubę, wrzucić w nią nazwę SACRIFICIUM i stracić - i to w najlepszym wypadku - cztery minuty cennego czasu na odsłuchanie choćby jednego utworu tej mizernie grającej ekipy. Podczas pierwszego z brzegu "Contradiction of a Depressed Void" można mieć jeszcze jakąś nadzieję na cokolwiek dobrego, bo mocno wyczuwalny duch MORBID ANGEL z najlepszych lat pozwala oczekiwać krążka choćby w udany sposób kopiującego dokonania tamtej brygady, choć tak sumie, jeszcze przed jego końcem dochodzi do mnie, że coś tu jednak nie gra. I nie chodzi wcale o to, że goście nie umieją grać, że słychać tanią produkcję, czy brakuje tu teoretycznie ciekawszych momentów, bo od tej strony, mimo, że "Prey For Your Gods" od szału jest daleki, jakoś to wszystko klei się do kupy. Już w pierwszym, wspomnianym utworze mamy nawet efektownie umiejscowioną samotną grę sekcji rytmicznej i gdzieś po drodze, gdy SACRIFICIUM nie przestaje brzmieć tak, jakby najbardziej odgrzewane z najsilniej autoplagiatowanych przez VADER pomysłów (nawet początek lecącego teraz "The Fallen Ones") były dla nich niewyczerpaną matrycą taki czy inny aranżacyjny niuans raz na przysłowiowy ruski rok zwróci na siebie uwagę. Chcąc skrupulatnie do sprawy podejść nie mogę o tym zapomnieć, ale cóż mi po tym? Nergal od wielu już lat przyznaje, że mimo uprawianej przez siebie muzycznej ekstremy daleki jest od zachwytu muzyką miażdżącej większości nazw, którym z BEHEMOTH podobną przegródkę stylistyczną przyszło dzielić. Facet lubi sobie potupać nogą przy Johnnym Cashu czy innym TURBONEGRO pompując sobie pozytywną energię do żył zamiast, słuchając kolejnego śmiecionośnego (tu bez literówki) badziewia zastanawiać się z kim wszystko jest ok., a z kim nie i naprawdę, bez jaj - przestaję się mu dziwić. Poziom naiwności, jaki powoli osiąga scena muzyki deathmetalowej czy blackmetalowej nieustannie rośnie. Za instrumenty chwytają ludzie, którym się wydaje, że jeśli kochają takie granie i potrafią opanować jakąś podstawową, wpisującą się w obecne standardy, technikę gry, to już mogą się ogłaszać, że szukają zespołu, albo zakładać takowy z kumplami z podstawówki czy liceum. Periodyki nie wyrabiają z recenzowaniem płyt, że o wywiadach nie wspominam. Nikt z żywych, choćby gacie za przeproszeniem zanieczyścił, nie ogarnia już tego czym metalowa scena obecnie jest. W niedalekiej przyszłości odbiorcy i muzycy będą, jak tak dalej pójdzie, tymi samymi ludźmi, a za granie wciąż biorą się tacy, którzy wziąwszy do ręki akustyczne pudło nie potrafiliby napisać jednej, przeklętej piosenki! Może odnalezienie w muzyce TEGO CZEGOŚ, jest po prostu kwestią subiektywną, ale nie jestem przecież w wyciąganiu podobnych wniosków odosobniony. Może jestem naiwny, ale wydaje mi się, że nagrywając płytę ktoś powinien zadać sobie pytanie: po co? Nie potrafię zmusić się do wiary, że panowie z SACRIFICIUM przeżywają jeden orgazm po drugim wałkując te swoje kawałki. Jeszcze gorzej idzie mi, gdy próbuję sobie wyobrazić, że którykolwiek z odbiorców może poczuć adrenalinę słuchając "Prey For Your Gods". Na temat przekazu jakichkolwiek treści, umiejętnym użyciu środków twórczego wyrazu, czy jakiejkolwiek sztuki wyższej nie ma natomiast w tym wypadku nawet co rozmawiać, bo to tak, jakby panią z warzywniaka (z całym szacunkiem oczywiście) zapytać o opinię na temat ewentualnych technik kolonizacji Marsa. SACRIFICIUM sygnuje kolejną, byle jaką płytę, jakiej powiedzieć należy stanowcze 'nie'!

ocena:  2/ 10

www.facebook.com/SacrificiumOfficial


www.sacrificium.com


www.myspace.com/sacrificiummetal


www.whirlwind-records.com


autor: Kępol



<<<---powrót