| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WHEN THE DEADBOLT BREAKS

"Drifting Towards the Edge of the Earth"

Ear One Productions (2 CD 2013) 

Jeśli komuś tęskno za takim doom/death metalem, jaki pojawił się na legendarnych już, wczesnych wydawnictwach MY DYING BRIDE oraz na kilku pozycjach co lepszych grup idących w ślad słynnych Brytoli, to oczywiście znajdzie ostatnimi czasy sporo tego typu stuffu. Jeśli jednak ktoś poszukuje rzeczy wręcz dosłownie nawiązujących do klimatu tamtych czasów i brakuje mu tego typu dźwięków, to może śmiało sięgnąć po trzeci album amerykańskiego WHEN THE DEADBOLT BREAKS. To istne kompendium doom/death metalu (i jak się sami przekonacie - nie tylko), który brzmi tutaj odpowiednio brudno, ciężko i mrocznie, a przy tym nie zatrzymuje się na temacie wokółbrajdowskim, choć słuchając otwierającego pierwszy krążek tego wydawnictwa (tak, są to dwie płyty!) "The Woods Are Full of Killers" można mieć wrażenie, że oto przed nami takie granie, które będzie nam towarzyszyć do samego końca. Nic bardziej mylnego, bowiem brygada z Lebanon w stanie Connecticut w drugim numerze o tytule "The Scavenger's Daughter" nieco przyśpiesza i garściami czerpie z dokonań starego, dobrego BLACK SABBATH, wzbogacając typowe dla Mistrzów motywy o sludge'owe, bagniste brzmienia i to co było najbardziej odrażające na "As the Flowers Withers" Brajdów. Jeśli ktoś nie pamięta o co chodzi, to niech sobie lepiej odświeży tę płytę i zaczai o co mi chodzi. WHEN THE DEADBOLT BREAKS uwielbia wręcz te nawiązania do przeszłości, ale słucha się tego z zapartym tchem, co w przypadku gigantycznej, dwupłytowej formy jest dla nich zbawieniem, a nie przekleństwem. Ciemna strona doom/death/sludge metalu pojawia się ponownie w "Sleeps In Burning Hills", który mocno przetrąca nerwy słuchacza przesterowanym brzmieniem gitar i basu, wrzaskliwym wokalem i opętańczym klimatem, ale w pewnym momencie zaskakuje zdołowanym, tylko pozornie spokojnym motywem w stylu JOY DIVISION, na którym buduje całą długą końcówkę tego ponad 11-minutowego numeru, a ostatnie kilkadziesiąt sekund to odgłosy burzy. Motyw niby znany z wielu innych płyt, lecz tutaj wpasowuje się wręcz idealnie. "Too Much Perfection Is a Mistake" to instrumentalny temat utrzymany w melancholijno - post-rockowej konwencji, a "California Comes the Rain" może kojarzyć się, przynajmniej na początku, z TYPE O NEGATIVE (specyficznie budowany klimat i wokal), ale później robi się już zdecydowanie bardziej negatywnie i szorstko. W tym momencie należy się jedno - jak by na przekór temu o czym było przed chwilą - pozytywne zdanie na temat wokalisty WHEN THE DEADBOLT BREAKS, bowiem Aaron (cóż za zbieżność imion z frontmanem MDB!) Lewis dobrze wypada, gdy drze japę, growluje, ale i coś w rodzaju śpiewu też z siebie wydaje i to w niezłym stylu. A co z pozostałymi utworami z pierwszej płyty? "GunSwallower" dewastuje ciężarem i niedbałym wokalem, ale i melodyką, a w końcówce niespodziewanie zdarza się im bardzo przyśpieszyć, "Hide the Bodies From God" to odpowiednio dozowana motoryka i klimatyczne motywy z pojawiającym się po raz pierwszy na płycie pianinem, zaś "We Are the Wolves" to dziki i nasycony psychodelią z lat 70-ych numer. Jak komuś mało tej 70-minutowej dawki muzy WTDB, to pozostaje jeszcze dysk numer 2, na którym muzycy rzucili się na szerokie wody, bowiem zmierzyli się z formą suity. "My Coffin Is Loaded With Sand And Fire" to podzielona na pięć części kompozycja, jednak nie można jej określić jako progresywną, na co by wskazywały wszelkie przesłanki. Za to dużo tutaj dźwięków z kręgu sludge, stoner, psychodelic i hard rocka, co zostało przez te niespełna 52 minuty rozkręcone i rozbuchane na maksa, a brudne, naturalne brzmienie tej części materiału tylko to potwierdza. Zwłaszcza trzecia część to improwizacja na główny temat i odjazd na miarę wczesnego PINK FLOYD, a żeńskie wokale brzmią jak w sennym transie i trochę to brzmi jak na epkach ANATHEMY z pierwszych lat ich działalności. Żeńskie wokale są również w centrum mocno akcentującej wręcz bluesowe korzenie czwartej odsłony tego utworu, a orientalnie brzmiące zaśpiewy w ostatniej części świetnie korelują z hałaśliwym i mocno improwizowanych graniem pozostałych muzyków. Przyznam szczerze, że WHEN THE DEADBOLT BREAKS mocno mnie zadziwiło mnie tą płytą i dowiodło, że nawet w obecnych czasach można stworzyć kawał ambitnej muzy na wiele przesłuchań i na niejedno odkrywanie coraz to nowych detali, czego jakby nie spodziewałem się po początkowych kilkunastu minutach.

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/pages/When-the-Deadbolt-Breaks/181287835243416


www.myspace.com/whenthedeadboltbreaks


www.reverbnation.com/whenthedeadboltbreaks


www.earoneproductions.com


www.facebook.com/earoneproductions


autor: Diovis



<<<---powrót