| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SWANS

?To Be Kind?

Mute Records (2 CD 2014) 

Odkąd sięgam pamięcią, SWANS gra w swojej lidze i nie oglądając się na innych konsekwentnie idzie do przodu, mimo że zdarzyło im się odejść w niebyt na ponad dekadę (przypomnę, że grupa funkcjonuje od 1982 roku). Zresztą przypominają w tym swoich kolegów nagrywających dla tego samego wydawcy (Mute Records) - LAIBACH, choć muzycznie oczywiście różnice są ogromne. Ci, którzy mieli okazję zobaczyć na przykład koncert Michaela Giry i jego kompanii na organizowanym przez Artura Rojka Off Festival w 2013 roku, wiedzą, że SWANS podąża drogą muzyki niełatwej, porażającej i często przerażającej, która odnosi się w równej mierze do mrocznej strony rocka, jak i szeroko pojętej awangardy. ?To Be Kind? jest czymś w rodzaju podsumowania ostatnich kilkunastu miesięcy wędrówki tego bandu po świecie i wspomniani świadkowie występu Amerykanów na katowickim festiwalu mieli szansę poznać część tego materiału w wersji koncertowej. Bo tym razem gro materiałów powstawało właśnie ?na żywo? i po powrocie z trasy wszystkie te pomysły zostały zebrane, dopracowane i zarejestrowane w Sonic Ranch Studio w okolicach El Paso w Teksasie. Z tego wyłonił się dwupłytowy gigant, który otwiera genialnie transowy ?Screen Shot?, a ten utwór okazuje się mimo wszystko jednym z najłatwiej przyswajalnych fragmentów ?To Be Kind?. Z niego można ?wyczytać? skąd brało inspiracje MINISTRY, a jeśli dodać do tego umiejętność zbudowania tak intrygującego utworu na prostym, acz skutecznym motywie basu i gitar, to nic, tylko przyklasnąć i poddać się dalszej części tej płyty. A jest czego słuchać! Mrok sączy się w powoli rozwijającym się ?Just a Little Boy (For Chester Burnett)?, ale to tylko przystawka do świetnie skonstruowanej kompozycji, opartej na jazzującej sekcji rytmicznej, szalejących i uspokajających się przed kolejnym atakiem partiach gitar i teatralnych wokalach Giry. To istne połączenie wątków z twórczości Davida Sylviana i KING CRIMSON, a ja dodałbym tu od siebie jeszcze pokrętne użycie typowo amerykańskich wątków z historii muzyki i klimaty zbliżone do (sic!) doom/black metalu. Jeszcze więcej crimsonowskiego podejścia do muzycznej materii odnajdujemy w dość przekornym ?A Little God In My Hands?, który spodoba się też fanom różnych projektów Mike?a Pattona z FAITH NO MORE i tych, co chcieliby, żeby MARYLIN MANSON nie był tak ?piosenkowy?. Nietypowo wykorzystane dęciaki i elektronika w końcówce zapowiadają już istne muzyczne inferno jednej z ważniejszych kompozycji na tym albumie, czyli ?Bring the Sun / Toussaint L'Ouverture?. To 34 minuty i 5 sekund dźwięków rozłożonych gdzieś między apokaliptycznym, rytualnym metalem i rockową psychodelią (końcówka to wczesny PINK FLOYD) a muzyką współczesną i równocześnie swoiste studium opętania oraz rozpadu osobowości. Tak odbieram to ja i polecam odczucie tego na własnej skórze i wyciągnięcie z tego swoich wniosków. W każdym razie dramaturgia i rozłożenie akcentów w tym kolosie są po prostu wyśmienite. Po takich doznaniach, pięciominutowe ?Some Things We Do? wydaje się, mimo mrocznej aury, ukojeniem i wyciszeniem. A to dopiero koniec pierwszego dysku i SWANS nie zamierza spuszczać z tonu, bowiem już otwierający płytę nr 2 ?She Loves Us? to tylko w pierwszej swojej fazie utwór nabijany marszowym rytmem, a potem wszystko wraca do SWANS?owskiej normy, co oznacza, że szamańsko - nawiedzony kierunek jest utrzymany i wielu będzie miało problem na przykład z interpretacją wręcz powtarzanego zaśpiewu ?alleluja? w drugiej części tego utworu? ?Kirsten Supine? to ?kraina łagodności? w pre-gotyckim stylu, bez popadania w sentymentalizm, za to z dużą dozą niepokoju i dreszczów na plecach, ale nie jest tak do końca i radzę samemu sprawdzić. Agresywny, diaboliczny i pełen dysonansów ?Oxygen? pokazuje, że drzemią jeszcze w SWANS pokłady buntu i rebelii, z kolei ?Nathalie Neal? czaruje bogactwem brzmień, pomysłów i rozwiązań, dalekim od typowych rozwiązań w muzyce rockowej czy ogólnie rzecz biorąc popularnej. Spokojna końcówka jest bardziej horrorystyczna od najbardziej dramaturgicznych soundtracków powstających do tego rodzaju filmów. Zamykający całość numer tytułowy to równie intrygująca coda podsumowująca tę niezwykłą symfonię silnych emocji, a dominacja klawiszy z początkowej fazy z czasem zamienia się w kakofoniczne eksplozje nawiązujące do dzieł Krzysztofa Pendereckiego.
Radzę być ostrożnym przy słuchaniu tego dwupłytowca, bowiem wzmaga on pewne negatywne emocje, a jego niezrozumiałość przez osoby nie obyte ze SWANS może doprowadzić również do stanów najogólniej rzecz biorąc innych, co nie zmienia postaci rzeczy, że to ARCYDZIEŁO w czystej postaci i dla mnie osobiście jedna z najważniejszych płyt 2014 roku.       
 

ocena:  10/ 10

swans.pair.com


www.facebook.com/SwansOfficial


mute.com


autor: Diovis



<<<---powrót