| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

THE SIGN OF THE SOUTHERN CROSS

"Of Mountains And Moonshine"

Season Of Mist Records (CD 2009) 

Niestety, pisanie recenzji, a raczej słuchanie pewnych płyt nie zawsze jest przyjemne, ale wtedy odruchy wymiotne trzeba zastąpić... śmiechem. W przypadku pierwszej płyty tej pochodzącej z Południowej Karoliny kapeli, tak właśnie musiałem zrobić. Po co się denerwować, jeśli może być śmiesznie? To wydawnictwo ma w sobie tyle oryginalności, co torebka Diora z Chin kupiona na tureckim bazarku. To nawet nie kalka, ta przynajmniej lekko zniekształca. To wykonana pod mikroskopem neutronowym wierna kopii... PANTERY.

Kapela jest dość młoda stażem i działa od 2006 roku, natomiast swój image próbuje budować poprzez symbolikę i ogólne uwielbienie południowych stanów USA, jednocześnie zaprzeczając jakimkolwiek ukierunkowaniom o charakterze rasistowskim lub temu podobnym. Tu ich rozumiem, ale niestety częste wykorzystanie flagi stanów południowych z okresu Wojny Secesyjnej może dla wielu nieprzyjemnie się kojarzyć. To jednak pomijam, ponieważ jest to kwestia marginalna... chociaż o wiele ciekawsza od muzyki zespołu.

Seth Uldricks, wokalista THE SIGN OF THE SOUTHERN CROSS, otwarcie przyznaje się do pewnego uwielbienia jakim darzy PANTERĘ, ale Panowie, bez przesady. Jego vokal to wierna kopia Phila Anselmo i nie chodzi tu jedynie o barwę głosu, ale również melodykę, styl śpiewania, szybkość partii. Szkoda, ponieważ walory głosowe, jakimi dysponuje, mógłby spokojnie wykorzystać inaczej, przez co cały zespół na pewno zyskałby na oryginalności. A tu przysłowiowa dupa. Od pierwszej do ostatniej sekundy tej płyty mamy do czynienia z podróbą PANTERY, zarówno pod względem wokali, jak też muzyki. Chwilami Uldricks zapędza się głosowo w inne rejony, ale również wtedy brzmi jak wczesny Chris Cornell lub Layne Staley. Dziwne, ale te porównania nasuwają się automatycznie. Możliwe, że właśnie na tym ekipa THE SIGN OF THE SOUTHERN CROSS oprzeć chce karierę, moim zdaniem jednak nie tędy droga. W sumie wytwórnia znalazła się dość szybko, więc coś w tym musi być. No tak, nie mamy pod skrzydłami oryginału, ale możemy mieć wierną kopię. Też dobrze.

Tego typu recenzje pisze się dość ciężko, ponieważ wszystko zawarłem w pierwszych kilku zdaniach. Mamy gitary i perkusję bez żadnego odbiegania od normy, czyli średnie tempo a la PANTERA gdzieś z okresu "Vulgar Display of Power". Mamy vokale a la Phil Anselmo z delikatnymi grungowymi wstawkami. Do tego dodajemy określenie południowy rock + metal i mamy dokładny opis kapeli i płyty.

Osoby, dla których PANTERA jest zespołem kultowym i jedynym w swoim rodzaju mogą to wydawnictwo odebrać dwojako. Albo jako próbę podrobienia muzyki zespołu, który od zawsze, zarówno pod względem brzmienia, kompozycji, jak i przede wszystkim wokalu uchodził za jeden z najbardziej charakterystycznych na scenie metalowej, tym samym jako czyn niedopuszczalny, albo jako hołd złożony mistrzom gatunku, czyli działanie zasługujące na pochwałę. Osobiście takich zabiegów nie popieram, ponieważ nie wnoszą absolutnie nic nowego dla sceny, a oryginał jest zawsze tylko jeden.

ocena:  3/ 10

www.myspace.com/southerncrossband


www.season-of-mist.com


autor: "13"



<<<---powrót