| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DRUDKH

"Blood In Our Wells"

Season Of Mist Records (CD 2006 - 2010) 

To, że większość wytwórni płytowych (nawet tych podziemnych) musi się czasami wspierać choćby okazjonalnymi zabiegami marketingowymi - nie stanowi właściwie żadnego nowum. Ale co skłoniło francuską Season Of Mist do wydania powyższej reedycji - naprawdę nie wiem. Gatunek muzyczny zwany black metalem swe najlepsze lata ma już raczej za sobą i nie bardzo chce mi się uwierzyć w to, że całe legiony fanów ukraińskiej hordy dobijając się pięściami do wrót wspomnianej instytucji, wznowienia "Blood In Our Wells" się domagały. Gdyby płyta ukazała się jakieś powiedzmy - dziesięć lat wcześniej (licząc od daty premiery) można by jeszcze pokusić się o stwierdzenie, że takie granie cokolwiek wniesie. Że napisanie, a już tym bardziej wydanie tych, nie licząc intro - pięciu ciągnących się niemiłosiernie utworów będzie można jeszcze jakoś usprawiedliwić. Utrzymany w wolnych i co najwyżej, w porywach - średnich tempach, oldschoolowy folk black metal, to w XXI wieku istny "styl - pułapka". Bo żeby bez żadnych potknięć, niedociągnięć i niedomagań takie rzemiosło (sztukę?) uprawiać, trzeba wykazać się naprawdę niebywałym mistrzostwem w kwestii budowania napięcia. Tym bardziej, że - jak już wspomniałem - zmian tempa tu niewiele. Co z tego, że już w pierwszym numerze - "Furrows of Gods" (nie licząc introdukcji) mamy i akustyczny przerywnik i nawet niezłą pracę bębnów pod koniec i nawet fajnie zaaranżowaną solówkę? Cóż z tego, że czwarty - ?Solitude? oferuje całkiem dobrą melodię i naprawdę zgrabne jak na ten gatunek riffy? Do tego jeszcze druga połowa "Eternity"... W ogólnym rozrachunku bardzo niewiele z tych wszystkich pozytywów wynika, albowiem płyta zwyczajnie nuży. Kwestię brzmienia i produkcji można by nawet pominąć, bo w wiadomej konwencji wcale o nagrywanie w najlepszych studiach nie chodzi, ale tego wręcz ciężko się słucha. Gitarowe riffy brzmią na tle klawiszy tak, jakby całość zarejestrowana była po prostu "w kanciapie u kumpla na starym kasprzaku". W dodatku przez cały czas słuchania płyty bliżej nieokreślony element sekcji rytmicznej się po prostu tłucze, a wszelkie dodatkowe ozdobniki są w to wszystko wplecione tak nieporadnie, że szkoda gadać. Zastanawiam się ostatnio, czy aby najlepszym utworem spłodzonym w ramach konwencji zwanej folk metalem nie jest czasem, wbrew pozorom "Trebraruna" z debiutu MOONSPELL... Trzeba się chyba będzie "zaleczyć" dźwiękami ostatniego DARKTHRONE... Płyta wyłącznie do mrocznej poduchy lub dla prawdziwie zatwardziałych maniaków konwencji. Szkoda niektórych momentów.

ocena:  4/ 10

www.myspace.com/drudkhofficial


www.season-of-mist.com


autor: Kępol



<<<---powrót