| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ECLECTIKA

"Dazzling Dawn"

Asylum Ruins Records (CD 2010) 

O francuskim metalu mówi się ostatnio głośno, choć nie z racji jakichkolwiek pierwszoligowych kapel. Jakoś nie szczęściło się nigdy temu krajowi pod tym względem i pozostawał raczej w cieniu Niemiec, Skandynawii czy USA. Trochę mnie to dziwi, bo ostatnimi czasy rzeczywiście sporo się tam dzieje. Weźmy choćby taką formację, jak ECLECTIKA. Kompletnie nieznany zespół, a może się cieszyć już drugim pełnym albumem. Co prawda Asylum Ruins Records pewnie nie ma i nie będzie miało w najbliższym czasie siły przebicia, by dotrzeć do fanów karmionych głównie przez duże koncerny płytowe, ale wiem, że wśród Czytelników i Czytelniczek naszych stron są tacy, co zaglądają pod powierzchnię i sobie to chwalą. ECLECTIKA może dotrzeć do tych, którzy lubują się w tradycyjnym black metalu podanym w nieco awangardowej, ekstrawaganckiej formie. Na starcie odpadnie kilku ortodoksów, bo są tutaj żeńskie wokale, które towarzyszą już raczej klasycznie skrzeczącemu wokaliście. Reszta jest już bliższa normalnej formule, ale pamiętajmy, że Francuzi nie są w większości skłonni, by kopiować norweskich lub szwedzkich kolegów. W muzyce na przykład takiego OTARGOS jest dużo więcej schizy i podobnie też jest z "Dazzling Dawn". W dużej mierze dzięki żeńskim popisom wokalnym Alexandry Lemoine, ale również przysługują się temu odbiegające od stereotypów utwory w całości lub ich fragmenty. Zaczyna się od czwartego na płycie "Les Démons Obsédants du Regret", który to kawałek jest na wpół balladowy, wyłącznie z kobiecym wokalem, symfonicznymi smaczkami i autentycznie hard rockową solówką na gitarze. Tu już nie ma śladów black metalu, lecz o dziwo taki prawie sześciominutowy odjazd wkomponowuje się w całość tego krążka. Warto w tym miejscu wspomnieć, że instrumenty obsługuje tylko jedna osoba - wszechstronny Sebastian Regnier. A dalej na płycie też dzieje się sporo i dość różnie. Następujący po wspomnianym nie-black'owym numerze "There is No Daylight In the Darkest Paradise" także zaczyna się spokojnie i klawiszowo, by potem popłynąć bardziej w prog-metalowe rzeźbienie. Kosmicznie i tajemniczo jest w instrumentalu "Experience 835", symfonicznie i epicko w "The Next Blue Exoplanet". Nie jest to może tak odważne, jak na przykład w wykonaniu ELEND, ale ubarwia ten album w pełnym tego słowa znaczeniu. Potem mamy powrót do black metalowych klimatów w "Marble Altar" i "Stockholm Syndrome", a na koniec 10-minutowy, apokaliptyczny i przejmujący "11 Corps Décharnés" w stylu nieco zbliżonym do tego, co robi MELEK-THA. W sumie więc wyborny materiał dla otwartych na wyrafinowaną muzykę słuchaczy.

ocena:  8/ 10

www.eclectika.fr


www.asylumruins.fr


autor: Diovis



<<<---powrót