| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

GREY WATERS

"Below the Ever Setting Sun"

Eisenwald Tonschmiede (MCD 2010) 

Nie chcę krakać, ale wygląda na to, że zacna szwedzka KATATONIA zaczyna mieć poważny problem. Bracia Cavanagh też powinni siąść przy kuflu piwa i w poważnej męskiej rozmowie trzeźwo skonstatować, że pomimo prawdziwej perełki w zanadrzu, jaką bez wątpienia jest "We're Here Because We're Here" znaleźli się właśnie pod ścianą. Że diabelnie wysoki poziom wypuszczanych już od lat krążków może, na chwilę obecną nie wystarczyć... Jak grom z jasnego nieba spadło na mnie EP raczkującego dopiero projektu muzyków grup AUSTERE i WOODS OF DESOLATION z krainy kangurów. To zadziwiające jak niewiele (w sensie ilości) wystarczy, by nazwa jakiegoś zespołu wyryła się człowiekowi w głowie złotymi zgłoskami. Cztery, tak naprawdę utwory (pierwszy "Prelude" to intro), trwające dwadzieścia jeden minut trzydzieści osiem sekund to jak się okazuje wystarczająco dużo, by po ich odsłuchaniu nic już nie było takie jak kiedyś. Wątpię bym pominął tę nazwę w jakiejkolwiek rozmowie na temat tego, co odkryte i piękne, wyłowione i błyszczy... Diovis musi darzyć mnie naprawdę wielką sympatią, skoro powierzył mi zaszczytną rolę wprowadzenia GREY WATERS w nowy, ponoć jak dla nich, wymiar świadomości polskich odbiorców. Jemu należą się w tym miejscu wielkie słowa uznania (nie pierwszy już zresztą raz) odnośnie zasług w odkrywaniu zespołów prawdziwie genialnych. Epka "Below the Ever Setting Sun" wspomnianego australijskiego duetu to rzecz nawiązująca swym klimatem do absolutnie najlepszego w twórczości KATATONII okresu, czyli płyt "Tonight's Decision" i przede wszystkim - miażdzącego "Last Fair Deal Gone Down". Mamy tu więc solidną porcję ciężkiego, klimatycznego rocka ze sporą dozą melodyjnych, chwytliwych w powiedzmy - depresyjny sposób partii gitary solowej, jakie, z kolei mogą znaleźć odniesienie do twórczości również wspomnianej ANATHEMY i które można jeszcze niekiedy skojarzyć z podobnymi, efektywnymi zagrywkami na instrumentalnym "Aura" naszych rodaków z TIDES FROM NEBULA. Nie ma sensu wymieniać tutaj konkretnych tytułów, albowiem każdy z tych czterech utworów to jednakowo przemyślane, jednakowo rozbrajające małe arcydzieło. Linie melodyczne to rzecz naprawdę najwyższej próby - od razu bowiem zwracają uwagę, zapadają w pamięć, a po kilkunastu nawet przesłuchaniach człowiek nie odczuwa ani przesytu, ani niesmaku i w tej akurat kwestii wyjątków tutaj brak. Wyróżniają się natomiast tak zwane smaczki, jak choćby gitarowe zwolnienie w "Say Goodbye", chóralne zaśpiewy utworu tytułowego, czy growle wykorzystane w ostatnim "Broken". Mimo iż jest to muzyka o charakterze mocno melancholijnym czuć tu bijącą z każdego jednego dźwięku, nieskrępowaną radość z grania. Gitarowe riffy tryskają wręcz energią, a wokal brzmi naprawdę świeżo i przekonująco. Zaskakujące, że GREY WATERS nie odkryli tu tak naprawdę nic nowego. Bawiąc się zapożyczeniami stworzyli rzecz bijącą rekordy poziomu muzycznej sztuki i naprawdę korci mnie i korci, by uhonorować ich najwyższym odznaczeniem. Jest to jednak jakby nie było mini-album, więc z tym akurat może się wstrzymajmy. Tymczasem bardzo, ale to naprawdę bardzo mocne dziewięć.

ocena:  9/ 10

blogs.myspace.com/greywatersband


www.eisenton.de/shop/


autor: Kępol



<<<---powrót