| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HORSEBACK

"The Invisible Mountain"

Relapse Records (MCD 2010) 

Nie tak łatwo się połapać w spisanej na ich profilu internetowym dyskografii, ale wychodzi na to, że epka "The Invisible Mountain" ma być wypuszczona w następstwie płyty długogrającej o tym samym tytule i poprzedzić ma zaplanowany na rok bieżący duży album studyjny "Forbidden Planet". Imponujące są za to: lista tak zwanych "wpływów", która swymi rozmiarami przyćmiła chyba wszystkie jak dotąd mnie znane, oraz wrzucone tam, gdzie winniśmy znaleźć notkę biograficzną, cytaty z wyjątkowo pochlebnych recenzji, których autorzy posądzają odpowiedzialnego za HORSEBACK, Jenksa Millera, o pchnięcie metalu w nieznane jak dotąd rejony. Skłamałbym gdybym wystukał na klawiaturze, że powyższe wydawnictwo odsłuchałem sobie zupełnie "bez szału", że "The Invisible Mountain" ani trochę mnie nie poruszyło. Nie można Millerowi zarzucić również tego, że zabrakło mu własnego patentu na granie, ale żeby od razu tyloma nazwami rzucać, żeby od razu jakiś osobny gatunek mu zaklepywać... no nie wiem. Nie chcę tu sprawy brutalnie upraszczać, ale w moich łypiących z boku oczach wygląda na to, że "The Invisible Mountain" to naprawdę niewiele więcej ponad post rockowy, NEUROSIS'owy transik ożeniony z oldschoolowym, black metalowym wokalem. Oczywiście już za sam ten pomysł należą się autorowi brawa - naprawdę ciekawy patent, który jeśli by puścić wodze wyobraźni - mógłby czymś na pewno dobrym zaowocować i w dużej mierze tak właśnie jest. Gitarki snują rozmyte dźwiękowe impresje (w końcówce "Invokation" kręci się fajne solo), perkusja "tłucze się" jak by sam Jason Roeder zasiadł za zestawem, a dźwięki ostatniego "Hatecloud Dissolving Into Nothing" mogą się kojarzyć z dokonaniami najlepszych przedstawicieli atmosferycznego rocka. Problem w tym niestety, że owe, przetworzone (o ile mnie słuch nie myli) black metalowe wokalizy nie koniecznie do tej sludgowo - drone'owej, psychodelicznej płaszczyzny, w takiej właśnie postaci pasują i kłaniają się tu chyba pewne niedociągnięcia natury czysto produkcyjnej, albowiem śpiew brzmi jak dla mnie zbyt matowo, płasko, w sposób niepotrzebnie stłumiony. Z drugiej jednak strony to tylko jeden mini-album i należałoby najpierw przestudiować pełną dyskografię artysty, a dopiero później czepiać się na przykład tego, że w litanii "wpływów", jaką na profilu projektu można bez trudu znaleźć, figurują takie nazwiska i nazwy jak John Coltrane, VADER, czy Bruce Springsteen. Jak mają się one do zawartości "The Invisible Mountain"? Pozostanie chyba już na zawsze słodką, muzyczną tajemnicą Jenksa Millera, ale jak wiadomo - piernik do wiatraka ma czasami mąkę...

ocena:  6,5/ 10

www.myspace.com/horsebacknoise


www.relapse.com


autor: Kępol



<<<---powrót