| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AMARANTHE

?Massive Addictive?

Spinefarm Records (CD 2014) 

Nie znam do końca kulis zagrywek wytwórni wiążącymi się z wciągnięciem danego zespołu do swojego rosteru, ale wygląda na to, że te firmy, które zdobyły rozgłos raczej rzeczami z kręgów metalowych ostatnimi czasy przypominają ostatnio muchę, która wpadła do słoika. Kuszą ich nowe trendy i biorą się za coś, na czym się nie znają i przez to odwracają się od tego, co przywiodło ich do tego miejsca, gdzie w pewnym momencie rzeczywiście mogli się swobodnie poruszać się i wybierać, przebierać? Teraz chwytają jakieś ochłapy, których nie chcą majorsi, leżą odłogiem i uważają, że złapali pana boga za nogi? Zamykają w ten sposób drogę powrotu i tracą szacunek wielu. Co można na przykład powiedzieć o ostatnich ruchach tak zasłużonej firmy jak Earache lub o tym, co czyni Spinefarm? Ratują swoje dupska, owszem, ale jednocześnie wpadają w pułapkę niczym ta przysłowiowa mucha lecąca - jak się jej zdaje - do słodyczy, podczas gdy są to ekskrementy lub inne świństwa. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i pewnych rzeczy nie dostrzega się z perspektywy wygodnictwa czy jakiegoś marketingowego targetowania. Zastanawiam się ile firm walczyło o szwedzkie gwiazdki AMARANTHE, ale Nuclear Blast, który swego czasu powypuszczał na świat mnóstwo modernistycznego szajsu chyba się trochę opamiętał i w ten sposób ten zespół z Gothenburgu (lub jak kto woli - Goteborga) trafił on do bardziej trendziarskiej Spinefarm, która w moich oczach podupadła, choć parę groszy pewnie zarobią na takich procederach. W biografii rozpisują się jak to pięknie udało się AMARANTHE uzyskać receptę na sukces ?chirurgicznymi riffami?, ?emocjonalnymi wokalami?, a nowy krzykacz Henrik Englund Williamsson ?wniósł nowe spektrum niuansów?. I podobno nie spoczęli na laurach, ponieważ wprowadzili do swojej muzyki współczesne nowinki w postaci wpływów breakdown, dubstepu i różne wokalne tricki. Kogoś to przekonuje? Bo mnie w ogóle. I znowu mógłbym to spuentować tekstem o gównie zawiniętym w kolorowy papierek, gdyż do produkcji zatrudniono maestro Jacoba Hansena, który potrafi cuda zdziałać nawet z byle jakimi melodic/modern metalowymi kapelami i że przecież zespół znalazł receptę na świetne i modne piosenki w mocnym wydaniu. Sarkazm? Tak, ciśnie się to na usta słuchając tak bezdusznych i skupionych wyłącznie na osiągnięciu sukcesu dźwięków, które gdyby nie trochę mocnych gitar i ryknięcia rzeczonego pana Williamssona byłyby elektroniczno - pop rockowym chłamem, na które nikt by nie zwrócił uwagi. No pardon, przecież pani Elize Ryd ładnie śpiewa, są nowoczesne wynalazki, których poza studiem już nie da się bez playbacku osiągnąć, jest przebojowo, chwytliwie i modnie, są mocne bity i sukces murowany. Sorry, ale ja nie trawię takich mikstur i zdecydowanie lepiej słucha mi się pochodzących ze Szwecji wykonawców pokroju ABBA czy ROXETTE, bo ci przynajmniej umieli się określić i stworzyć parę fajnych melodii, a kiedy zabierają się za to pseudo-metalowcy, to mamy efekt w postaci ?Massive Addictive?.
 

ocena:  0/ 10

www.amaranthe.se


www.facebook.com/AmarantheBand


www.spinefarm.fi


autor: Diovis



<<<---powrót