| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MAEL MORDHA

"Manannan"

Grau Records (CD 2010) 

Wykonywać jakikolwiek, że tak to ujmę umownie - Warrior Metal i nie splamić się komizmem - oto jest wyzwanie. Gdy przeczytałem info promocyjne nowego albumu irlandzkich wojowników z MAEL MORDHA, gdy na pewnych internetowych profilach grupy zlustrowałem co poniektóre ich fotki, gdy rzuciłem okiem na bądźmy szczerzy - kiczowatą (choć od strony czysto graficznej nienaganną i na swój sposób dość ciekawą) okładkę, na mą twarz wkradł się szeroki uśmiech. Nie inaczej zapowiadał się sam materiał muzyczny, przynajmniej przy pierwszym podejściu. Zawodzący (lecz prezentujący całkiem fajne spektrum głosowe) wokal zdawał się zdradzać pewne niedociągnięcia, choć teraz już sam nie wiem, czy jego charakter wynika z niedomagań głosowych Roibeard'a O Bogail'a, czy z dbałości o powiedzmy - naturalny, dziki jego wydźwięk. W tej chwili, gdy krążek kończy obracać się po raz trzeci nie ma to dla mnie aż tak kolosalnego znaczenia, albowiem płytki po prostu świetnie się słucha. Ponoć podopieczni niemieckiej wytwórni stworzyli jakąś nową odmianę doom'u , łączącą ten gatunek z irlandzkim folkiem. Wątpię, bym kiedykolwiek sam niezależnie wpadł na podobne zaszufladkowanie ich stylu. Ja tu słyszę raczej coś w rodzaju wypadkowej między death metalem AMON AMARTH a stylem grania późnego BATHORY, choć, w sumie, nisko strojone gitary i pewne elementy doom metalu (raczej tego zamierzchłego) dają się tu rozpoznać. Tak czy inaczej płytę otwiera energiczny, najszybszy w zestawie "Through the Lungs of the Dead", w którym to wokalista nie omieszkał zadąć w róg i którego intensywna końcówka przywróci do pionu niejednego oponenta takiego grania. Wyróżnię tu jeszcze kojarzący się nieco z dokonaniami CANDLEMASS, drugi w kolejności "The Summoning", z doskonałym refrenem i znowu - zapierającą dech w piersi końcówką, tytułowy, spektakularny "Manannan" i nieco melancholijny "Our Ancestors Dwell Here". Nie znaczy to jednak, że pozostałe numery mają się dużo gorzej. W "The Doom of the Races of Fire", przykładowo, nacieszymy uszy dość przekonującymi motywami folkowymi, choć to zaledwie przedsmak, bo to, co się dzieje w następnym, wspomnianym "Our Ancestors Dwell Here" odbiera mowę. Utwór dla wszystkich wychodzących z założenia, że wystarczy dmuchnąć w byle piszczałkę, by fajnie zabrzmieć. Do tego niezwykle umiejętnie wplecione nawiązania do dorobku Forsberga. Miód! A to nie koniec, bo dalej mamy i melodeklamacje i wyjące gitary, a i dla efektywnych zwolnień znajdzie się ciut miejsca. "Manannan" to płyta, która w przeciwieństwie do lwiej części albumów folk metalowych, bądź tych, które mieczem i toporem są ciosane - posiada "to coś". Ten magiczny, nieuchwytny pierwiastek, który podgrzewa adrenalinę w ludzkich żyłach i nie pozwala usnąć z książeczką otwartą na tekście przedostatniego utworu w ręce. Boję się pomyśleć do czego byliby zdolni gdyby wokalista okiełznał swój głos. A może lepiej by tego nie robił...?

ocena:  8/ 10

www.mael-mordha.com


www.myspace.com/maelmordha


www.grau.de


www.myspace.com/graurecords


autor: Kępol



<<<---powrót