| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ICE DRAGON

?Dream Dragon?

PRC Music (CD 2012 - 2014) 

Przed kilkoma miesiącami opisywałem trzy pierwsze (a właściwie to drugi, trzeci i czwarty w kolejności) albumy amerykańskiego ICE DRAGON, wznowione przez kanadyjską firmę PRC Music. Wspomniana grupa w krótkim czasie potrafiła wyzwolić z siebie tyle dźwięków, ile zdołały stworzyć kapele sprzed ponad czterech dekad w równie krótkim czasie. Oto więc kolejny album, jaki Amerykanie stworzyli czas jakiś temu (dokładnie to na początku 2012 roku) i doczekał się re-edycji przez rzeczoną PRC Music. ?Dream Dragon? stoi gdzieś pośrodku molochów ?The Burl, The Earth, The Aether? i ?Tome of the Ancient Tomes? a krótszym i nie tak rozwlekłym ?The Sorrowful Sun?. Całość składa się z dwunastu utworów, z czego część to krótkie, instrumentalne interludia, natomiast te właściwe kompozycje przenoszą się (a jednocześnie przenoszą słuchacza) w czasy, gdy muzyka rockowa eksplorowała nowe dla siebie terytoria, a więc mamy tutaj z jednej strony bardziej psychodeliczne oblicze tej stylistyki ze wszystkimi tymi improwizacjami i rzeźbieniem pod wpływem ?czegoś tam?, mocniejsze, hard rockowe brzmienia rodem z pierwszych płyt BLACK SABBATH i kawałki będące gdzieś pomiędzy i chylące czoła przed KING CRIMSON, JETHRO TULL czy YES, a także niewątpliwe wpływy stoneru wprost ze świata ?pustynnego? KYUSS. Właściwie mógłbym napisać słowo w słowo to, co już naskrobałem (a właściwie nastukałem) przy okazji każdej z trzech poprzednich płyt, choć różnice pewne jednak są tutaj słyszalne. Choćby w tym, że tym razem ICE DRAGON rozpoczyna album od leniwie płynącego, minimalistycznego, a przy tym wysmakowanego kawałka ?Dreamliner?, który przypomina ?Planet Caravan? Sabbathów, z tym, że zamoczono to w folk-art rockowym sosie. Następny, ?Maximum Trip?, to hard rockowo -  blues rockowo - stonerowy ?zabójca?, który pokazuje, że nie trzeba być ROYAL BLOOD, by za pomocą skromnych środków stworzyć coś, co na wskroś przesiąknięte jest muzyką sprzed ponad czterech dekad. Do tego to brzmienie - niezwykle vintage?owe, momentami garażowe i naturalistyczne jak sto tysięcy diabłów w najgorszym z koszmarów. A baśniowa, trochę surrealistyczna podróż dopiero się zaczyna? Po akustycznej, nawiązującej do muzyki dawnej miniaturce ze zniekształconym głosem pt. ?Every Little Star? następuje pojechany i diabelnie archaicznie brzmiący ?Stumble Onto Magic?, psychodeliczno - elektroniczny ?I Know You?re In Here?, a zaraz potem stylizowany troszkę na wczesny KING CRIMSON instrumental ?A Dragon?s Dream, Part I?. I w tym momencie przychodzi mi do głowy myśl, że Amerykanie zanadto miotają się między różnymi swoimi fascynacjami i odkryciami muzycznymi (mam wrażenie, że każdy z utworów powstawał zaraz po przesłuchaniu takiej czy innej płyty sprzed lat) i zamiast skupić się na swojej własnej drodze chcą przypominać przeróżne zespoły działające w latach 70-ych. ?Momenty? więc na ?Dream Dragon? (jak i wcześniejszych ich krążkach, a pewnie i późniejszych też) są, ale można się w tym pogubić nawet z dużą znajomością muzyki z tamtej epoki. Nie ułatwia tego również spora ilość niedoróbek, które są słyszalne w prawie każdym kawałku i świadczy to, że grupa nagrywała z marszu i w krótkim czasie nagrywała poszczególne materiały. Nie uświadczymy tego przecież w przypadku kapel z lat 70-ych, choć niektóre też rejestrowały wszystko w ciągu paru dni i w często znacznie gorszych warunkach studyjnych. Z jednej więc strony słucham ICE DRAGON z zaciekawieniem, a z drugiej mogli by panowie trochę przysiąść i poukładać to, co tworzą. Bo kilka perełek już stworzyli, a za takie uważam na przykład wspomniany już ?Dreamliner?, czarujący melodiami ?For Once In My Life?     
 

ocena:  7/ 10

www.myspace.com/icedragonofficial


icedragon.bandcamp.com


www.facebook.com/icedragonofficial


www.prcmusic.com


autor: Diovis



<<<---powrót