| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

FAITH NO MORE

?Sol Invictus?

Reclamation Records (CD 2015) 

Starałem się nie czytać recenzji tego długo oczekiwanego albumu FAITH NO MORE w mainstreamowych mediach. Nie uniknąłem jednak tego i chcąc nie chcąc poznałem różne opinie napisane przez najczęściej pseudo-dziennikarzy i pseudo-krytyków, co to jak te chorągiewki zmieniają poglądy w zależności od tego dla kogo piszą i kto jest wydawcą danej publikacji. Ich znajomość muzyczna jest pewnie mniejsza od tej przeciętnego Kowalskiego, który opiera swoją edukację na radiach formatowych i brukowej prasie, a więc lepiej by było, gdyby nie brali się za recenzje takich albumów, jak ?Sol Invictus?. U mnie z kolei jest tak, że znajomość tematu FAITH NO MORE to można powiedzieć, że mój konik i na wskroś i na wylot znam dokonania tego bandu, który ucieszył mnie swoim powrotem i nie mogę przeboleć, że nie udało mi się dotrzeć na ich koncert w Krakowie. Nie mam więc obiektywnego spojrzenia na FNM, ale postaram się spojrzeć na ich najnowsze dziełko również krytycznie. Pierwsze jednak co zrobię, to zaznaczę, że ten zespół ma prawo i wszelkie możliwości, by robić co chce i jak chce. Jest swoistą marką, która nigdy poniżej pewnego poziomu nie zeszła, a ich zasługi dla eklektycznego rocka pozostaną na zawsze w annałach muzycznych. I nawet jeśli Mike Patton zapowiadał, że na nowym albumie będą zauważalne wpływy zimnofalowe i nowofalowe lat 80-ych, to mógł tak powiedzieć i trochę z przekory, by pokazać, że nadal nie będą szli z falą mód i nie będą produkować łatwo przyswajalnych przebojów, a że coś z tego klimatu można tu usłyszeć rzeczywiście, to już niech będzie nagrodą dla wytrawnych słuchaczy. Ja nie potwierdzam, ale i nie zaprzeczam. Na ?Sol Invictus? słychać przede wszystkim stary, dobry FAITH NO MORE, mieszający różne stylistyki, czasem zupełnie od siebie odmienne. Mike Patton dalej potrafi i zaśpiewać, i ryknąć, choć czasem mam wrażenie, że trochę się tym razem hamował z szaleństwem. Ale od tego ma różne zwariowane projekty. Charakterystyczne zagrywki basu Billy?ego Goulda, klawiszowo - pianistyczne pasaże Roddy?ego Bottuma i perkusyjna, typowa dla Mike?a Bordina gra zachowały swoją postać z przeszłości i jedynie mam zastrzeżenia do gitarzysty Jona Hudsona, który tutaj prawie nie istnieje. Coś tam gra, wtrąca patenty z różnych ?bajek?, ale porównując go do Jima Martina czy Treya Spruance?a jest rzeczywiście najmniej atrakcyjnym muzycznie gitarzystą w składzie FAITH NO MORE. Co do samych utworów, to tym razem jest ich niewiele - klasyczna dziesiątka, a wśród nich wyróżniają się te dwa singlowe. ?Motherfucker? to mrocznie zaczynający się i z czasem operujący motorycznym groove?m i transowością numer, a ?Superhero? czaruje epickością i podtrzymuje tradycję tych numerów, które do dziś można uznać za jedne z najważniejszych w karierze Faithów, jak ?Epic? czy ?Ricochet?. Wśród pozostałych zwraca na siebie uwagę mniej typowy i nie tak długi numer tytułowy, przemierzający różne muzyczne światy ?Separation Anxiety? oraz fenomenalnie zmienny i wciągający post-modernistycznym klimatem ?Matador?. Spokojniejsze i pogodniejsze w swojej formule ?Sunny Side Up? i ?Rise of the Fall? nie są może majstersztykami i powielają pomysły z przeszłości, ale nie można ich określić wypełniaczami. W tym drugim zresztą ukojenie z czasem się kończy i momentami jest wręcz szaleńczo, głównie dzięki wokalom Pattona i eksplodującemu forte instrumentów. Nudnawe i lekko jałowe są natomiast ?Cone of Shame? i ?Black Friday?. Całość natomiast moim zdaniem jest nazbyt krótka i brakuje tu tej dramaturgii choćby z ?King For a Day? Fool For a Lifetime?, ale swoją powrotną misję FAITH NO MORE wypełniło i mam nadzieję, że będzie ją podtrzymywać przy życiu choć przez kilka kolejnych lat. Pozostaje więc trzymać kciuki za tych pięciu fanów, że nie będą się już na siebie dąsać, jak to bywało przed laty.
 

ocena:  7,5/ 10

www.fnm.com


www.facebook.com/faithnomore


autor: Diovis



<<<---powrót