| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

PORTLAND RUM RIOT

?53 minuty do wschodu?

własna produkcja zespołu (CD 2014) 

Nazwa zespołu odnosi się do tzw. Rumowych Zamieszek w Portland, które 2 czerwca 1855 roku wybuchły we wspomnianym mieście w stanie Maine po tym, jak ówczesne władze stanowe uchwaliły zakaz sprzedaży i produkcji alkoholu. Trwały krótko, ale miały niezwykle brutalny przebieg i trzeba przyznać, drodzy państwo, że dla zespołu posługującego się w swojej twórczości środkami wyrazu z zakresu szeroko pojętego rocka i metalu PORTLAND RUM RIOT jest nazwą trafną. Niby pachnie ona rock?n?rollową zadymą, choć i do myślenia potrafi sprowokować. Jak gra sam zespół? Od strony warsztatowej co najmniej poprawnie. To, co robią muzycznie nie musi zbyt długo szukać odniesień do TOOL czy COMA, oraz naszych krajowych ekip również czerpiących z tych samych źródeł, takich jak FORMA, LATIMERIA, NOOK czy BROWN. Do poziomu umiejętności technicznych Adama Jonesa czy Danny?ego Careya może być tu daleko, ale zespół jak najbardziej mierzy w tej kwestii siły na zamiary i zamiast porywać się na ekwilibrystykę, której nie będzie w stanie sprostać słusznie woli robić swoje, uzyskując odpowiedni feeling dzięki instrumentalnym niuansom, aranżacjom i odpowiednim kompozycjom i szlifując materiał tak, by prezentował się po prostu przyzwoicie. Warszawski PORTLAND RUM RIOT popełnia jednak śmiertelny w moich oczach błąd, będący udziałem wielorybiej części współczesnych kapel, zwłaszcza w kraju nad Wisłą, gdzie wyraziste wzorce z tak zwanego zachodu zawsze i bardzo szybko znajdowały swoje kulturowe odbicie. Za bardzo na siłę i w zbyt wielkim stopniu chcą mianowicie upodabniać się do swoich idoli i to niestety widać, słychać i czuć przysłowiowe 24 h/dobę, z odległości kilkuset mil. Od charakterystycznych dla TOOL perkusyjno-gitarowych konstruktów z obowiązkowo przesterowanym i rozpoznawalnie kołatającym basem, po manierę tekstów Piotra Roguckiego z niemal dosłownymi z nich cytatami na czele. Wcale nie trzeba brnąć daleko by się o tym przekonać, bo już otwierający, niespełna siedmiominutowy ?Amalgamat? pokazuje, że stać PORTLAND RUM RIOT zarówno na konkretne, rockowo-metalowe granie z precyzyjnie tnącymi ostrzami gitar i ściśle zsynchronizowanym z ich pchnięciami perkusyjnym uderzeniem, jak i na klimatyczne odjazdy, w których jest więcej przestrzeni, luzu i relatywnego wyciszenia. Jest technicznie, ale i soczyście, nie brakuje też chwytliwych refrenów. Jeśli taki ?Twój krzyż na moją drogę? nie pojawi się przykładowo w ich secie koncertowym, będzie to w ich  przypadku perfekcyjny strzał we własne kolano, bo numer rezonuje jak trzeba w serduchu, czaszce i nie wiadomo gdzie jeszcze. Za dużo jest jednak takich momentów, w których słychać, że mimo umiejętności instrumentalnych zespół się po prostu sili. Znowu posługując się przykładem - jestem niemal pewien, że mają sporo do przekazania w tekstach, ale wyglądają one na pisane ?pod wpływem? i nie mam tu wcale na myśli zażywania środków odurzających. Tak jest w zasadzie ze wszystkim. No nie uwierzę, że np. ?Kim jestem? nie był pisany z myślą o wiadomo czyim ?Prison Sex? i doprawdy nie wiem po co ktoś nagrywa takie kawałki! ?53 minuty do wschodu? jest płytą w miarę, no w miarę udaną, ale?
 

 

ocena:  6/ 10

en-gb.facebook.com/PortlandRumRiot


autor: Kępol



<<<---powrót