| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

VANDERBUYST

?At the Crack of Dawn?

Van Records (CD 2014) 

Jakąś tam słabość do heavy metalu z lat 80-ych wciąż mam, choć z czasem przesyt na przykład IRON MAIDEN sprawił, że rzadko wracam do ich nagrań. Są jednak momenty, gdy z przepastnej skrzyni z płytami wyciągam stare nagrania z tamtych czasów, a niedawno spełniło się jedno z moich największych marzeń i zobaczyłem ?na żywo? JUDAS PRIEST w łódzkiej Atlas Arenie. Tymczasem holenderskie trio VANDERBUYST rozbroiło mnie swoim retro graniem w stylu hard ?n heavy już na debiutanckim albumie ?Vanderbuyst? z 2010 roku, a i drugi, ?In Dutch?, był niegorszy. Trzeci album, ?Flying Dutchmen?, przegapiłem z przyczyn technicznych (nie miejsce tu na wyjaśnienia), a czwarty, czyli najnowszy dotarł do mnie ze sporym opóźnieniem, ale już nie mogłem sobie podarować jego przesłuchania i opisania. Bo ci kolesie w taki naturalny i niewymuszony sposób potrafią radzić sobie z hard rockowymi i heavy metalowymi dźwiękami, a w dodatku zapodać to w niezwykle przebojowy sposób, czym zjednają sobie na ?At the Crack of Dawn? zarówno fanów DEEP PURPLE, THIN LIZZY, UFO, starego JUDAS PRIEST, starego WHITESNAKE, VAN HALEN i SCORPIONS, jak i tych, co wolą tą bardziej glamową stronę ?medalu?, tudzież metalu. W takich numerach, jak ?Girl In Heat? czy ?Catch-22? łączą zgrabnie stare brzmienia z końcówki lat 70-ych z twórczością MOTLEY CRUE, KISS czy DEF LEPPARD, a dodatkowo jeszcze ocierają się o tego lżejszego hard rocka w wersji amerykańskiej, czyli jest w tym coś i z BOSTON, i z FOREIGNER. Z kolei na wpół balladowe ?On And On? ma coś z AEROSMITH, LED ZEPPELIN i THE BEATLES w jednym. Tu właściwie każdy kawałek to prawdziwy hicior, a jednocześnie nie ma powtórek, dublowania się pomysłów i każdy z muzyków ma swoje do dodania. Równocześnie wszyscy trzej stanowią jedność i brzmią jak dobrze naoliwiona maszyna. Jeśli chcecie usłyszeć, jak rasowo grało się przed ćwierćwieczem czy nawet ponad 35 laty i nie wierzycie, że wciąż takie granie może zabrzmieć świeżo dzięki nowym pomysłom, to zdecydowanie zalecam te czterdzieści kilka minut w wykonaniu panów Van Esbroeka, Jonkmana i Verbuysta. To żadne tam popisywanie się w stylu STEEL PANTHER, a prawdziwe, ogniste hard ?n heavy! Tylko nie do końca pojmuję o co chodzi z tym, że na koncertach od niedawna wokalistką jest niejaka Peggy Meeussen.

 

ocena:  8,5/ 10

www.vanderbuyst.com


www.facebook.com/vanderbuyst


www.van-records.de


autor: Diovis



<<<---powrót