| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DEAD LUCKY

?Sons of Lazarus?

Dr. Music Records (CD 2015) 

Południowoafrykańska scena muzyczna jest u nas praktycznie nieznana i nawet w dobie internetowej globalizacji naszej planety niewiele to pomogło, choć jak się okazuje - również i tam cośkolwiek się na tej niwie dzieje. Na przykład trochę osób w naszym kraju kojarzy DIE ANTWOORD, którego płyty można znaleźć nawet na półkach w Empiku, ale to jednak trochę inna półka niż ta, z której sięgamy po pozycje do naszego serwisu. Również DEAD LUCKY - mimo, iż preferuje klimaty ciężkorockowe - należy odbierać jako rzecz przefiltrowaną przez obecne upodobania młodszych pokoleń, dla których BLACK SABBATH może koegzystować obok BRING ME THE HORIZON, a THE DOORS obok FALL OUT BOY. Dlatego opisy typu ?heavy rock?, ?modern metal? czy tym podobne biorę z pewną rezerwą, bo co innego oznaczały lat temu 20, co innego 10, a co innego teraz. W tym konkretnym przypadku - debiutanckiej płyty Afrykanerów z DEAD LUCKY - z zaskoczeniem stwierdziłem, że tym razem nie będzie to jakaś trudna do wchłonięcia mikstura, może nawet z racji pochodzenia muzyków nieco egzotyczna. Ten album jest swoistym hołdem złożonym z jednej strony ?bogom pustynnego grania? KYUSS i im podobnym, stoner rockowcom wszelakiej maści, co słychać już w nieśpiesznie bujającym, a przy tym na swój sposób przebojowym numerze tytułowym. Z drugiej zaś strony południowoafrykańska ekipa nie ukrywa swoich fascynacji prostym, prącym do przodu grzaniem a la MOTORHEAD (?Favourite Kinda? Women? jest wręcz kopią nagrań tych brytyjskich mistrzów) czy Sabbathowsko podkręconym DANZIG, a nawet sięgając dalej - MISFITS. Wokalnie Kyle Lucky zaciąga zresztą podobnie jak Glen Danzig, ale ten vibe wchodzi też w kilku kawałkach w manierę lekko charkoczącego Lemmy?ego, chociaż nie da się ukryć, że wychodzi to tak, jak by próbował tego na przykład frontman VOLBEAT. DEAD LUCKY trzyma więc rękę na pulsie i stara się wrzucać do swojej muzy odpowiednie wzorce, które mimo upływających lat są nadal na topie, jednak na szczęście nie stara się tego maczać w sosie komercyjnej papki i wpływów popowych, co niestety ostatnimi czasy zdarza się wielu kapelom z tego ?heavy rockowego? kręgu. Dobrze się słucha sporej części kawałków z tej płyty, jak na przykład wspomnianego już ?Sons of Lazarus?, ?King of the Underworld?, ?Live Fast, Die Last?, ?Sin City? czy nieco spokojniejszego od pozostałych, a przy tym rasowo rockowego ?The End of the Day?, ale jako całość rzecz jest do wchłonięcia głównie przez die-hard fanów muzyki jeszcze nie metalowej, ale ciężkiej i zahaczającej z takiej czy siakiej strony o rock.      

ocena:  7/ 10

www.deadlucky.co.za


www.facebook.com/deadluckyrocknroll


www.dr-music-promotion.de


autor: Diovis



<<<---powrót