| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HYPOTHERMIA

?Svartkonst?

Agonia Records (CD 2015) 

Z przykrością stwierdzam, że zapoznawanie się z niektórymi materiałami promocyjnymi tak czy siak zasłużonych dla rynku metalowego firm potrafi wprowadzać w błąd odbiorcę. Nie powinno być tak, że jeśli dany wykonawca gra tak i tak, to szermuje się sloganami, które kompletnie zaciemniają i wykrzywiają rzeczywistość. Dla mnie HYPOTHERMIA to nazwa dość świeża i po prostu nie miałem okazji słyszeć ich poprzednich wydawnictw (a mają już ich od 2001 roku dość sporo), ale wciskanie kitu, że szwedzki band para się miksturą occult rocka i szamańskiego black metalu jest bardzo mocno naciągane i zwyczajnie wprowadza w błąd. Zasłanianie się tym, że w zespole jest związany ongiś z LIFELOVER gitarzysta Kim Carlsson nie tłumaczy ludzi z Agonia Records w żaden sposób i jeśli nawet black metalowy trans w pewnym sensie jest wszechobecny w muzyce tej formacji, to określenia ?occult rock? czy ?szamanizm? są po prostu przegięciem. Włączam płytę, pojawia się pierwszy utwór ?Invokation? i przez dziewięć minut słyszę jednostajne plumkanie na gitarze, zero wokali i jeżeli ktoś uzna to za ?transowe?, to ja przepraszam. Dobra, to pierwszy z pięciu fragmentów na płycie i można by to na siłę uznać za wprowadzenie do czegoś, ale to coś nie następuje, bowiem następny w kolejce, siedmiominutowy numer tytułowy to wciąż to samo. Może i te black metalowe korzenie, jakże dobrze oddawane przez takie formacje, jak SHINING, FORGOTTEN TOMB czy nawet wspomniany LIFELOVER, są tutaj słyszalne, lecz generalnie taka mało intrygująca i interesująca mikstura tej ?czarnej? aury z nudnym post-rockiem kładzie się cieniem nie tylko na tych dwóch wspomnianych przeze mnie kawałkach, ale dalej jest dokładnie tak samo. Następny, ponad 7-minutowy ?Efterglod? to znowu wariacja na ten sam temat i tylko pewne detale różnią tę ?kompozycję? od poprzednich. Również ?Regnvals? nie zmienia sytuacji i ja osobiście mam wrażenie, że słucham jakiejś niewykończonej płyty - instrumentalnej, nudnej i szarej jak pieprzony, pochmurny i ogółem nieudany dzień. Lubię w muzyce rzeczy dołujące, bo w jakiś paradoksalny sposób potrafią mnie wesprzeć, lecz takiego nijakiego bełkotu nie trawię za cholerę. Równie dobrze mogę spędzić gówniany dzień gdzieś, gdzie za jedyną atrakcję (gdy na przykład zabraknie prądu) będzie uchodzić towarzystwo takich osób, jakich nie cierpię. Nie tego życzę sobie w życiu i tak samo jest w muzyce.

ocena:  1/ 10

www.facebook.com/vemodsorkester


vemodsorkester.bandcamp.com


www.agoniarecords.com


autor: Diovis



<<<---powrót