| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

FORGOTTEN TOMB

"Hurt Yourself And the Ones You Love"

Agonia Records (CD 2015) 

Ferdinando 'Herr Morbid' Marchisio - lider włoskiego FORGOTTEN TOMB - to istny patron zrezygnowanych, cierpiących i zepsutych. Można odnieść wręcz wrażenie, że nie istnieje treść niosąca konstruktywny przekaz, której metalowy kapłan fatalizmu i depresji nie wykpiłby w swoich utworach, której naiwności nie obnażyłby w geście bezceremonialnej pogardy i której wiarygodności nie obróciłby w niwecz odgrywając kolejne pieśni żałobne nad grobem egzystencjalnej celowości. Grunt to myśleć pozytywnie, ale być może jest ziarenko prawdy w stwierdzeniu, że ludzkość od czasu do czasu potrzebuje kogoś, kto jawnie i otwarcie mówić będzie o nieuniknionym końcu i bezpowrotnie utraconej nadziei? Herr Morbid przez lata budował reputację FORGOTTEN TOMB posługując się apoteozą terminacji życia i negacją wartości powszechnie promowanych jako fundamentalne, pożądane i właściwe. Czy po szesnastu latach nawoływania do zbrodniczych, destruktywnych i samobójczych aktów przyszła pora na skruchę i bicie się w przysłowiową pierś? Czy tym razem można oczekiwać przekazu FORGOTTEN TOMB w choćby minimalnie zresocjalizowanej postaci? Czy dla takich socjopatów, jak artystyczne alter ego pana Ferdinanda, migocze gdziekolwiek choćby iskierka nadziei na poprawę? "Hurt Yourself And the Ones You Love" - ten tytuł był w mocy przyprawić o mały szok nawet mnie, a przecież wydawałoby się, że widywał człowiek na żywca takich namiestników piekła, jak MARDUK czy MAYHEM, że "Legion" DEICIDE robił mu za muzyczny katechizm, a ujęcia teledysku BEHEMOTH "Blow Your Trumpets Gabriel" poznał wzdłuż, wszerz i na wylot. Od pierwszych linijek tekstu otwierającego ten album "Soulless Upheaval" wokalista i zarazem gitarzysta rytmiczny FORGOTTEN TOMB nie pozostawia najmniejszych wątpliwości co do swego stanowiska wobec takich wartości jak życie, społeczeństwo czy rodzina i lepiej by Wasz wychowawca/rodzic/pracodawca nie zapoznawał się z tymi wersetami, jeśli przyjdzie Wam kiedykolwiek fascynować się muzyką tej grupy. A będąc miłośnikiem twórczości szorstkiej, gorzkiej i mrocznej - możecie mi wierzyć - fascynować się nią łatwo, albowiem to, co FORGOTTEN TOMB dostarczyli tym razem mrozi krew w żyłach i jeży włos na głowie kogoś, kto nie 'naście' i nie 'dziesiąt' razy ziewał już z wyrazem politowania na twarzy podczas słuchania 'najbardziej ekstremalnych i najbardziej bluźnierczych krążków w dyskografii kapeli X czy Y'! Włoskim pomiotom Diabła przypisuje się ważną rolę w procesie formowania podgatunku rogatego łoskotu zwanego depressive black metalem czy black/doom metalem, choć ostatnimi laty wyjątkowo atrakcyjnie zapachniał im wedle mego słuchu czy też wiedzy black'n'roll. Oczywiście doom niejedno ma oblicze, stąd jeśli napiszę, że w praktycznie każdym numerze na "Hurt Yourself And the Ones You Love" słyszę silną stonerową czy klasycznie doomową nutkę, nikt o prawdziwym rozeznaniu w temacie nie powinien kręcić nosem. Typowo atmosferyczne zwolnienia nie pełnią bynajmniej na nowym FORGOTTEN TOMB dominującej roli (piękne solo w "Soulless Upheaval"). Przyspieszenia oparte na blastach to z kolei bardziej przyprawa tej trującej potrawy niż cokolwiek innego, ale może dzięki temu wjazd totalnej nawałnicy w "Bad Dreams Come True" czy walcowate riffy "Dread the Sundown" są aż tak silnie odczuwalne? Patrząc na to z jednej strony można stwierdzić, że "Hurt Yourself And the Ones You Love" to materiał wysoce skontrastowany, choć zerkając z drugiej aż prosi się o przywołanie wniosek, iż wszystkie numery spaja w jedną całość płynność chwytliwych riffów i porywająca, bujająca wręcz moją głową rytmika, co w zestawieniu z wyjątkowo ujemnym ładunkiem emocjonalnym daje w rezultacie wręcz schizofreniczny efekt. Kapitalnie cyka to wszystko również od strony produkcyjnej czy aranżacyjnej. Nie ma niepotrzebnych dźwięków, a te, które wyłaniają się z głośników potrafią wręcz uzależniać! Masywne i konkretne bębny Giammarco 'Ashera' Rossi'ego, zgrabnie podkreślający dolne pasmo bas Alessandro 'Algola' Comerio czy bezbłędnie dysonujące gitary, w których torturowaniu mistrzowi tej mrocznej ceremonii i autorowi wypluwanych z niemałym przekonaniem partii wokalnych pomaga Andrea 'A.' Ponzoni to elementy składowe dzieła, z których każdy z osobna mógłby zapewnić mi prawdziwą muzyczną ucztę. Zmontowane razem kreują świat, do którego wchodzisz drogi słuchaczu na własne życzenie, odpowiedzialność i rachunek, gdyż wyrafinowanie, dojrzałość i logika idzie na tym albumie ręka w rękę ze zwierzęcą topornością, nihilistycznym buntem i bukietem impulsywnych spazmów w akcie upajania się dźwiękową groteską w wydaniu jakże odpychającym i jakże atrakcyjnym zarazem. Muzyka jako katharsis - swoista emocjonalna defekacja? Muzyka jako arena brzydoty, gdzie fatalizm rodzi obficie skandale w służbie promocji autora? Muzyka jako przekorny manifest gloryfikujący wszystko, co powszechnie przyjmowane za niewłaściwe, swoisty głos wolności i narzędzie tuningu blackmetalowej konwencji? A może jest ona dla autorów tej genialnej płyty po prostu środkiem wypowiedzi, a oni sami niebezpiecznymi wykolejeńcami? Wybierzcie swoją wersję fikcji.

ocena:  10/ 10

www.facebook.com/Official.Forgotten.Tomb/info/?tab=page_info


www.agoniarecords.com/index.php?pos=shop&lang=enUK


www.metal-archives.com/bands/Forgotten_Tomb/5037


www.reverbnation.com/forgottentomb


www.forgottentomb.com/


autor: Kępol



<<<---powrót